środa, 29 lipca 2015

Sprawy osobiste Dziwnego Świata (Official Note #9). Czerwona Karta Archiwum: Zaszczytny rok w dziwnym umyśle Szczurzycy

Cześć Kochani moi!

Niniejszy post nie wziął się znikąd.
To od razu oświadczam i zaznaczam.
Z pewnością nie mogłam przepuścić takiej świetnej okazji, albowiem święto na blogu jest niezwykle ważne.

No więc, zapewne nie mogę uwierzyć, że Dziwny Świat skończył zaszczytny roczek – wiem, że to niewiele w porównaniu z innymi blogami, ale sądzę, że liczy się to, że w końcu jest znak od niebios, że coś się tu zaczęło ,,huśtać” do przodu i podąża wedle własnego rytmu.

Może w dniu owym nie zaskoczę Was trudnymi początkami Dziwnego Świata, który nie był tak dobrze zakwalifikowany w Blogosferze jak teraz.
Masa rzeczy się zmieniła, część gadżetów przybyło, część ubyło, a jeszcze inne pozostały na swoim miejscu.


Czego zatem można życzyć takiemu blogowi jak Dziwny Świat?
Przede wszystkim tego, aby dalej się rozwijał i ulepszał, urozmaicał, ale i też kontynuował te tematyki, które są ciekawe.
No i żeby Czytelnicy na nim zechcieli go czytać i to nie tylko wpadać na daną notkę, ale też przeglądać poprzednie, bo to wszystko jest moim dziełem i sądzę, że komentowanie starszych wpisów robi wiele dobrego dla bloga.

Co się zatem zmieni w blogu?
Może nie będę go zmieniała w sensie wyglądu, czy stylu – styl pisania pozostaje taki sam (piszę tak, jak zazwyczaj rozmawiam z ludźmi), ale z pewnością blog urozmaici się w zakresie notek.
Czy to oznacza że będzie...




# bardziej mroczny?

Wszystko na to wskazuje. A szczególnie niektóre tematyki, które będą tu publikowane.
Cóż, nawet w życiu nie jest tak kolorowo, jak mogłoby się wydawać.
Wszelkie mroczne tematyki być może będę zmuszona odhaczyć osobną etykietą (jak na razie pojawiła się nowa kategoria pt. ,,Horror w Dziwnym Świecie”).

# bardziej tajemniczy?

Będę się starała uzyskać taki efekt ^.^
Pocieszne jest to, że nie będę musiała alarmować za każdym razem, sens publikacji danego posta. Jest bo jest, i tyle ^.^
Uwielbiam budować napięcie i podsycać Waszą ciekawość $-)
Wiem, że czasami wyładowuję prosto z mostu, o co chodzi, ale to chyba będzie odtąd rzadki przypadek…


# bardziej dziwny?

Konfuzja to drugie imię Dziwnego Świata ^.^
Kocham w nim taki właśnie nieład artystyczny.
Oprócz działów fantastycznych pojawiać się będą notki z innych działów, które zresztą już poznaliście... a jeśli nie, to zapraszam na podróż w przeszłość Dziwnego Świata.
Oczywiście cały czas blog ma na względzie własną przyszłość i życzę mu, aby istniał w Blogosferze jak najdłużej.


Aczkolwiek sądzę, że będzie mu się dobrze powodziło, o ile będziecie o niego dbali, jako moi Czytelnicy.
Tak więc, nie mam już nic do zarzucenia, święto nadgonione, więc nic, tylko się cieszyć!

Piosenka, która to podkreśla, to:
  
DAFT PUNK – ONE MORE TIME (INTERSTELLA 55555)


Sądzę, że post owy wyszedł bardziej na bogato, niż dotychczas, no i dobrze, ważne, że mamy ogłoszenie święta za sobą ;D
No i oczywiście, radość z tego faktu, rozpiera mnie tak bardzo, że aż mi się chce tańczyć... Nie umiem tańczyć ;D

Mam nadzieję, że jeszcze niejeden raz Was zaskoczę…

A ja uwielbiam zaskakiwać, taka już ma natura ;D


Nie bój się rzeczy niemożliwych. One świadczą o tym, że umysł pomoże Ci je przezwyciężyć.





