Przygody Bliźniaków


W małej chatce mieszkała staruszka, która miała dwóch synów bliźniaków. Była tak biedna, że nie stać jej nawet było na imiona dla dzieci.
Pewnego razu chłopcy poszli na brzeg błękitnego morza i jeden z nich powiedział:
— Skoro już jesteśmy tak biedni, że nie nadano nam nawet imion, to nadajmy je sobie teraz i ochrzcijmy się morską wodą. Przytaknął na to drugi i spytał:
— Jakie chcesz imię? Takim cię ochrzczę. Odparł na to brat:
— Chcę mieć na imię Pekka.
Wtedy drugi oblał go wodą i ochrzcił brata, nadając mu imię Pekka.
Zapytał Pekka bezimiennego:
— A jakie ty chcesz imię? Brat odparł:
— Chciałbym mieć na imię Lassi. Pekka ochrzcił wtedy Lassiego.
Ruszyli Pekka i Lassi znad brzegu morza, a kiedy dotarli na rozstaje drogi, Lassi powiedział:
— Musimy się teraz rozstać, niech każdy z nas pójdzie swoją drogą spróbować szczęścia. Jeśli zaś któryś z nas znajdzie się w niebezpieczeństwie, to niech zawoła na pomoc drugiego. Jeżeli jednak zawoła bez potrzeby, to drugi może go zabić za to, że musiał fatygować się na
próżno.
Pekka przystał na to i bracia ruszyli, każdy w swoją stronę.
Lassi poszedł drogą prowadzącą na wschód. Nagle wyszła mu naprzeciw mała staruszka, która miała tylko jedno oko i niepodobna była do człowieka. Lassi wydłubał jej to jedyne oko i wsadził je do kieszeni.
Wtedy staruszka zaczęła błagać:
— Oj, oj, cóż ja teraz pocznę, kiedy zabrano mi moje jedyne oko, jestem ślepa jak kret! Gdybym dostała swoje oko z powrotem, to dałabym w zamian taki okręt, który zmieści się w kieszeni, a mimo to uniesie tysiąc ludzi i żegluje w powietrzu.
Lassi oddał oko staruszce i otrzymał obiecany okręt. Wsadził go do kieszeni i ruszył dalej.
Po chwili znowu wyszła mu naprzeciw jednooka staruszka. Tak jak i tej poprzedniej, zabrał jej oko, a na to ona:
— Oj, oj, co ja teraz pocznę, gdy zabrano mi jedyne oko, jestem ślepa jak kret! Gdybym dostała je z powrotem, to dałabym w zamian taką beczkę, która zmieści się w kieszeni, a mimo to starczy z niej piwa dla tysiąca ludzi.
Lassi oddał oko i dostał za nie beczkę, małą jak kurze jajo.
Wepchnął ją do kieszeni i ruszył w drogę.
Idzie, idzie, aż tu nagle wychodzi mu naprzeciw trzecia jednooka staruszka. I tej zabrał oko, a ona na to:
— Oj, oj, gdybym dostała swoje oko z powrotem, to dałabym za nie takiego psa, który zmieści się w kieszeni i który słyszy na pięć mil nadchodzących złodziei i zaczyna szczekać.
I tym razem oddał Lassi oko staruszce, wsadził psa do kieszeni i poszedł dalej.
Idąc pomyślał: „Trzeba by wypróbować ten okręt, czy rzeczywiście zmieści się w nim tysiąc ludzi i czy naprawdę żegluje w powietrzu".
Wyciągnął go więc z kieszeni, położył na ziemi i wsadził weń jeden palec od nogi, okręt urósł do wielkości buta. Wsadził całą nogę — okręt zrobił się jak wiadro. Kiedy wsadził drugą nogę, okręt był już jak balia. Chodził Lassi tam i z powrotem po okręcie, który rósł z każdym jego krokiem.
— Hej! — krzyknął Lassi, i w tej chwili po obu stronach okrętu wyrosły wielkie skrzydła, które zaczęły trzepotać i raz dwa uniosły go w powietrze. Jak piórko wznosił się w stronę chmur, a kiedy był już wyżej niż najwyższa wieża kościelna, popłynął naprzód. Lassi trzymał ster, zastanawiając się, dokąd się teraz udać. Wtem dostrzegł piękny zamek. Skierował się w jego stronę.
