To
już kolejny wpis z cyberpunku – a konkretnie trzeci.
Od
poprzedniego wpisu ciut poprawiłam stronki (Science Fiction Info
oraz stronki o Jimie Byrnesie i Scocie McNeilu). Mam nadzieję, że
są teraz Waszym zdaniem bardziej przejrzyste.
Co
prawda, to niewielka zmiana, ale cóż…
Zawsze
coś.
Musiałam
coś w końcu z tym zrobić, bo na tą mrówczą czcionkę nie mogłam
patrzeć, zwłaszcza, że ze względów zdrowotnych muszę od
najmłodszych lat nosić okulary…
To
taki jakby zaczątek nowej kategorii, którą zaczęłam wczoraj.
Będę
bardzo wdzięczna, jeśli mi napiszecie, czy poprawione strony Wam
się podobają, ponieważ ten blog w całości piszę dla Was.
Jeśli
chodzi zaś o dzisiejszy post, jest to wspomniana na wstępie trzecia
część cyberpunku, a konkretnie zestaw grafiki z cyborgami i
robotami, wedle planów.
Pierwsza
część tematu; roboty:
Wiem,
niektóre przypominają Mecha ^^
No
i oczywiście cyborgowie:
Pisząc
o cyborgach, nie mogę pominąć Motoko Kusanagi ^^:
Kusanagi
i Tachikoma; Tachikoma jest zatem kolejnym klasycznym przykładem
Mecha, który zresztą omawiałam.
Wiem,
że ostatnio dość sporo tego cyberpunku.
Ale
ciągle jestem skupiona na powielaniu ilości postów.
Chcę,
aby do wakacji powstało ich jak najwięcej.
Nie
sprzeciwiam się komentowaniu poprzednich postów, rzecz jasna, to
wszystko w końcu stworzyłam i tworzę dla Was ^^
W
wakacje planuję zrobić coś twórczego, jeszcze nie wiem co, ale na
pewno coś takiego będzie… może akurat na blogu?
Ale
z tym musicie niestety poczekać, ponieważ zakończenie mam dopiero
27 czerwca (to chyba będzie najszczęśliwsza sobota mojego życia
*.*)
Pozdrawiam
wiernych komentujących i tych, którzy mimo wszystko znajdują czas,
aby tu być chociaż na ,,swoje pięć minut”...
Ten
post nie będzie galerią, a pewnego rodzaju ogłoszeniem.
Mam
nadzieję, że nie będzie ono długie.
Jest
to ogłoszenie związane bezpośrednio z blogiem, czyli Dziwnym
Światem.
Co
jakiś czas będzie się takowy post pojawiał, ale sądzę, że
niezbyt często.
Wpisy
takie będą oznaczone osobną etykietą, widoczną na końcu postu.
Posty
takie będą zawierały wspomniane już różnorakie sprawy związane
z Dziwnym Światem (np. urodziny bloga), a także inne, drobne
ogłoszenia.
Taki
bynajmniej jest mój zamiar – nie wiem jeszcze, jakiego rodzaju
będą to ogłoszenia – cóż, pomysł wpadł nagle.
Myślę,
że kategoria będzie przydatna w blogu.
Dział
ten można komentować jak normalne posty.
Tak
jak głosi tytuł, jest to na razie wprowadzenie do tej kategorii,
abyście jako Komentujący i moi czytelnicy wiedzieli, że coś
takiego będzie się pojawiać.
Oczywiście
jeszcze czeka Was wiele niespodzianek, również w tym dziale.
Zawsze
staram się aby blog był ciekawy i warty mojej pracy. Ale sądzę,
że nie będzie źle, tak ogółem.
Nawet
nie zdajecie sobie sprawy, jaka jestem zagubiona.
Czuję
się od samego rana… tak jakoś dziwnie.
Niby
chce mi się coś zrobić, mam motywację, a gdy chcę już zrobić
tą konkretną rzecz… cała chęć znika.
Nie
mam pojęcia skąd to się bierze.
Może
tak dziwacznie działa na mnie biometr, sama nie wiem…
Tak
samo jest z pisaniem tego posta.
Rano
miałam motywację, aby napisać (szkołę mam jutro do 16 ;(),
pomogłam mamie w sprzątaniu, a potem, jak rodzice poszli do pracy…
cała chęć zniknęła.
Nie
mam co robić, bo w zasadzie nic mi się nie chce robić.
Chałupa
usprzątana, lekcje odrobione, psy nie wołają (póki co) na dwór,
więc co ja robię na tym świecie?
Muzyki
też zbytnio nie chce mi się słuchać.
Nie
mam ochoty na nic.
Mam
nadzieję, że jutro, albo pojutrze ten kryzys minie i będę mogła
,,normalnie żyć”.
Przedwczoraj
zepsuła mi się mysz bezprzewodowa do laptopa i staram się działać
z płytką dotykową. I nawet nieźle mi idzie.