Can't you see this is a Land of confusion?

{Czy nie widzisz, że to kraina zamętu?}

To zdanie z piosenki przodującej w playliście najbardziej podkreśla charakter bloga. Blog ów ma za zadanie przedstawiać przede wszystkim siłę ludzkiej wyobraźni, że wszystko, co możemy sobie wymyślić, może błądzić po naszych umysłach.

Siła wyobraźni ludzkiej jest większa, niż możemy sądzić.
Ci, którzy dołączają do Dziwnego Świata, jako jego Czytelnicy i regularnie go odwiedzają, dają dowód na to, że siła fantazji i konfuzji ich nie przeraża.
Przede wszystkim, że wierzą w marzycieli i potęgę ludzkiego umysłu, który jest w stanie zdziałać wiele.
Blog ma za zadanie podtrzymać na duchu osoby, które na chwilę zwątpiły w rzeczywistość i chcą obudzić w sobie ducha wyobraźni… bo w każdym z nas on drzemie.
Wystarczy go uwolnić.


To by było na tyle, co do tego… dziwnego postu.
Trzymajcie się ciepło, moi Kochani ;* ;*


poniedziałek, 27 lipca 2015

Szyszymory część druga

Witam ponownie!

No więc, żeby zrozumieć o co chodzi, musicie przeczytać post poprzedni, albowiem to jest kontynuacja owej tematyki.
Myślę, że nie mam nic do dodania, oprócz tego, że wykonałam zamówienie no i życzę miłego oglądania galerii:











I jak wrażenia?
Jak mogliście zauważyć, Szyszymory przyporządkowałam do osobnego działu.
Spodziewajcie się po mnie petardy, ponieważ ostrzegam: jestem KOPALNIĄ POMYSŁÓW.


No i jak na razie to tyle.
Myślę, że jeszcze będziecie chcieli zagłębić się w starsze posty sprzed kilku dni. Serdecznie zapraszam i pozdrawiam wszystkich!






Szyszymory

Cześć!

Niniejszy post wczesny, ale za to z zamówieniem.
Postanowiłam go dokonać.
O zamówienie owe prosiła mnie Iza z bloga opowiadania.
Szczerze powiedziawszy nie wiem nic konkretnego o banshee, ale wiem jedynie, że tak naprawdę nazywają się szyszymory.
Były one pewnego rodzaju demonami, które krążyły po ziemi po wzejściu księżyca i ogłaszały swoim lamentem zbliżającą się śmierć danej osoby.

Poniżej, nieco informacji o nich, z innego nieco źródła:

Szyszymory (ang. Banshee
 
Obecne w irlandzkim folklorze od VIII wieku, nie są groźnymi stworzeniami, lecz ich potępieńcze jęki czynią je z pewnością przerażającymi. Najbardziej wyrazistą cechą ich wyglądu są oczy, ogniście czerwone od trwającego wieki łkania nad tymi, których kochały i za którymi tęsknią. Najczęściej przedstawia się szyszymorę jako wysoką, wymizerowaną kobietę o lejących się białych bądź po prostu jasnych włosach (które rozczesywała srebrnym grzebieniem; historia z grzebieniem jest niezwykle ciekawa. Pewna pani naukowiec, niejaka Patricia Lysaght, uważa, iż grzebień przypisano do wizerunku szyszymory przez pomyłkę, gdyż tak naprawdę jest on bowiem atrybutem syren z lokalnych podań; ja z kolei wiem, że malarze przez pomyłkę przypisali syrenom grzebień, ale o tym w innym artykule), odzianą w zieloną suknię nakrytą szarą opończą z kapturem. Bywa jednak, że szyszymora przybiera postać staruszki albo pięknej złotowłosej dziewczyny w czerwonej sukience. Irlandzkie banshee mogły także być ubrane całe na biało.
Każdej Irlandzkiej rodzinie przypisana była jedna szyszymora, by służyć jej przez wieki, lecz pojawić się mogła wyłącznie wówczas, gdy któryś z członków rodziny miał umrzeć. Najsławniejszą szyszymorą z przeszłości była Aibhill, która nawiedzała królewską rodzinę O'Brien. Według legendy stary król Brian Boru poszedł na bitwę pod Clontraf w 1014 r. wiedząc, że nigdy z niej nie wróci, ponieważ poprzedniej nocy pojawiła mu się Aibhill, która prała żołnierskie ubrania, aż wodastała się czerwona od krwi. W późniejszych czasach mówiło się, że szyszymory zwiastują śmierć zawodzeniem i lamentowaniem (jest to tak zwany „lament banshee” prorokujący szybki zgon) pod oknem umierającego, co czasem wymagało umiejętności unoszenia się na wysokość kilku pięter.
Szyszymory mogą również trzymać się z dala, samotnie błąkając się po wzgórzach wokół domostwa lub przysiadając na murze. Czasem szyszymora w ogóle się nie pokazuje, dając poznać swą obecność jedynie przeszywającym jękiem. Zdarza się także – choć niezwykle rzadko, że kilka szyszymor może ukazać się razem, co zwiastuje śmierć kogoś znamienitego albo szanowanego.
Tylko najstarsze rody, które mogą się poszczycić pochodzeniem od legendarnych bohaterów z wczesnego średniowiecza, mają swoje szyszymory. Na początku więc owe zjawy towarzyszyły wyłącznie rodzinom, których nazwiska zaczynały się od O' lub Mac, lecz po wiekach małżeństw między różnymi rodami setki innych rodzin także uzurpują sobie prawo do własnej szyszymory. Szyszymory związane z danym rodem pójdą za jego członkami, dokądkolwiek by się udali, toteż ich łkania i zawodzenie można usłyszeć w Anglii, Ameryce i wszędzie tam, gdzie osiedlili się Irlandczycy. 

  
Źródło: TU.

A oto obrazki, jakie znalazłam:










 Niedługo kolejna część Szyszymor, ale za to obawiam się, że ostatnia.
Potem już wszystko pójdzie swoim rytmem.
Mam pełno pomysłów na posty, i jak na razie nie wiem, czy będę w stanie wykonywać zamówienia. Jest to spowodowane tym, że w moim umyśle nieustannie coś się dzieje, nieustannie myślę, planuję, przetwarzam…
Nie zapominam jednakże o Was, lecz miło by było, aby w przyszłości inne osoby też się udzielały z zamówieniami.

Do następnego wpisu (już niedługo)!


niedziela, 26 lipca 2015

Błazny część druga

Cześć!

Tak więc oto powracam w świat fantasy – pełna wigoru, energii i weny…
Jak zwykle nieustannie zamyślona, zakochana w fantazji, bujająca w obłokach…
No cóż, taki już mój urok ;D

Aż nie mogę uwierzyć, że nadal mam siłę na bloga, a to dzięki tym wszystkim komentarzom, które mnie motywują do działania, i dzięki którym blog ma szansę przetrwać (orientacyjnie) kilka lat…

Ważne, że już ma swoją historię, i ważne, że ja mam jakieś doświadczenie.
Wiele się nauczyłam, prowadząc bloga.
Uważam, że jest warty czasu i motywacji, a komentarze uświadamiają mi, że warto nad nim pracować.
Dla mnie, jak dla blogera, nie liczą się wyświetlenia i kosmiczna ilość obserwatorów, z których ponad połowa się nie udziela (i to jest takie niesprawiedliwe), lecz garsteczka obserwatorów, i stałe, uczciwe komentarze pod każdym postem w rozsądnej moim zdaniem ilości – do 10 wzwyż.
Sądzę, że nie jest to wielkie wymaganie, jak na blogera.
Wystarczy po prostu zadać sobie pytanie, czy naprawdę ten blog mi się podoba i czy będę go odwiedzać – reszta powinna przyjść sama ^.^

Na dzisiaj naszykowałam Wam, planowanych z dawna błaznów, a fakt jest taki, że łącznie będzie ich nieco więcej.
W blogowaniu kieruję się tym, aby wstawiać na przemian kontynuacje tematyk i jakieś nowości.
Oczywiście jestem otwarta na zamówienia, ale to zależy od tego, czy mam zadowalającą liczbę obrazków na notkę – jeśli nie, wstawiam coś innego i kontynuuję szukanie.