W oknie zamku siedział król i spostrzegłszy okręt zdziwił się:
„Co to za srebrna chmura, co to za ptak-olbrzym, co to za dom ze skrzydłami, co to za machina latająca?"
Lassi wylądował na murze otaczającym zamek, wyszedł, a wtedy statek zmniejszył się do rozmiarów łódki z kory. Wsadził ją do kieszeni, zlazł z muru i poszedł do królewskiej kuchni. Był bowiem tak głodny, że chciał poprosić kucharza o pracę w zamian za jedzenie.
Kucharz powiedział:
— Możesz nanosić drzewa z drewutni i napalić w piecu, wtedy będziesz mógł wylizać garnki.
Lassi przystał na warunki.
A stary król dziwił się: „Gdzież to się podział ten okręt powietrzny, ten latający dom? Już myślałem, że to goście do mnie jadą". Nie znalazł jednak odpowiedzi na to, co stało się z okrętem.
Miał król dwie córki bliżniaczki, ale porwała je czarownica i ukryła w morzu, w błękitnym, głębokim morzu. Król martwił się strasznie utratą córek i ogłosił, że ten, kto wydostanie je od czarownicy, otrzyma tę, którą zechce i pół królestwa.
Pewnego dnia przybył na zamek rycerz imieniem Tolppónen i oświadczył, że spróbuje wyrwać królewskie córki z rąk czarownicy. Ucieszył się na to król, dał Tolppónenowi łódź i tysiąc marynarzy, a rycerz niezwłocznie wyruszył na ratunek porwanym.
Tego samego dnia, gdy Tolppónen ruszył w morze, Lassi przyszedł do kuchni i zapytał kucharza:
— Czy i ja mógłbym pójść za nimi, żeby popatrzeć, jak Tolppónen walczy z czarownicą? Kucharz odparł:
— Idź, ale wróć, zanim obiad będzie na piecu. Przynieś po drodze naręcze drewna z szopy!
Poszedł Lassi nad brzeg morza popatrzeć, jak rycerz walczy z czarownicą. W kieszeni miał swoją łódź. Rycerz ze swoją załogą wypłynął w morze, ale ledwo dotarł do wyjścia z zatoki, a już czarownica wynurza z wody swój zielony dziób i spienioną twarz i wzburza morze. Łapie pazurami burtę statku i kołysze, kołysze nim tak mocno, że okręt prawie tonie.
Tolppónen podnosi wrzask:
— Toniemy, toniemy, na pomoc!
Widząc to, Lassi wyciągnął okręt z kieszeni i wsadził weń palec od nogi — statek jak but, wszedł obydwoma nogami, a statek już jak balia. Po chwili, jak na powietrznym żaglowcu ruszył Lassi z brzegu w morze. Wzbił się nad okręt Tolppónena, zabrał stamtąd rycerza i jego załogę, a potem zaczął okładać straszną czarownicę. Nic nie mogła na to poradzić, bo okręt Lassiego był w powietrzu. Bije, bije Lassi czarownicę, tak że w końcu zaczęła błagać o łaskę.
Powiedział wtedy:
— Jeżeli wpuścisz nas do swojego domu na dnie morza i przysięgniesz, że już nigdy nie będziesz nam dokuczać to przestanę.
Czarownica przysięgła i obiecała wpuścić ich do swej siedziby. Lassi przestał ją okładać i rzekł do Tółppónena:
— Teraz czarownica zanurzy się w wodzie. Idź za nią, zabierz córki, a ja poczekam w łodzi.
Wyciągnięto kotwiczny łańcuch i jednym jego końcem owinięto w pasie rycerza. Potem spuszczono go z okrętu, a na szarpnięcie łańcucha miano go wyciągnąć. Zanurza się Tółppónen, woda sięga mu już do ramion, niknie głowa i w końcu rycerz sięga dna. Tam między wodorostami stoi niebieska skała, a w niej znajdują się błyszczące drzwi. Rycerz otwiera wrota i wchodzi do domu czarownicy.
