niedziela, 17 maja 2015

Roboty & cyborgowie część trzecia

Hej!

To już kolejny wpis z cyberpunku – a konkretnie trzeci.
Od poprzedniego wpisu ciut poprawiłam stronki (Science Fiction Info oraz stronki o Jimie Byrnesie i Scocie McNeilu). Mam nadzieję, że są teraz Waszym zdaniem bardziej przejrzyste.

Co prawda, to niewielka zmiana, ale cóż…

Zawsze coś.

Musiałam coś w końcu z tym zrobić, bo na tą mrówczą czcionkę nie mogłam patrzeć, zwłaszcza, że ze względów zdrowotnych muszę od najmłodszych lat nosić okulary…

To taki jakby zaczątek nowej kategorii, którą zaczęłam wczoraj.
Będę bardzo wdzięczna, jeśli mi napiszecie, czy poprawione strony Wam się podobają, ponieważ ten blog w całości piszę dla Was.

Jeśli chodzi zaś o dzisiejszy post, jest to wspomniana na wstępie trzecia część cyberpunku, a konkretnie zestaw grafiki z cyborgami i robotami, wedle planów.

Pierwsza część tematu; roboty:






Wiem, niektóre przypominają Mecha ^^

No i oczywiście cyborgowie:






Pisząc o cyborgach, nie mogę pominąć Motoko Kusanagi ^^:


Kusanagi i Tachikoma; Tachikoma jest zatem kolejnym klasycznym przykładem Mecha, który zresztą omawiałam.

Wiem, że ostatnio dość sporo tego cyberpunku.
Ale ciągle jestem skupiona na powielaniu ilości postów.
Chcę, aby do wakacji powstało ich jak najwięcej.
Nie sprzeciwiam się komentowaniu poprzednich postów, rzecz jasna, to wszystko w końcu stworzyłam i tworzę dla Was ^^

W wakacje planuję zrobić coś twórczego, jeszcze nie wiem co, ale na pewno coś takiego będzie… może akurat na blogu?
Ale z tym musicie niestety poczekać, ponieważ zakończenie mam dopiero 27 czerwca (to chyba będzie najszczęśliwsza sobota mojego życia *.*)

Pozdrawiam wiernych komentujących i tych, którzy mimo wszystko znajdują czas, aby tu być chociaż na ,,swoje pięć minut”...


sobota, 16 maja 2015

,,Sprawy osobiste Dziwnego Świata" - ogłoszenie-wprowadzenie


Cześć, kochani!

Ten post nie będzie galerią, a pewnego rodzaju ogłoszeniem.
Mam nadzieję, że nie będzie ono długie.

Jest to ogłoszenie związane bezpośrednio z blogiem, czyli Dziwnym Światem.
Co jakiś czas będzie się takowy post pojawiał, ale sądzę, że niezbyt często.
Wpisy takie będą oznaczone osobną etykietą, widoczną na końcu postu.

Posty takie będą zawierały wspomniane już różnorakie sprawy związane z Dziwnym Światem (np. urodziny bloga), a także inne, drobne ogłoszenia.
Taki bynajmniej jest mój zamiar – nie wiem jeszcze, jakiego rodzaju będą to ogłoszenia – cóż, pomysł wpadł nagle.

Myślę, że kategoria będzie przydatna w blogu.

Dział ten można komentować jak normalne posty.
Tak jak głosi tytuł, jest to na razie wprowadzenie do tej kategorii, abyście jako Komentujący i moi czytelnicy wiedzieli, że coś takiego będzie się pojawiać.
Oczywiście jeszcze czeka Was wiele niespodzianek, również w tym dziale.

Zawsze staram się aby blog był ciekawy i warty mojej pracy. Ale sądzę, że nie będzie źle, tak ogółem.