Wiem, że szukanie wymaga czasu, ale ważne są efekty i delektowanie się nimi…
W następnej notce będą już zamówione Banshee, i to chyba przez nie na notkę po nich muszę szykować coś mroczniejszego… a chyba wiem już co ^.^

Trzymajcie się ciepło ^.^

P.S.: Jak zauważyli ci, którzy jeszcze tu nie dotarli, zmieniłam kompletnie wystrój bloga ^.^ Więcej o tej rewolucji w poprzedniej notce.
 


piątek, 24 lipca 2015

Sprawy osobiste Dziwnego Świata (Official Note #8): Rewolucja, wyrwanie się z nudy, kontynuacja weny

Cześć!

Czuję, że znowu żyję w Blogosferze, a to dzięki komentarzom, które dają mi zdrowego kopa na popęd ;D
Pisząc ten post słucham na przemian Nickelbacka i Nirvany ^.^
Tak ogółem, to u mnie wszystko dobrze.

Jak zapewne moi najdrożsi Czytelnicy zauważyli, przez bloga przeszła swoista rewolucja w wyglądzie.

Przede wszystkim: szablon.
Od poprzedniego posta myślałam nad zmianą, no i dzisiaj porządnie mi dokopało ^.^
Tematyka nagłówka bloga nadal jednak zobowiązuje do mojego chińskiego zodiaku i to się nie zmieni.
Zmieniłam też gadżet, przy którym są wypisane informacje o mnie.
Potem zmieniłam tenże szablon i myślę, że... jest słodki ^.^
Poprzedni oczywiście też nie był zły, a dla przypomnienia, wstawię obrazek, który pełnił jego rolę:


Myślałam początkowo nad takim właśnie obrazkiem ze szczurem-samurajem, ale niestety nie znalazłam nic, co było na moje gusta, więc zaczęłam szukać po całości w Runecie... no i znalazłam...

Obrazek ten mocno mi się kojarzy z wyobrażeniem śmierci, jakie zapewne było w kulturze wschodniej. Można to zauważyć, poprzez chińskie napisy na nagrobku, przed którym stoi (napiszę wielką literą, dobra?) Szczur.
Kultura Wschodu wzięła u mnie górę...



A nagłówek...
Nagłówkiem zajęłam się sama – powstał on z odpowiednio dorobionych obrazków z mojej bogatej kolekcji z kompa ;P

Potem zajęłam ja się zmianą odtwarzacza – piosenki te same, co były, ale zmienił się kolorek (z fioletu na czerwień) paska – musiał się odpowiednio kontrastować, nie być ani za ostry, ani za blady.
W zasadzie rewolucja się udała, a Dziwny Świat nabrał koloru... i mroczności ;P


Wcześniej jeszcze zmieniłam moje zdjęcie profilowe na moim koncie Google.
Także okładkę, którą już wcześniej miałam, ale ważne, że mi się podoba ^.^

Rewolucja owa była następstwem ostatnich dni, spędzonych na czytaniu informacji o charakterach osób spod poszczególnych znaków zodiaku.
Wiem zatem na pewno, że moja siostra jest Psem, mama Królikiem (może też występować Kot), a tata Smokiem.
Uważam, że horoskop chiński ukazuje nam prawdę o nas samych, jacy jesteśmy. Jest bardziej godny zaufania niż znany Wam horoskop indyjski (występują tam takie znaki jak Baran, Byk i Bliźnięta – resztę zresztą znacie ;P).
Ogółem nie wierzę w horoskopy, jasnowidzów i wróżbitów, ale sądzę, że horoskop wschodni powie nam chociaż cząstkę prawdy o nas samych.