W jednej z komnat, na ławkach, siedzą obydwie królewskie córki. Pilnuje ich jednak tysiąc ośmiornic z oczami na głowie i setką zębów w pysku jak szczupak. Ośmiornice nie chcą oddać Tolppónenowi córek i grożą, że go zjedzą. Wystraszył się wtedy rycerz i szarpnął za łańcuch. Kiedy już go wyciągnięto na pokład latającego okrętu i zapytano, co się stało, powiedział:
— Byłem w strasznym niebezpieczeństwie. W komnacie czarownicy tysiąc ośmiornic pilnuje królewskich córek, na głowie mają straszne oczy, a w pyskach sto zębów jak szczupak. Nie chciały mi oddać córek i groziły, że mnie zjedzą.
Zawrócił wtedy Lassi na brzeg, wysadził rycerza i jego załogę, schował okręt do kieszeni, a potem sam popłynął małą łódką w morze. Skoczył do wody w miejscu, gdzie była kotwica i zanurkował. Idzie, idzie po dnie, aż dotarł do niebieskiej skały, otworzył błyszczące drzwi i wszedł do komnaty czarownicy.
Tam, na niebieskich ławach, odpoczywały królewskie córki. Pilnuje ich tysiąc ośmiornic — na głowach mają wielkie oczy, a w paszczach sto zębów jak szczupak. Mówią do Lassiego:
— Aha, znowu ktoś przyszedł po córki! Nie damy ci ich, tylko cię zjemy.
A na to Lassi:
— Nie przyszedłem tu, żeby dać się zjeść, tylko pokazać wam cuda!
Wyciągnął z kieszeni beczkę wielkości kurzego jaja, a stamtąd jak nie zacznie się lać piwo, to jakby rzeka popłynęła! Piją ośmiornice, piją i piją, aż w końcu się upiły. Kiedy potem wszystkie tysiąc ośmiornic zasnęło, Lassi zdjął ze ściany miecz, odciął im głowy, a języki schował do worka. Następnie zabrał królewskie córki i wspinając się po łańcuchu, wciągnął je za sobą. Cisnął do łodzi wór z językami ośmiornic i popłynął do brzegu.
Kiedy już przybili do brzegu, Lassi zapomniał zupełnie o językach. Królewskie córki poradziły mu:
— Pośpij trochę w naszych ramionach po tak ciężkiej pracy. Lassi usnął w ramionach jednej z sióstr, a wtedy one pozdejmowały z palców pierścionki, przywiązały je do włosów Lassiego i ukryły w jego czuprynie. Kiedy wybawiciel zbudził się, poszli we troje do zamku — córki do swych komnat, a Lassi do drewutni. Wziął drewna i zaniósł je do kuchni.
Tymczasem brzegiem morza przechadzał się rycerz Tolppónen, znalazł łódź, a w niej tysiąc języków ośmiornic. Zabrał je zaraz, szybko pobiegł do króla i oznajmił:
— To ja uratowałem twoje córki. Pilnowało ich tysiąc ośmiornic, miały wielkie ślepia na głowach, a w paszczach po sto zębów jak szczupak. Ale ja obciąłem im głowy — oto ich języki.
Ucieszył się wielce król i kazał szykować wesele rycerza z jedną z córek.
Trwa wesele, wszyscy tańczą, cieszą się, czas już iść przed ołtarz, aż tu nagle wchodzi Lassi, staje obok narzeczonej i mówi:
— To moja narzeczona!
Wtedy Tolppónen dobył miecza, chcąc pchnąć nim Lassiego, ale królewna krzyknęła:
— Nie zabijaj mojego ukochanego! To on nas uratował, a nie ty! Wtedy zbadano sprawę i znaleziono we włosach Lassiego pierścionki, a dziewczyny opowiedziały, jak to Lassi upił ośmiornice, zabił je i zapomniał tylko wziąć języki. Teraz od razu dano mu rękę tej, którą sobie wybrał, i pół królestwa. Tolppónena zaś powieszono za kłamstwo i kradzież.
A oto przygody Pekki:
Kiedy Pekka opuścił Lassiego, ruszył drogą prowadzącą na zachód. Szedł, szedł, aż tu nagle z naprzeciwka wybiegł wilk z dzieckiem w paszczy. Nie myśląc wiele, Pekka wyrwał mu dziecko, wziął je w ramiona i poszedł dalej. Po chwili wybiegła mu naprzeciw jednooka staruszka i biadoli:
— Oj, oj, stary wilk ukradł mi dziecko, a ja nie mogę go dogonić.
