sobota, 6 lutego 2016

Smoczy Jeźdzcy część druga

Hej… :)

Wiem, że trochę mnie nie było. Postanowiłam, że dzisiaj wstawię dwa posty.
Oto i one: piąty odcinek Dziwnego Świata Uczuć i Myśli, oraz ten, który ujrzycie za chwilę.

Miałam trochę zastoju z blogiem, ale sami wiecie, jak to jest… :)
Postanowiłam, iż tematem tego postu będą smoczy jeźdzcy.
Wiem już, że lubicie smoki, więc smoczy wojownicy będą całkiem miłą odmianą.
Przyjemnego odbioru, Kochani!










Starałam się, aby dobierać obrazki tak, aby każdy z Was znalazł tutaj coś dla siebie.
Jak widać, bardzo konsekwentnie podchodzę do bloga i takich luźnych spraw z nim związanych… w końcu blog jest po to, aby bawić!

Może dorzucę jeszcze jakąś pioseneczkę…


QUEEN – DRAGON ATTACK




Pozdrawiam wszystkich serdecznie… i ciepło :)


Dziwny Świat Uczuć I Myśli {#5}: W akwenie marzeń... Czy to, że jesteś marzycielką/marzycielem, wpływa na Twoje życie?

Cześć, słoneczka!

Wiem, że sporo czekaliście z tym postem, ale sami wiecie, co nauka i praktyki robią z człowiekiem :) Obiecałam sobie, że jeśli nie teraz go opublikuję, to nigdy w życiu :)
Dziś nadszedł ten czas, aby tu coś porozkminiać :) Zwłaszcza w tym bieżącym roku 2016-tym będzie okazja, aby podyskutować na niebanalne tematy.
Tak więc,  kontynuujemy przemyślenia i burzę mózgów, a więc wkraczamy w dalszy ciąg serii Dziwnego Świata Myśli.


Dzisiaj obmyśliłam zupełnie nowy, ale zapewne nie obcy Wam temat.
Jak mówi tytuł, traktuję tutaj marzycielstwo i kwestię tego, czy nam pomaga.
Czy warto być realistą, czy marzycielem.

Ogółem, czy bycie marzycielem/marzycielką wpływa na nasze życie w jakiś sposób, czy coś w nim zmienia.


Oczywiście nie mam nic przeciwko realistom, ale uważam, że mimo wszystko bujna wyobraźnia czasami jest skuteczniejsza w pokonywaniu przeszkód życiowych, niż realistyczne podejście do życia. Mimo wszystko, ten, który posiada na dość bujną wyobraźnię, może spełnić swoje postanowienia nieco prędzej niż realista. Powodem jest to, że taki marzyciel nie błądzi do celu po trupach, a stale próbuje czegoś nowego, własnego i niepowtarzalnego.




Wiadomo, że marzenia ubarwiają życie i bez nich wszystko byłoby szare i monotonne, chociaż wiadomo, że nie wszystkie marzenia są możliwe do spełnienia – warto je posiadać, bo mają ogromną moc.

Jeśli wiara istnieje, to muszą istnieć i cuda, tak samo jak marzenia i sny.
Bo to właśnie one kolorują nasze życie, i może tego na codzień nie dostrzegamy, one żyją w naszym sercu, i pozwalają nam optymistycznie patrzeć na świat, dzięki czemu nie ulegamy nieustannym drwinom ze strony zazdrosnych ludzi i nie bierzemy do siebie tego, co mówią o nas (najczęściej za naszymi plecami, bo są zazdrośni o coś, czego oni nie mają, a my czasami posiadamy, nie zdając sobie z tego sprawy).

Marzenia mają różnorakie kształty, i to ludzkie umysły nadają je zależnie od potrzeby – czasami są to marzenia o wspólnych wakacjach, oddanych przyjaciołach, czy szczerej miłości (jak to się mówi) po grób.

Jedno jest pewne; ludzi jest wiele, a każdy posiada swój własny, osobisty akwen marzeń, bo każdemu jest w danym momencie potrzebne coś innego. Czasami to, co najmocniej pragniemy odzwierciedla się w naszych snach i często na jawie nie zdajemy sobie sprawy, iż to była ta właśnie rzecz, która by nas osobiście uszczęśliwiła.