Myślę, że to będzie na tyle.
Dziękuję za uwagę ;*





piątek, 15 maja 2015

Asian Fantasy część trzecia & Najbardziej znane demony Japońskie

Hej…

Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jaka jestem zagubiona.
Czuję się od samego rana… tak jakoś dziwnie.
Niby chce mi się coś zrobić, mam motywację, a gdy chcę już zrobić tą konkretną rzecz… cała chęć znika.
Nie mam pojęcia skąd to się bierze.
Może tak dziwacznie działa na mnie biometr, sama nie wiem…
Tak samo jest z pisaniem tego posta.
Rano miałam motywację, aby napisać (szkołę mam jutro do 16 ;(), pomogłam mamie w sprzątaniu, a potem, jak rodzice poszli do pracy… cała chęć zniknęła.
Nie mam co robić, bo w zasadzie nic mi się nie chce robić.
Chałupa usprzątana, lekcje odrobione, psy nie wołają (póki co) na dwór, więc co ja robię na tym świecie?
Muzyki też zbytnio nie chce mi się słuchać.
Nie mam ochoty na nic.
Mam nadzieję, że jutro, albo pojutrze ten kryzys minie i będę mogła ,,normalnie żyć”.
Przedwczoraj zepsuła mi się mysz bezprzewodowa do laptopa i staram się działać z płytką dotykową. I nawet nieźle mi idzie.
To chyba przez to, że wcześniej bawiłam się grą na dotykowej komórce mojej mamy. Wcześniej wzdrygałam się przed ekranem dotykowym, a teraz… spoko.
Nadal mam jednak telefon na klawisze, Samsunga, ale nie jest zły.
Nazywam go ,,mocarzem” bo jest masywny w obudowie, ale nie jest ciężki.
Nazwa modelu to GT C3350.
Prezentuje się mniej więcej tak (zdjęcie nie z realu, a od Wujka Google):


Myślę jednak, że nie będę kupowała sobie telefonu dotykowego.
W sumie myszki też chyba już nie kupię… zaoszczędzę kasę ;P
Może też nie będę taka ,,cofnięta w rozwoju”…

No ale cóż…

Zapewne zastanawiacie się, co będzie tym razem.
W sumie stanęłam przed trudnym wyborem.
Wahałam się między Azją, a ludźmi w graficznej wersji, a ostatecznie wybór padł na lubiany przez Was temat, widoczny w tytule postu.

Nie tracąc czasu, daję obrazki:












Pisząc o Azji, nie mogłam zapomnieć o jakimś przystojnym smoczku ^^



Proszę Was o wybaczenie za napisy na obrazkach...

Co do dodatku, chciałabym z Wami omówić tematykę prosto z japońskiej mitologii, czyli japońskie demony.
Co prawda, nie doszukałam się wielu przykładów, więc może skupimy się na tych najważniejszych, znanych z mang i anime.

  • Kappa – demon wodny.
Kappa to demon wzrostu kilkuletniego dziecka, łączy w sobie cechy hybrydy żółwia (wg innych wersji: małpy lub żaby) i człowieka; usta ma w formie nieco wydłużonego dzioba, palce połączone błoną (świetnie pływa), wierzch głowy jest łysy, wgłębiony i otoczony wianuszkiem zielonych włosów. Ta naturalna miska wypełniona jest wodą, która daje demonowi siłę. Nikt nie pokona kapp w bezpośrednim starciu – są bardzo silne i niebezpieczne, spotkanie ich jest zawsze groźne. Istnieje tylko jeden sposób: kappa jest bardzo uprzejmy, dlatego widząc demona, należy mu złożyć głęboki ukłon powitalny. Kappa zawsze oddaje ukłon, a wtedy magiczna woda z miski na głowie wyleje się i demon straci całą swoją siłę, a nawet może umrzeć.
Ciekawostka: W cyklu książek J. Rowling występuje demon wodny o nazwie zwodnik Kappa. Jego nazwa bierze się stąd, że napotkując zbłąkanych wędrowców (w przypadku Rowling, czarodziejów) zawsze stara się ich zwieść na złą drogę.


  • Hanyou – wywodzi się od słowa khan (z jap. ł) oraz hieroglifa słowa youkai (demon czystej krwi). Na logikę przetłumaczając, jest to demon półkrwi.
Najpopularniejszym hanyou jest, oczywiście bohater mangi InuYasha (tytułowy zresztą).