Pekka na to:
— Nie płacz, nie martw się, oto twoje dziecko. Wyrwałem je wilkowi z paszczy.
Ucieszyła się staruszka i mówi:
— Cóż chcesz w nagrodę za to, że uratowałeś moje dziecko?
— O nic nie proszę, to nie była ciężka praca — odparł Pekka. Ale staruszka upiera się:
— Wszystko wymaga pracy. Co chcesz w nagrodę? Niczego nie chciał Pekka, więc kobieta powiedziała:
— Dam ci żarna, które są małe jak kamyki na dnie wodospadu, ale będziesz miał z nich tyle mąki, ile zechcesz. Wystarczy je tylko obrócić ręką.
Pekka wziął żarna, wsadził do kieszeni i ruszył dalej. Znalazł mały domek i postanowił zatrzymać się w nim na noc.
Gospodyni powiedziała:
— Owszem, możesz tu przenocować, na piecu jest ciepło, ale jedzenia niestety nie mam. Odrzekł wtedy Pekka:
— Nastaw wody, będzie kolacja!
Gospodyni zagotowała wodę, a kiedy wszystko było już gotowe, Pekka wyciągnął żarna i zaczął je obracać w dłoni. Wyprysnęło spomiędzy nich tyle mąki, że starczyło na smaczną polewkę i najedli się do syta.
Kiedy Pekka spał na piecu, gospodyni wyciągnęła mu z kieszeni żarna i wsadziła na ich miejsce zwykłe kamienie z wodospadu.
Rano Pekka obudził się i ruszył w dalszą drogę, nie zauważywszy, że skradziono mu czarodziejskie żarna.
Wieczorem zaszedł do następnej chaty i zaczął obracać żarna, lecz mąki jak nie ma, tak nie ma. Zmartwił się wtedy Pekka i pomyślał: ,,Ukradziono mi wczoraj w nocy czarodziejskie żarna, a na ich miejsce dostałem zwykłe kamienie z wodospadu".
Przewraca się całą noc na piecu, a rano rusza z powrotem do chaty, gdzie go okradziono. Idzie, żeby odebrać żarna. Idzie, idzie smutny, aż nagle staje przed nim jednooka staruszka i pyta:
— Czym się martwisz, biedny chłopcze? Pekka na to:
— Martwię się, bo ukradziono mi czarodziejskie żarna, kiedy nocowałem w pewnej chacie, i dano w zamian zwykłe kamienie z wodospadu.
Staruszka pocieszyła go:
— Dam ci taki worek, że kiedy nim potrząśniesz i powiesz:
,,Wychodźcie chłopcy z wora, stół do stołu", wtedy wyskoczy dziesięciu mężczyzn i nakryją stół. Będziesz mógł jeść i pić, ile tylko zechcesz, ale pamiętaj, żeby powiedzieć; ,,stół do stołu". Jeśli tego nie powiesz, wtedy skoczą na tego, co trzyma worek i nieźle go zbiją. Jeśli zaś będziesz chciał, żeby wrócili do worka, musisz powiedzieć ,,Z powrotem do worka", a wtedy tam wskoczą. Zapamiętaj to sobie!
Pekka obiecał zapamiętać, wziął worek i poszedł do chaty, w której skradziono mu żarna, i poprosił o nocleg.
— Proszę, na piecu jest ciepło, ale jedzenia nie ma — powiedziała gospodyni.
— Znajdzie się jedzenie — odparł Pekka. Potrząsnął workiem i krzyknął:
— Chłopcy, wychodźcie z worka, stół do stołu! Z worka wyskoczyło dziesięciu mężczyzn, którzy naznosili mnóstwo wspaniałych przysmaków. Potem Pekka po cichu, tak żeby gospodyni nie słyszała, wyszeptał:
— Z powrotem do worka.
Służący wrócili posłusznie.