Jednak od nas samych zależy, czy będziemy realistami, czy marzycielami – niezależnie od tego, co mówi nasz horoskop, o ile w horoskopy wierzymy. Marzenia z pewnością są naszą ukrytą siłą duchową, dzięki czemu mamy po co żyć, i o co walczyć. Jeśli jesteśmy doświadczeni przez sukces, możemy być pewni, że następnym razem, też nam się coś powiedzie. Kluczem jest to, aby się nie zrażać porażkami i próbować do skutku.
Nawet jeśli inni nie potrafią w nas wierzyć – wierzmy w samych siebie, nie oglądajmy się na drugich ludzi, bo to my jesteśmy strażnikami naszych pragnień, i nikt nie ma prawa nam ich odebrać.

Wiarę w marzenia obudziło we mnie wielu artystów – bo to oni dzięki swoim wielkim sercom i dobroci kierowanej w stronę fanów, mają zaszczyt okazać, że nieważne jest to, ile marzeń posiadasz – ważne jest to, czy pragniesz je spełnić.




Wiem, że mimo iż staram się myśleć pozytywnie zdarzają mi się takie dni – jak każdemu – że cały mój ,,mechanizm myślenia” jest nastawiony na ,,nie”. Staram się naturalnie z tym walczyć za pomocą muzyki artystów, którzy mają w sobie dużo pozytywnej energii i potrafią ją przekazać nie za pomocą jęku, krzyku, czy mamrotania, a za pomocą śpiewu, płynącego prosto z serca – jak zapewne wiecie i czytaliście poprzednie posty (szczególnie te oznaczone kategorią Rewolucje muzyczne), możecie teraz zauważyć, iż przeżyłam bezbolesne rozstanie z takim dennym graniem, typu pop z MTV i Eska (wiecie, o co chodzi?). Wiem, że musiałam do takich rzeczy dojść sama w ciągu wielu miesięcy i wydaje mi się, że im więcej piszę tutaj postów, tym dojrzalej patrzę na świat dookoła mnie.
Nie należy za to obwiniać nikogo, gdyż każdy dorasta we własnym, indywidualnym tempie.
Póki co, nie przejmuję się wiekiem, i nie porównuję go z innymi. Ważne jest to, że to wszystko osiągnęłam dzięki blogowaniu i dzieleniu się z Wami moimi największymi pasjami.
Mimo to, jestem marzycielką i nie przejmuję się zbytnio (czasami) realiami. Najgorszą rzeczą w życiu jest według mnie monotonność, ta sama szara strefa, ten sam biały chleb na śniadanie, czy zmuszanie się do czytania tej samej książki w następnym miesiącu.
Kluczem jest ciągle próbować coś nowego, chociaż niektóre rzeczy wolę pozostawiać na swoim ,,starym” miejscu.
Jednak zmiany są potrzebne. Są kluczem do motywacji ^.^

Mam nadzieję, że pościk Wam się podobał i zechcecie nastukać o nim parę zdań ;) Nie krępujcie się!
Pozdrawiam ;* ;*


sobota, 30 stycznia 2016

Ważne dni Ulubieńców {#4}: Religijna melodyjność. Urodziny Phila Collinsa

Witam po przerwie!

Po przejrzeniu kalendarza, zorientowałam się, że czas najwyższy uczcić kolejne święto, kolejnego mojego idola :)

Jest to artysta, znajdujący szczególne miejsce w moim mniemaniu gustowym – w końcu to on śpiewa ,,piosenkę tytułową” do podkładu bloga!
W związku z tym, nie mogłam o nim zapomnieć.

Miłością do grupy Genesis zaraziła mnie babcia i po dziś dzień słucham ich dla relaksu, przyjemności, albo wariacji :)

Post ten traktuję oczywiście jako wyrażenie podziwu dla jego osoby, oraz dla reszty grupy Genesis. Zespół powstał bowiem w 1965 w angielskim hrabstwie Surrey.