Tacy właśnie jako ludzie jesteśmy… każdy dziwny na swój sposób ;P


Mam nadzieję, że rewolucja Wam się podoba… bo mi taak *.*

To na tyle, co do tego dziwnego spontanicznego postu.
Na następny post może dam błaznów, tak nie do tematu, ale za to dawno ich tu nie było…

To na tyle, co do tego dziwnego ogłoszenia, cześć ;* ;*





czwartek, 23 lipca 2015

World Of Graphic Arts {#8}: Laura Diehl część druga

Hej Wam!

Tak jak podejrzewałam, ten miesiąc był (do tego czasu) dobry, ale wydaje mi się, że tylko dla bloga. Nie oznacza to jednak, że cały miesiąc spędziłam przy laptopie.
Zajmowałam się też książkami, a nowa pozycja w mojej książkowej zbieraninie - ,,Hobbici” autorstwa Lynette Porter – może zapowiadać się ciekawie, chociaż jeszcze się nie przymierzyłam do jej czytania.
Poprzednio czytałam wiele opinii na jej temat i przyznać muszę, że na wszystkie (a szczególnie pierwszą) trafiłam przez przypadek.
Oprócz tego mam jeszcze kilka nowych filmów do obejrzenia i parę spotkań z przyjaciółmi w planie, więc sądzę, że nie jest źle.
Czasami nie jestem w stanie wymyślić czegoś na biegu, ale sądzę, że podjęłam trafną decyzję, jeśli chodzi o urozmaicenie bloga.
Czasami miewam takie dni, że mam miliardy pomysłów na sekundę, a nieraz chcę coś dodać, coś zmienić, ale nie wiem co…
Taka blokada twórcza, wiem…

Ale zawsze wtedy potrafię się po kilku dniach (czasami po kilku godzinach) wykaraskać z tych piekielnych czeluści monotonności, której nienawidzę i staram się unikać na blogu jak diabeł święconej wody.

No a dzisiaj nie będzie nic nowego, a kontynuacja konkretnej tematyki, ponieważ mam pełno obrazków i… pełno pomysłów na posty *.*

Myślę, że i tym razem nie będzie nudno.
Dzisiaj zestawiam drugą bodajże część grafik w wykonaniu Laury Diehl, której pierwszą część publikowałam… 25 lutego.
Wiem, że dawno, i czasami mi się wydaje że się już nieco gubię w tych notkach tematycznych, ale… jedyne co mogę zrobić, to zacisnąć zęby i nadal prowadzić tego bloga.

Na początek, tak jak w pierwszej jej części (tzn. tematyki) obrazek ilustrujący serię:


No i obrazki:





    Ja chcem taką sówcię!... ;*






Wiem, że niektóre mocno nawiązują do zimy, ale takie miałam, to takowe wstawiłam ^.^

Myślę, że dobrze poszło.
Co myślicie o pracach tej artystki?
Czy któreś podobają Wam się szczególnie?

Pamiętajcie, że wszystkie te obrazki, a że nie są mojego autorstwa, a autorstwa Internetu, nie istnieją tutaj prawa autorskie.
Zachęcam też do udostępniania bloga, ponieważ wiecie, że zawsze się staram ;*

P.S.: I bardzo dziękuję za komentarze Maxuce, która jako jedyna skomentowała kilka z wielu stron na blogu.

P.S.2: Jak pewnie zauważyliście, zmieniłam nieco wygląd bloga. Trochę dodatków tu, trochę tam... i jak zwykle nie mam nic ciekawego do roboty oprócz czytania i pisania... a, i jeszcze słuchania muzyki.
Niniejszy post prędki, ale mam nadzieję, że Wam się spodobał.
Serdecznie dziękuję wszystkim, którzy starali się mnie odwiedzać i zapraszam ponownie! ;*