  • Kitsune – o tym demoniku pisałam w starszym poście, na zamówienie ^^.
Kto czytał poprzedni post, ten już wie, że jest to japońskie określenie lisa z dawnych wierzeń Japończyków.
Liczba jego ogonów (najwięcej może mieć dziewięć) oznacza jego moc.



  • Tengu (niebiańskie psy) - istoty, występujące w japońskim folklorze, sztuce, teatrze i literaturze. Jedne z najbardziej znanych yōkai (duchów – potworów), niekiedy czczone jako kami w religii shintō. Mimo, że ich nazwa pochodzi od podobnych do psów chińskich demonów (Tiangou), uważano, że tengu przybierają postać drapieżnych ptaków i przedstawiano je jako istoty łączące ludzkie i ptasie cechy. Na najstarszych wizerunkach tengu ukazywane są z dziobami, które następnie w procesie antropomorfizacji uległy przekształceniu w nienaturalnie długie nosy, dając początek współczesnemu popularnemu wyobrażeniu tengu

  • Ryu (jap. Smok) - stworzenie mityczne zaliczane do yōkai. Opowiadania o nich dotarły do Japonii wraz z innymi wierzeniami chińskimi. Po rozpowszechnieniu się legend o smokach, zaczęły one przejmować częściowo rolę węży, które do tej pory uważane były za bóstwa wody. Pod wpływem chińskich podań o latających smokach, które potrafiły również nurkować, mieszkańcy archipelagu uznali pojawienie się takiej istoty na niebie za dobry omen.

Myślę, że tyle starczy. I tak tego sporawo, ale za to macie pole do popisu, hehe ^^
Pozdrawiam wszystkich, którzy uczciwie komentują!



wtorek, 12 maja 2015

Kitsune z zamówienia i... wspominenia z życia Szczura

Hej, tu znowu ja!

Przyznać muszę, że zakręciłam się kompletnie.
W niedzielę miałam święto rodzinne i było fajnie ;)
Była oczywiście masa niespodzianek ^^
Moja siostra (jak zresztą każdy) zachwalała ciasto babcinej roboty, jakie by to nie było. Był serniczek, jabłecznik, ciasto czekoladowe...

Ważne, że wszystkim smakowało ^^


Yyym... to nie jest to ciasto...

Ale chyba się nie gniewacie?

Już z ubłaganiem oczekuję czerwca (w czerwcu moje urodziny, haha), ale nie dlatego z powodu opisanego w nawiasie. Po prostu chcę odpocząć.
Nie wiem, czy nadal opłaca mi się cokolwiek robić.
Może rzeczywiście brak mi w ten czas motywacji i muszę spróbować ponownie później.
Wczoraj i przedwczoraj cały dzień słuchałam Lordi. Nie wiem czemu, ale przypomniały mi się czasy dzieciństwa. Musiałam też obejrzeć jakiś film, a decyzja padła na… serial. 


Obiecałam sobie też przypomnieć Transformers, ale brakuje mi pierwszej części...
Oczywiście, pod wieczór kapitalnie zmieniłam klimat i przeskoczyłam na bluesa czysto amerykańskiego – czyli kochany Jimmy ;D


Mówcie, co chcecie, ale ja staruszka uwielbiam! ^^

Pogoda powoli się poprawia... już nie mogę się doczekać codziennego ciepła...

Nie wiem czemu, ale ostatnio zauważyłam, że pisuję długie posty.
Nie wiem, czy to dobrze.
Może rzeczywiście muszę dużo pisać, bo muszę, bo czuję, że jak czegoś nie napiszę (w zeszycie, czy na blogu) to ,,umrę z nudów”.
Tak zwyczajnie.
Wiem, że przez te długie posty tekst mi się pierniczy i od połowy wyświetla się Times New Roman, mimo że wcześniej ustawiałam tekst bloga dwa razy.
No i drażniące jest to, że Romanek jest dużo mniejszy. A boję się go powiększyć…
Obecnie mam pakiet Office'a do pisania próbnego na laptopie, bo jak pisałam bezpośrednio w Bloggerze tekst też mi gdzieś automatycznie ,,zjeżdżał” i nie mogłam go ustawić równo z kursorem.
A książeczce Komputer Świata pisało, że to będzie tak proste, jak pisanie w Wordzie (Worda też kiedyś miałam, ale Offisek też nie jest zły).
W sumie Microsofta Worda miałam też na lekcjach informatyki i chyba się do niego wtedy przyzwyczaiłam.
No ale cóż…
I znowu się rozgadałam/rozpisałam o jakimś niewiadomo czym.
A mam przecież galerię do zestawienia.
Ciekawi jesteście, co będzie dzisiaj?
Ha, zresztą, tytuł trochę Wam co nieco podpowiada…
Jest to kolejne zamówienie na obrazki i znowu od Izy ;D
A mianowicie… kitsune, o których już co nieco wspominałam we wcześniejszym poście.
Ale nie mogłam o nich więcej napisać, aż do dziś.