Jest jednym z tych zespołów, które dołączyły do mojego małego światka muzycznego, jako oderwanie się od rzeczywistości i relaksację, porządkowanie umysłu – bo ich muzyka kojarzy mi się bowiem z harmonią, możliwe, że religijną :)


Sam Phil Collins zasługuje na niebanalny podziw z mojej strony – dzięki takim osobom jak on, można wyrobić w sobie wrażliwość – bo w końcu on przysłużył się w produkcji Disney'a wykonując (oryginalne rzecz jasna) nagrania piosenek m.in. ,,Tarzana” i ,,Mojego brata Niedźwiedzia”.
Obie te piosenki znajdziecie na playliście bloga.



Jednak nie da się ukryć, że to dzięki nie tylko udziałowi w Genesis, ale i też solowej karierze, wypracował sobie u mnie opinię ,,religijnego wędrowca” (od piosenki ,,On My Way” i częściowo ,,Jesus He Knows Me”)

GENESIS – JESUS HE KNOWS ME



Dziś bowiem, tenże religijny wędrowiec kończy 65 lat, co jest dla mnie niewątpliwie podziwem, albowiem jest niewiele młodszy od mojej najmłodszej z babć :)
Wykonując to, co wykonuje, daje mi Pan Collins wielką nadzieję na własne sukcesy i awanse. Nie da się ukryć, że wielką siłą nas wszystkich jest rodzina. Tak jak w piosence poniżej:


PHIL COLLINS – TWO WORLDS

Dla zapewnienia Wam powrotu w dzieciństwo, wstawiłam filmik z kadrami z ,,Tarzana”. A nuż komuś łezka się zakręci... :,)
Samemu Collinsowi życzę naturalnie długiej aktywności na scenie, nienagannego zdrowia, powodzenia w życiu i wiary we własne siły – a tego ostatniego w szczególności.



A całemu zespołowi oczywiście wpisania się w historię rocka i otrzymania tytułu legendy tego gatunku, bo biorąc pod uwagę zaangażowanie, jakie panowie wkładają w to, co robią, w pełni na to zasługują.

Myślę, że ten zespół ma szansę na taką nadzieję, jaką wyraziłam w życzeniach dla niej :)

GENESIS – THAT'S ALL


niedziela, 24 stycznia 2016

Kitsune część trzecia

Hej, Kochani!

Piszę ten post z doskoku, gdyż zorientowałam się, że zrobiłam sobie już dostateczną przerwę :)
Postanowiłam ożywić bloga, i powrócić trochę do tematyki legend i mitów. A jednocześnie zahaczyć o Azję (co ja mam z tymi Azjatami?! >,<).
Tematyką dzisiejszą będą jedne z postaci z japońskiej mitologii, a mianowicie Kitsune. O tych stworzeniach pisałam już wcześniej (dla przypomnienia, zajrzyjcie Tutaj).
Ponadto, zauważyłam, że od początku roku 2016 robię sobie na blogu znaczne przerwy. Jest to w zasadzie dobre dla pozbierania myśli z życia prywatnego, a szczególnie szkolnego.
Praktyki idą w możliwie dobrym kierunku, ludzie tam pracujący darzą mnie szacunkiem, jakim powinno się traktować pracownika.
Ostatnio pomagałam wycinać do wypieku pierniczki.
Ponadto, pani Marysia uczyła mnie skręcać ciasto na faworki :)

Mam nadzieję, że ten post Wam się spodoba. Liczę na dobry odbiór :)











Dla klimatu, jakaś muzyczka ze Wschodu (radzę posłuchać, jest piękna ^.^)




Od razu też informuję uroczyście: zaniedbałam sprawę.
I to bardzo.
Obawiam się, że obiecany odcinek serii przemyśleń będzie na blogu dopiero na luty, lecz tym razem postaram się go wstawić na początku tego miesiąca.
Wszystkich, którzy na niego liczyli, najmocniej przepraszam i niezmiernie mi głupio, ale chyba wiecie jak to jest z nauką… Niezmiernie gorąco przepraszam...

