poniedziałek, 5 września 2016

World Of Graphic Arts {#17}: Jim Burns

Witam!

Jakże ciekawie ten wieczór się zaczął! Właśnie skończyłam oglądać ,,Wejście smoka” i powiem jedno: wiedziałam, że na takiej klasyce się nie zawiodę.
A tymczasem wznawiam serię grafik na blogu. Coś mi się przykrzyło za oglądaniem filmów – ostatni obejrzałam tuż przed wakacjami a potem… jakoś tak chęć mi umknęła.
Ale dzisiaj jestem zadowolona.
Tak więc, jak podkreślałam, wstawiam kolejną galerię grafik – kiedyś trza nadgonić…
Postanowiłam, że wstawię prace kogoś nowego – Jima Burnsa.
Niestety, nie dysponuję jego zdjęciem, jednak sądzę, że jego prace Wam się spodobają.
Zauważyłam, całkiem trafnie, że ich tematyka opiera się na szeroko pojętej fantastyce naukowej – co pasuje do Dziwnego Świata jak ulał.
Słucham akurat Wu Bai & China Blue – jakby nie było. Uwielbiam ten zespół, a szczególnie wokalistę, Wu Chun-lina ~.^

 Wiecie już, wokalista to ten czarnowłosy gostek na pierwszym planie.



Odkryłam parę ich piosenek, oczywiście ^.^
Jak będę miała więcej czasu, to Wam podlinkuję. Możecie się śmiać, możecie i płakać, ale jak się czymś zafascynuję, to nie jest fascynacja na jeden sezon... :)

Teraz musicie się zadowolić pręciutkim postem przed spaniem, nim objawi mi się przed oczyma machający nunczako Bruce Lee…











Myślę, że to będzie na tyle z dzisiejszego zapisu.
Wybaczcie, że takie masło z tego wyszło, no ale sami wiecie… Zmęczenie robi swoje. 
Ten post był długo oczekiwaną kontynuacją serii i ogólnie, odświeżeniem. Musi się przecież raz na jakiś czas pojawić coś nowego.
Postaram się coś tutaj wrzucić za kilka dni – jak zwykle, nie wiem dokładnie kiedy… - ale to nic.

Mam nadzieję, że wkrótce się odezwę na poważnie.
Do zobaczenia, Kochani! :)


czwartek, 1 września 2016

World Of Art {#17}: Olga Tereszenko

Witam, Kochani!

Jak wiecie zapewne, miałam przerwę, ale jej całkowicie potrzebowałam.
Muszę regenerować siły przed czekającym mnie wstawieniem się przed Komisją. Mam nadzieję, że pójdzie dobrze (że Long mnie wesprze…).
A tymczasem skończyłam już blogować w ramach wakacji i biorę się za otwieranie okresu na blogu wrzesień 2016.
Zamierzam w tym roku obejrzeć kilka filmów, które zaniedbałam – przede wszystkim Brylantową rękę (radziecką komedię z Papanowem) i Wejście smoka z ś. p. panem Lee. W tym roku 20 lipca przypadła już 43. rocznica jego śmierci. Moja mama uwielbiała filmy z nim, za to ja już jestem z pokolenia Pijanego mistrza... ^.^

No i jeszcze z kolekcji pt. ,,Muszę obejrzeć, bo będę chora" dobija się do mnie seria Zbroja Boga… dla odmiany z Chanem.
Ale dam radę. Nic mnie nie powstrzyma...

Bardzo lubię filmy z lat 70.-80. jeśli chodzi o starsze pokolenie. Uważam, że takie filmy są po prostu klasyczne. 
W zasadzie je lubię dzięki moim rodzicom.

Jeśli ktoś z Was lubi kino azjatyckim akcencie, z czystym sumieniem polecam Wejście smoka, Drogę smoka, Pijanego mistrza, Zbroję Boga no i Chiński zodiak.
Ogółem w dyskografii azjatyckich gwiazd kung fu każdy znajdzie coś dla siebie.
Jedynym wyjątkiem jest tutaj Lee Jun-fan, czyli Bruce Lee, który był Amerykaninem o azjatyckich korzeniach odziedziczonych po ojcu, Chińczyku. Był znany w Chinach jako Xiaolong (wym. ciao-long), czyli Mały Smok, natomiast na Zachodzie przeszedł do historii jako Bruce.

Niniejszy post postanowiłam napisać z dwu powodów, przede wszystkim:

- z powodu przerwy (trza się kiedy odezwać)
- z powodu przypływu weny

To drugie w szczególności.
Dzisiaj chciałam się skupić na serii Artist's World, którą zaniedbałam okrutnie.
A właściwie serię World Of Art – serie z pracami artystów zmieniły nazwy. Zmiany zaobserwujecie na stronie ,,Sztuka w Dziwnym Świecie”.