Kitsune to zwierzęta, mające mityczne znaczenie w Japonii. W zasadzie kitsune 

określa się mianem lisa w znaczeniu postaci z dawnych mitów i podań.


Lisy są bohaterami japońskiego folkloru o cechach podobnych do europejskich 

skrzatów, a w samej Japonii uważane są za zwierzęta święte.
W mitologii japońskiej przedstawiane są jako istoty rozumne i posiadające magiczne zdolności, które zwiększają się wraz z wiekiem i zdobytą wiedzą. Przede wszystkim mają one zdolność przyjmowania ludzkiej postaci. Niektóre legendy opisują kitsune wykorzystujące te zdolności do oszukiwania i omamiania. Inne historie ukazują je jako wiernych, opiekunów, przyjaciół, kochanków i żony.
Według podań starożytnej Japonii, lisy i ludzie żyli kiedyś bardzo blisko ze sobą, co doprowadziło do powstania wielu legend o tych stworzeniach. W tradycji japońskiej kitsune są ściśle związane z Inari, bóstwem shintō, któremu służą jako (czasem w postaci duchów) posłańcy. Ta rola wzmocniła nadprzyrodzone znaczenie lisa. Im więcej kitsune posiada ogonów, tym jest mądrzejszym i potężniejszym, aż do najpotężniejszych dziewięcio-ogoniastych lisich duchów. Ze względu na silnie zakorzeniony w kulturze wpływ, niektórzy ludzie nadal składają im ofiary jako bóstwom.
Japończycy uważali, że z lisami związane również jest zjawisko kitsunebi (lisie ogniki). Ogień miał pochodzić z kości, które lisy trzymały w pyskach. Mówiono również, że w ostatnią noc roku lisy spotykają się walnie przy świątyni Ōji Inari w Edo (obecnie Tokio), pod ubranym w ozdoby noworoczne drzewem enoki (wiązowca), gdzie ustalają rangi i przypisują zadania na najbliższy rok. Ich obecność miała być ukazywana poprzez bicie silnego światła, które było podstawą do przewidywania przez ludzi, czy w nadchodzącym roku plony będą obfite.
cyt. Z Wikipedia.org/wiki/Kitsune, z głowy


No to może teraz… obrazki?








Kitsune w ludzkiej postaci:



Najpopularniejszym kitsune jest Shippo z anime Inuyasha.




 Wiem, mimo iż wciąż nie mam warunków do obejrzenia tego anime, wciąż żywię nadzieję, że mi się uda. Głównym problemem jest to, że nie wiem, skąd ściągnąć.
No i jeszcze jedna rzecz; napisałam Wam wiersza ^^.
Może nie jest jakiś megamądry i pouczający, ale napisałam go przypadkiem.
I myślę, że pasuje do tej tematyki.

OSTATNIE WOŁANIE

Księżyc zawisł nad rzecznym zwierciadłem

Ostatnia gejsza odłożyła swój wachlarz

zagrały flety i bębny

odchodzi ostatni kitsune.



Jego pysk namaszcza się światłem luny*,

jego dziewięć ogonów zsyła klątwę

Nim zawyje ku księżycowi nad świątynią

nadejdzie ostatnie wołanie.



Oczy jego skrzą w ciemności,

Wargi jego kurczą się,

ukazując białe kły.



Wycie kitsune dosłyszy każdy śmiertelnik i każdy kapłan,

oddają mu pokłon we stosownej chwili,

Kiedy ludzkie świętości upadną,

kiedy wilcze youkai** wyjdą z lasów.