Pekka z gospodynią najedli się do syta, a po posiłku młodzieniec poszedł spać na piec i wsadził worek pod głowę. W nocy gospodyni wdrapała się na piec, ciągnie i wyrywa worek spod jego głowy, lecz ledwo go złapała w swoje ręce, chłopiec obudził się i krzyknął:
— Chłopcy, wychodźcie z worka! — Nie powiedział jednak ,,stół do stołu". Ponieważ tego nie zrobił, z worka wyskoczyło dziesięciu mężczyzn i nuże bić chytrą gospodynię! Przestraszyła się bardzo i zaczęła błagać:
— Nie bijcie mnie, dostaniesz swoje żarna z powrotem i coś jeszcze. Dam ci taką kuszę, z której nawet muchę możesz trafić z odległości pięciu mil, jeśli tylko wycelujesz w tym kierunku i pomyślisz, w co chcesz trafić.
— Z powrotem do worka — rozkazał Pekka.
Służący posłusznie wrócili do worka, który Pekka zaraz schował. Gospodyni oddała mu czarodziejskie żarna, dodała czarodziejską kuszę i Pekka zaraz ruszył w drogę.
Idzie, idzie, aż tu nagle, a był to wieczór, widzi na wysokiej górze pełno olbrzymów zgromadzonych dookoła ogniska. W ogniu pałą wielkie sosny i pieką nad nim całe łosie. Wtem jeden z nich bierze łosia w ręce, a kiedy już, już miał go ugryźć przez głowę Pekki przemknęła myśl:
,,A gdybym tak wypróbował kuszę".
Olbrzym trzymał zwierzę za tylną nogę i wtedy Pekka wycelował z odległości pięciu mil, myśląc o tym, strzelił i natychmiast łoś wypadł z łapy olbrzyma.
,,A co to znowu, że pieczeni nie mogę w ręce utrzymać" - pomyślał olbrzym. Złapał za drugą nogę i podniósł do ust. Pekka znów strzelił i łoś upadł. W ten sposób Pekka ustrzelił cztery razy łosia z rąk olbrzyma.
W końcu biesiadnicy pomyśleli: „Ktoś sobie z nas kpi. Poszukajmy go!" Szukają, szukają, potykają się o gałęzie, aż w końcu w odległości pięciu mil złapali Pekkę.
— Aha, to ty masz kuszę! To ty ustrzeliłeś pieczeń z rąk naszego przywódcy! Teraz cię zabijemy! — zawołali.
— Nie przejmujcie się. Ja tylko tak dla żartów chciałem wypróbować kuszę, przecież do was nie strzelałem. Pozwólcie mi usiąść razem z wami przy ognisku. Wyciągnę własne jedzenie i na pewno będziecie mieć ze mnie dużo pożytku.
Olbrzymi przystali na propozycję i nawet dali mu kawałek pieczeni.
W końcu Pekka powiedział:
— Nastawcie wodę, a ja wam zmielę mąkę. Zjecie sobie polewkę.
Olbrzymi postawili ogromny kocioł na ogniu, Pekka wyjął z kieszeni czarodziejskie żarna i miele, miele do garnka, aż uzbierało się wiele worków.
Kiedy już wszyscy zjedli polewkę, Pekka powiedział:
— No, a teraz kolej na przysmaki. Potrząsnął workiem i krzyknął:
— Chłopcy, wychodźcie z worka, stół do stołu! Z worka wyskoczyło dziesięciu służących i zastawiło stół samymi przysmakami.
Potem Pekka rozkazał:
— Z powrotem do worka! I służący posłusznie do niego wrócili. Kiedy wszyscy się już najedli, olbrzymi zwrócili się do chłopaka:
— Jesteś bardzo mądrym człowiekiem. Czy nie oddałbyś nam przysługi?
— A co miałbym zrobić? — zapytał Pekka.
— No, chodzi o to, że już od dłuższego czasu chcemy okraść pewien piękny zamek, ale pilnuje go mały pies, który ma taki dobry słuch, że już na pięć mil czuje złodziei i zaczyna szczekać. Kiedy jesteśmy pięć mil od zamku, pies podnosi taki hałas, że cały zamek się budzi. To zwierzę trzeba zabić, a wtedy dostaniemy się do środka.