A tak w ogóle to chciałam nadgonić nieco ze sztuką na blogu. Podczas zmian w tym kierunku poprawiłam ilość opublikowanych postów (pomylnęły mi się liczby…).
No, ale już wszyszko poprawiłam :)

Dzisiaj zajmę się pierwszą częścią prac Olgi Tereszenko – rosyjskiej ilustratorki i absolwentki Uniwersytetu Sztuki.
Jej głównym motywem prac są przede wszystkim ludzkie portrety.



 Zdjęcie autorki prac, które zestawiam w dzisiejszym odcinku serii


Tak więc, po tym objaśnieniu, zapraszam na oglądanie!







Chciałam Wam na koniec podziękować, że ze mną byliście przez ten cały czas. Że mnie wspieraliście i docenialiście.
To dzięki Wam Dziwny Świat się tak rozrósł.
To dzięki Wam dożył drugiego roku w Blogosferze i urozmaicił się dzięki sile motywacji.
Dziękuję raz jeszcze, Kochani :*
Do następnej rundki ^.^

środa, 24 sierpnia 2016

Magiczne Konie część czwarta

Witam serdecznie!

Niniejszy post powstaje z doskoku.
Tak się składa, że mam energię na pisanie :)
Po nieco wakacyjno-przygodowym akcencie w poprzedniej notce, czas wstawić tu coś równie lekkiego i przyjemnego.
Mam też na uwadze, aby pouaktywniać serie postów, ale na to na razie nie mam czasu.
Tak więc przed Wami kolejna nieplanowalność, kolejny spontan i kolejne odejście od tematu.
Chwila… jakiego tematu?
Przecież, jakby nie patrzył, żadnego konkretnego tematu nie ma. Jeśli pod niniejszym postem zaobserwuję większą aktywność, wstawię tutaj coś ściślejszego.
No, ale do rzeczy.

Tak w ogóle już jakiś czas niosłam się z myślą, aby wstawić tu jakieś konie. Owszem, znalazłam je, lecz w większości się powtarzają. Taki niestety odgrzewany kotlet z ,,wczoraj” tylko sos ,,dzisiejszy”.
Ale mam nadzieję, że przypadnie do gustu. Kurczę, naprawdę nie wiem skąd u mnie w głowie kotlety z sosem ;P….










Jak mi się poszczęści w kreatywności, wstawię tutaj jeszcze w tym miesiącu coś jeszcze.
Tymczasem przepraszam za maślany post, no ale w końcu musiałam wstawić te rumaki… Następne obrazki może nie będą takie złe.

Ściskam, do następnego wpisu, Kochani!
P.S.: Jeśli lubicie urocze psiaki, zapraszam pod poprzedni post ;*


sobota, 20 sierpnia 2016

Piraci część druga

Witam serdecznie!

Inspirując się dzisiaj po całości książką Roberta Stevensona, postanowiłam wstawić tutaj nową część piratów {link do pierwszej cz.}
Tak jakoś mnie naszło na powrót w krainę morskich rabusiów. Zarazem jestem zadowolona z dotychczas napisanej ilości postów, a jeszcze bardziej, komentarzy, które mi piszecie, i dajecie mi żywy dowód na to, że ten blog to nie tylko ładna grafika i posty przemyśleniowe, bo w zasadzie nie tak miało być.
To pasja, i każdy bloger to zrozumie.
Bardzo Wam dziękuję za wsparcie jakie mi dajecie i miejmy nadzieję, że dotrwam w doskonałej kondycji blogowej do końca roku szkolnego!
Zostały nam już tylko niecałe dwa tygodnie wspaniałych chwil beztroski, więc korzystajcie, ile się da!












 
Jak na tą notkę raczej przewiduję całość. Przez te znaczne przerwy w blogowaniu zaczęłam szczerze za nim tęsknić, ale książki z biblioteki same się nie przeczytają, a z pięknej pogody trzeba korzystać – zwłaszcza, jak ma się niesamowicie ruchliwe zwierzęta, jak psy :)