Na dziś to będzie wszystko, pozdrawiam Was cieplutko i byle do ferii (województwo łódzkie ma je dopiero w lutym… już nie mogę się doczekać!) :)


poniedziałek, 18 stycznia 2016

Ważne dni Ulubieńców {#3}: Żywot agresji Rocka. Urodziny Jonathana Davisa

Witam, Kochani!

Podczas debaty nad nowym rokiem weszło w bloga kilka zmian. Zmiany te możecie dojrzeć, czytając stronę ,,Tematyka Dziwnego Świata”.
Postanowiłam, że będę w tym roku świętowała na blogu częściej, gdyż, jak zauważyłam, pominęłam wiele ważnych świąt w poprzednim roku, lecz winą był brak rozgarnięcia, materiałów i czasu.
W tym roku zamierzam to naprawić.

W dniu dzisiejszym chciałam uczcić urodziny kolejnego mojego ulubieńca – stąd nazwa serii. Mogliście zaobserwować na blogu już takie święta jak:

- 66 urodziny Jima Byrnesa (22 września)
- 47 urodziny Jyrkiego Linnankivi (15 października)

Wymieniając główne zawody wykonawcze tych dwóch panów, jest to aktor oraz wokalista kapelowy.
Ów artysta, którym się dzisiaj zajmę, jest również wokalistą jednej z kapel, którą bardzo cenię.
Grupa owa to Korn.


Wspominałam o niej podczas pisania rankingu rockowego typu ,,Top 10”. Nie wygrywając, ani nie przegrywając kapela zajęła 8 miejsce.

Jest to zespół towarzyszący mi od dzieciństwa, lecz zaczęłam wtedy wkraczać w okres kształtujący osobowość. Zresztą, nie tylko ten zespół odkryłam w tym okresie, jednak dnia dzisiejszego chcę skupić się na ich działalności, i ku okazji na wkładzie, jaki dodał od siebie Jonathan Davis.

Jonathan Davis - pseudonim w zespole ,,JDevil – pełni funkcję wokalisty w zespole właściwie od początku jej istnienia – od 1993 roku.
Zespół pochodzi z Bakersfield w stanie Kalifornia. Powstał on po rozwiązaniu formacji L.A.P.D., w której również jako wokalista sprawował się Davis.
Kluczową informacją tematyczną jest fakt, iż dnia dzisiejszego Jonathan Davis kończy 45 lat.
Jego zaangażowanie w zespole, jakie doskonale widać w takich utworach jak ,,Alone I Break” ,,Here To Stay” czy ,,Twisted Transistor”.
Poniżej zestawiam prezentacje tych utworów (linki do YouTube):





Oczywiście, nie tylko te utwory zasługują na większą uwagę.
Ta grupa to w pewnym sensie legenda i wielka przysługa w historii rocka.
Jako że grupa powstała na początku lat 90.-tych, Jonathan Davis pozostał głęboko w mojej pamięci jako pełny charyzmy szaleniec rockowy.


Tak go właśnie zapamiętałam z dzieciństwa – dredy i kolczyk w nosie (bądź w brwi) były jego znakiem rozpoznawczym.
Grupa posiada własny styl – dość nowoczesny w porównaniu z latami działalności wielkich kapel z lat 80.
Toteż w mocno rockowym stylu chciałam mu tutaj, na polskim blogu złożyć mu serdeczne życzenia dobrego zdrowia, ambicji i szczęścia, żeby nie rezygnował z marzeń i żeby spełniał się jako wokalista jeszcze przez długi, długi czas :)




Poniżej, Korn w początkach działalności...



i dziś


A całej grupie życzę jeszcze długich lat działalności, aby nie zniknęli w cieniu nowo odkrytych osobowości muzyki popularnej – żeby ten dobry rock, jaki był ponad trzydzieści lat temu, nie wymarł niczym mamuty w epoce lodowcowej :)

Uwielbiam was, chłopaki!


Zawsze pamiętajcie Kochani: nie zapominajcie o dobrych chwilach z przeszłości; warto wspominać i warto dążyć do tego, aby pozostawić te dobre chwile w żywej pamięci :)