Pekka udał, że przystał na to, i wszyscy ruszyli w kierunku zamku. Kiedy zbliżyli się do niego na pięć mil, Pekka znów wypróbował swoją kuszę. Strzelił, myśląc o małym piesku przed bramą. Pies padł, nie wydawszy żadnego głosu. Dotarli potem na zamek. Olbrzymi zrobili w murze otwór, żeby dostać się do środka. Pekka przełazi pierwszy, a za nim ruszył jeden z olbrzymów. Kiedy już wyciągał głowę, Pekka uderzył go ramą kuszy i zabił. Potem wciągnął trupa na dziedziniec i zawołał:
— Niech wejdzie drugi!
Kiedy następny wsadził głowę w otwór, Pekka uczynił z nim to samo co z pierwszym. W taki sposób zabił wszystkich olbrzymów i poukładał ich na zamkowym dziedzińcu. Zmęczył się tym zajęciem i przysnął sobie obok otworu w murze.
Piękny zamek był tym samym, w którym królował jego brat. Kiedy rano Lassi podszedł do okna i zobaczył podwórko pełne olbrzymów, pomyślał, że śpią, choć przecież już nie żyli, Na ten widok ogarnęła go straszna trwoga. Przypomniał sobie umowę z bratem i zaczął krzyczeć:
— Pekka, Pekka, pomóż mi, jestem w niebezpieczeństwie!                                        Krzyknął tak dwa razy, lecz zmęczony Pekka nadal spał.

Krzyknął więc Lassi trzeci raz, wtedy Pekka obudził się i zdumiał:
- ,,Czy to Lassi w oknie? Król?” 
Podbiegł więc do okna i powiedział:  
- Dlaczego wzywasz pomocy? Przecież nie jesteś w niebezpieczeństwie. Zabiłem wszystkich olbrzymów. Pamiętasz naszą umowę, że jeżeli któryś z nas zawoła o pomoc bez potrzeby, to drugi może go za to zbić?
Ucieszył się Lassi, że brat znalazł się w zamku, i odrzekł:
No dobrze, zbij mnie, skoro prosiłem o pomoc bez potrzeby.
A na to Pekka:
Ee, nie będę się zajmował królem, bo i tak już zabiłem twojego psa.
— Jak to, zabiłeś mojego psa? — zdziwił się Lassi. Wtedy Pekka wyjaśnił:
— Mam taką kuszę, z której z pięciu mil można zabić nawet muchę, jeśli się tylko pomyśli o tym i strzeli. A Lassi na to:
— To ci dopiero dziw, ale ja mam taki okręt, który żegluje w powietrzu i taką beczkę, z której można wytoczyć tyle piwa, ile się tylko zechce.
Pekka zaś dodał:
— A ja mam takie żarna, z których leci tyle mąki, ile się tylko zechce, i worek, z którego można dostać tyle przysmaków, ile dusza zapragnie!
— A ja mam za to królewską córkę i pół królestwa — pochwalił się Lassi.
Wtedy Pekka pobiegł do króla, ożenił się z drugą córką i otrzymał drugą połowę królestwa.
Teraz już bracia byli jednakowo bogaci i pożeglowąli latającym okrętem po matkę, żeby przywieźć ją do zamku. A to się dopiero staruszka ucieszyła, że z synów wyrośli tacy bohaterowie i w dodatku zostali jeszcze królami.
       
 
 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

* Każdy Twój komentarz jest dla mnie wsparciem i motywacją. Każdy Twój komentarz uświadamia mnie w przekonaniu, że to, co robię, nie schodzi na manowce :)

** Komentarze muszą być pisane cywilizowanym językiem, z szacunkiem do Stwórczyni Bloga - nie chcę jednak widzieć tu pokemonów i ich kumpli.

*** Staraj się aby Twoje komentarze były bardziej rozwinięte i nie ograniczały się do słów ,,Ładne obrazki/Cudny blog/Ładny blog”.

**** Jeśli trafiłeś tu tylko po to, aby się reklamować spamem, radzę porzucić ten pomysł - nie licz na to, że nabiję Ci statystykę. W moich zasadach blogowania liczy się uczciwość.

***** Zdarza się, że odpowiadam na Wasze komentarze. Może wywiązać się fajna dyskusja :)