Pokłon ten, w dzień zwany Ostatecznym,

pokaże bogowi wartość dusz ludzi,

Czy zasługują na mękę, czy błogie szczęście.



W Ostateczny bowiem dzień,

Kiedy japońska ludność tworzy się przed Nieznanym,

Nadejdzie nasz wyrok

wraz z ostatnim wołaniem.

>>>

* luna oznacza z łaciny księżyc
** jest to określenie mitycznych stworzeń-potworów, czasami przybierających ludzką postać.

>>>


Myślę, że to już wszystko.
Następne zamówienia przyjmę od innej osoby ^^
To na tyle. Cześć i czołem, kluski z rosołem ^^


sobota, 9 maja 2015

Star Wars Art's część druga

Hej!

Kolejny raz staram się zebrać i napisać kolejnego, (mam nadzieję) porządnego posta.
Ostatnie dni maja (w sensie te, które minęły niedawno) były dla mnie naprawdę pracowite, non stop coś się działo.
I wiecie co?
Z tego bałaganu obowiązków ratuje mnie muzyka Jima Byrnesa.
Utwór zwie się Talk In Circles.
Staruszek naprawdę ma talent… bo kto powiedział, że dobrą muzykę wykonują tylko młodzi?



Mam jeszcze pełno innych, fajnych piosenek jego wykonania, ale nie udało mi się znaleźć reszty – tylko Just A Pilgrim, 12 Questions i Walk On Boy. No i oczywiście te, które są na playliście bloga.
A co poza tym?
Ostatnio sporo myślałam nad tym, co dać następne.
Chciałam, aby zbyt szybko nie skakać z tematyki w tematykę.
Nie wiem, czy to, co naszykowałam na dzisiaj Wam się spodoba…

Nie jestem pewna, czy nie zawiesić Gwiezdnej Armii.
Wiem, że byłaby to strata dla mnie, bo zauważyłam, że rzadko kto komentuje właśnie takie opowiadania.
Zaczynam się zastanawiać, czy naprawdę z nim przestać – nie usunąć, a przestać pisać.
Oczywiście rozumiem, jakby ktoś nie komentował, bo to nie jego klimaty, ale proszę Was – jeśli faktycznie obserwujecie, to też komentujcie!
Nie chcę Was oczywiście naciskać, ale dla mnie, jako blogerki, liczą się komentarze – są one dla mnie dowodem na to, że to czytacie.
Stanęłam przed ekscytującym wyborem dotyczącym Dziwnego Świata – czuję, że w te wakacje (wypluj to słowo!) muszę się sprężyć z pisaniem notek.
Jeszcze nie wiem co mnie czeka, ale czuję, że w przyszły rok będę musiała zmienić szkołę. Chyba pójdę na stare śmieci…
Słuchy mnie doszły, że Dyrektor (piszę dużą literą ze względu na szacunek) miał utworzyć tam szkołę zawodową.
6 maja byłam w odwiedzinach na starych śmieciach i przyznać muszę, że zmiany w nich są kapitalne.
Sale i korytarze odmalowane, zupełnie inaczej, niż wtedy, kiedy ją opuszczałam…
Garstka nowych pań i nowy nauczyciel muzyki (przedtem była pani)…
Gromada nowych uczniów do szkoły zawodowej i gimnazjum… ale przede wszystkim ci wszyscy starzy koledzy, ci, których pamiętam najbardziej – w końcu przechodziliśmy z sobą całą podstawówkę i gimnazjum.
Nauczyciele… (może to trochę dziwne) tęskniłam za nimi najbardziej.
Poczułam ból w sercu, gdy zauważyłam, że większość koleżanek, które chodziły ze mną do gimnazjum, pytały się o mnie najbardziej, teraz najbardziej w świecie mnie… olewały. Tak po prostu, pojawiłam się – wszystko ładnie, pięknie, ale gdy już byłam z nimi dłużej – nie pytały się nic o mnie, zajmowały się tylko sobą…
Wielkie koleżaneczki, jasna ciasna…
Ale za to znalazło się parę osób, które naprawdę za mną tęskniły…
I to mnie po trosze cieszy.
Strasznie nie lubię takich ,,przyjaciółek na jedną chwilę”...