Do następnego wpisu zatem, pozdrawiam megaciepło! :* :* :*



wtorek, 16 sierpnia 2016

Twórcy Historii Fantasy {#3}: Neal Stephenson

Neal Stephenson to pisarz, który wpisał się w historię jako stwórca gatunku cyberpunk – jego Zamieć, wydana po raz pierwszy w 1992 roku, jest powieścią tworzoną z wielkim rozmachem. Autor opisuje w niej świat przyszłego Los Angeles (posługując się przy tym skrótem: LA) z wielką charyzmą i, oczywiście, nie brakuje w niej humorystycznych opisów bezmyślnego marnotrawstwa ludzi, nie tylko w kwestii rzeczy materialnych, ale i (przede wszystkim) człowieczego życia.
 Głównym bohaterem jest tutaj Hiro Protagonista - pół-Azjata, pół-Amerykanin, uzbrojony w dwa samurajskie miecze - katanę i wakizashi. Jest hakerem, menadżerem zespołu Witalij i Sarkofagi (którego wokalistą jest jego kumpel z Rosji) który nie daje mu zbyt dużo zarobków za swoje promo.
Ludzie opisani w powieści prowadzą podwójne życie, wierząc święcie w potęgę Metawersu – świata wirtualnego, dzisiaj rozumianego jako Internet. To Hiro stworzył ten świat, który daje ludziom mnóstwo - może nawet aż nadto - możliwości niż w realu. Świat ten rządzi się swoimi prawami, a jego punktem kulminacyjnym jest tak zwane Czarne Słońce.
Również dzisiaj większość osób ślepo wierzy w ,,doskonałość” wirtualnego świata. W Zamieci znajdziemy dużo opisów mówiących o naiwności ludzi wobec sieci – jak bardzo potrafimy zepchnąć namacalną rzeczywistość, w której żyjemy, w której mamy prawdziwych ludzi, z krwi i kości, na dalszy plan. Zamiast realnych ludzi zastępujemy je awatarami.  
W książce znajduje się też wzmianka o cybernetycznym narkotyku – tytułowej Zamieci. Oddziałuje on na ludzi niczym wirus komputerowy na system – uszkadza DNA i kilka struktur mózgu. W książce objawia się to tym, że ludzie-hakerzy spojrzą na zaśnieżony ekran komputera (chodzi oczywiście o czarno-białe piksele) i właściwie wskutek tego chorują (najprawdopodobniej objawem jest też wstrząśnienie mózgu i majaczenie w obcym języku). Piksele te składają się z spopularyzowanego w s-fi kodu WOW, czyli miliarda rzędów jedynek i zer. Naukowo nazywany jest kodem binarnym.













W Zamieci mamy do czynienia z dwoma rasami ludzkimi – białą (Amerykanie) i żółtą (Japończycy, rzadziej Chińczycy). Co ciekawe, nazwa Japonia jest tutaj określana jako Nippon (jest to w zasadzie jedno z określeń Japonii).






















Na Ulicy jest sporo ludzi. Większość to Amerykanie i Azjaci – w Europie jest teraz wczesny ranek. Ze względu na przewagę Amerykanów tłum ma krzykliwy, surrealistyczny wygląd. Azjaci – u których jest południe – występują najczęściej w granatowych garniturach. Dla Amerykanów to czas imprez – ci mają na sobie wszystko, co tylko może stworzyć komputer.

W chwili, gdy Hiro przekracza linię oddzielającą jego dzielnicę od Ulicy, spadają na niego ze wszystkich stron kolorowe kształty; obsiadają go jak sępy świeżą padlinę. Animoreklamy nie mają wstępu do dzielnicy Hiro, ale na Ulicy wszystko jest możliwe.

W powieści pojawiają się też Rosjanie – postać negatywna, Dmitrij Kriukoff znany pod pseudonimem Kruk, jest harpunnikiem - zajmuje się przeławianiem aut. Jest także członkiem mafii. Uwodzi on piętnastoletnią D.U. - kurierkę Radiksu, która udzieliła pomocy Hiro, gdy ten stracił pracę jako Dostarczycielator (rozwoziciel pizzy).


Tak na marginesie: Hiro jest pechowcem, jeśli chodzi o jakąkolwiek robotę, jednak spełnia się jako haker i programista. Metawers jednak wywyższa go na stanowisko największego bogacza.

- Kim jesteś z zawodu? - pyta D.U.

- Harpunnikiem.

- Jak ten z Moby Dicka...

D.U. podoba się ten zawód. Czytała książkę w szkole. Większość ludzi z jej klasy – nawet kujony – uważała, że książka jest do kitu. Ale jej podobały się kawałki o harpunnikach, może przez analogię z harpunieniem aut...

- W porównaniu ze mną goście z Moby Dicka to cioty.

- Co łowiłeś na harpun? 
 - Zapytaj raczej, czego nie łowiłem.






Kontynuacja Zamieci, Diamentowy wiek, jest dość luźną kontynuacją, ponieważ nie znajdziemy tutaj żadnej postaci znanej z Zamieci. Powieść ta opiera się natomiast na wielkiej zdobyczy technologii, gdzie ludzie zamiast polegać na własnych osiągnięciach, polegają na maszynach, które produkują wszystko, co zechcą - są to kompilatory materii (w skrócie książkowym KM). Główna bohaterka kontynuacji – Nell – staje się posiadaczką niezwykłej księgi, która odzwierciedla w pewnym stopniu otaczającą ją rzeczywistość.

Twórczość autora to przede wszystkim science fiction. Z pewnością należy mu przypisać tytuł ,,wujka cyberpunku”, gdyż to on bardzo wiele wprowadził, jako do gatunku jako takiego. Natomiast za ,,ojca cyberpunku” uważa się Williama Gibsona. Jego największe dzieła to przede wszystkim Trylogia Ciągu.

Najciekawsze powieści Stephensona (sądząc po recenzjach):


Diamentowy wiek (kontynuacja powyższej) [recenzja do czytania]


Cryptonomicon [recenzja do czytania]