No, ale cóż…
Prawda jest taka, że ja ich też zbytnio nie lubiłam – co prawda, nie rwałyśmy sobie włosów z głowy w gimnazjum, ale tak jakoś… unikaliśmy się i tyle.
I teraz podczas wizyty na ,,starym śmietniku” też tak było.
No cóż, zalałam Was barwnymi wspomnieniami z wizyty w szkole, ale cóż z tego, jak zaraz potem (7 maja) byłam w Łodzi na kontroli lekarskiej.
Poszło dobrze – nie tak źle, jak się spodziewałam.
Jechałam wtedy samochodem (jako pasażer, nie kierowca ;P), ściemniało się już, jak przejechaliśmy połowę Łodzi, zatrzymaliśmy się koło Strykowa pod Biedronką, aby zrobić zakupy i ruszyliśmy w dalszą drogę, tym razem do domu, do Głowna. A w czasie powrotu w radiu była zapowiadana taka fajna piosenka… nie mogłam się w domu powstrzymać, aby nie sprawdzić, jak ona się nazywa.
Tak…
Jak mi się coś spodoba, zazwyczaj muszę to mieć! Oczywiście, jeśli chodzi o piosenki, musiałam się wywiedzieć, jaki jest wykonawca i tytuł.
Zanotowałam sobie przeto fragment piosenki śpiewanej z radia, a potem w domu na spokojnie wpisałam w wyszukiwarkę. I znalazłam.
Oto ona:


Troszkę inna, od tej wersji, zasłyszanej w radiu, ale co tam… jakaś nowość w galerii muzycznej być musi ;)

No właśnie, galeria…
Co będzie dzisiaj?
O czym?
Zdziwicie się…
O Star Wars! Po raz kolejny...
Wiem, pierwsza notka tej tematyki nie obfitowała w wiele informacji (można do niej wrócić w każdej chwili klikając na kategorie, do których została wpakowana, np. do Star Wars w Dziwnym Świecie).
Niedawno grzebałam po necie w poszukiwaniu spisu postaci, abym mogła je dla Was rozróżnić. Co prawda, znowu ten zadatek jest niewielki, ale zawsze coś. Nadal mam w planach ich obejrzenie.
Jak już wspominałam, popycham akcję do przodu.
Wiecie, że to już (no prawie...) 50. notka?

Dzięki Wam ;* ;*!

Niezmiernie się cieszę, iż stało się to faktem, także niezmiernie jestem szczęśliwa. Humor mam dzięki muzyce bardzo dobry ;)
Mam nadzieję, że dzisiejsza galeria spodoba się Wam – z chęcią wstawię więcej ;D
No więc, zamykam pyszczunio i wstawiam te obrazki; oto one;

Na początek takie mieszane obrazki, potem zajmę się wydzieleniem:










Osobiście uważam, że klasyczne Gwiezdne Wojny są lepsze od jakiegokolwiek serialu…

No to teraz postacie:

DARTH VADER (jakże to, Star Wars bez niego?)





YODA


Nie wiem czemu, ale bardzo przypomina mi moją Barbie (sunię ;P). To chyba przez te uszy...




Z Luke'em Skywalkerem; kadr z filmu

DROIDY;

C-3PO




Mała niespodzianka...


Postać gra Anthony Daniels

R2 D2



No i Darth Maul:





Tatuaż:


Czyiś bazgroł:


I jak wrażenia?
Dzielcie się nimi w komentarzach ;)

W następnej notce – następne niespodzianki!
Wystarczy być na bieżąco.
Komentarze należą do Was, kochani.
Ale zaszalałam i się rozpisałam, haha ;D

Ostatnio czytałam Wikipedię na temat Gwiezdnych wojen i mam nadzieję, że następny post tej tematyki będzie miał więcej sensu.
Życzę Wam spokojnego i miłego wieczoru! ;*

P.S: Nie mam jeszcze obrazków kitsune, ale wciąż o nich pamiętam ^^ 
Muszę sobie poukładać kilka pewnych rzeczy.
To na tyle...