To
chyba przez to, że wcześniej bawiłam się grą na dotykowej
komórce mojej mamy. Wcześniej wzdrygałam się przed ekranem
dotykowym, a teraz… spoko.
Nadal
mam jednak telefon na klawisze, Samsunga, ale nie jest zły.
Nazywam
go ,,mocarzem” bo jest masywny w obudowie, ale nie jest ciężki.
Nazwa
modelu to GT C3350.
Prezentuje
się mniej więcej tak (zdjęcie nie z realu, a od Wujka Google):
Myślę
jednak, że nie będę kupowała sobie telefonu dotykowego.
W
sumie myszki też chyba już nie kupię… zaoszczędzę kasę ;P
Może
też nie będę taka ,,cofnięta w rozwoju”…
No
ale cóż…
Zapewne
zastanawiacie się, co będzie tym razem.
W
sumie stanęłam przed trudnym wyborem.
Wahałam
się między Azją, a ludźmi w graficznej wersji, a ostatecznie
wybór padł na lubiany przez Was temat, widoczny w tytule postu.
Nie
tracąc czasu, daję obrazki:
Pisząc
o Azji, nie mogłam zapomnieć o jakimś przystojnym smoczku ^^
Proszę
Was o wybaczenie za napisy na obrazkach...
Co
do dodatku, chciałabym z Wami omówić tematykę prosto z japońskiej
mitologii, czyli japońskie demony.
Co
prawda, nie doszukałam się wielu przykładów, więc może skupimy
się na tych najważniejszych, znanych z mang i anime.
Kappa
– demon wodny.
Kappa
to demon wzrostu
kilkuletniego dziecka, łączy w sobie cechy hybrydyżółwia (wg
innych wersji: małpy
lub żaby) i
człowieka; usta ma w formie nieco wydłużonego dzioba,
palce połączone błoną (świetnie pływa), wierzch głowy jest
łysy, wgłębiony i otoczony wianuszkiem zielonych włosów. Ta
naturalna miska
wypełniona jest wodą, która daje demonowi siłę. Nikt nie pokona
kapp w bezpośrednim starciu – są bardzo silne i niebezpieczne,
spotkanie ich jest zawsze groźne. Istnieje tylko jeden sposób:
kappa jest bardzo uprzejmy, dlatego widząc demona,
należy mu złożyć głęboki ukłon powitalny. Kappa zawsze oddaje
ukłon, a wtedy magiczna woda z miski
na głowie wyleje się i demon
straci całą swoją siłę, a nawet może umrzeć.
Ciekawostka:
W cyklu książek J. Rowling występuje demon wodny o nazwie zwodnik
Kappa. Jego nazwa bierze się stąd, że napotkując zbłąkanych
wędrowców (w przypadku Rowling, czarodziejów) zawsze stara się
ich zwieść na złą drogę.
Hanyou
– wywodzi się od słowa khan (z jap. pół) oraz hieroglifa
słowa youkai (demon czystej krwi). Na logikę przetłumaczając,
jest to demon półkrwi.
Najpopularniejszym
hanyou jest, oczywiście bohater mangi InuYasha (tytułowy zresztą).
Kitsune
– o tym demoniku pisałam w starszym poście, na zamówienie ^^.
Kto
czytał poprzedni post, ten już wie, że jest to japońskie
określenie lisa z dawnych wierzeń Japończyków.
Liczba
jego ogonów (najwięcej może mieć dziewięć) oznacza jego moc.
Tengu
(niebiańskie psy) - istoty,
występujące w japońskimfolklorze, sztuce,
teatrze i
literaturze.
Jedne z najbardziej znanych yōkai
(duchów – potworów), niekiedy czczone jako kami
w religii shintō.
Mimo, że ich nazwa pochodzi od podobnych do psów chińskichdemonów (Tiangou),
uważano, że tengu
przybierają postać drapieżnych
ptaków i przedstawiano je jako istoty łączące ludzkie i
ptasie cechy. Na najstarszych wizerunkach tengu
ukazywane są z dziobami, które następnie w procesie
antropomorfizacji uległy przekształceniu w nienaturalnie długie
nosy, dając początek współczesnemu popularnemu wyobrażeniu tengu
Ryu
(jap. Smok) - stworzenie mityczne zaliczane do yōkai.
Opowiadania o nich dotarły do Japonii
wraz z innymi wierzeniami
chińskimi. Po rozpowszechnieniu się legend o smokach, zaczęły
one przejmować częściowo rolę węży,
które do tej pory uważane były za bóstwa wody. Pod wpływem
chińskich podań o latających smokach, które potrafiły również
nurkować, mieszkańcy archipelagu uznali pojawienie się takiej
istoty na niebie za dobry omen.
Myślę,
że tyle starczy. I tak tego sporawo, ale za to macie pole do popisu,
hehe ^^
W
niedzielę miałam święto rodzinne i było fajnie ;)
Była
oczywiście masa niespodzianek ^^
Moja
siostra (jak zresztą każdy) zachwalała ciasto babcinej roboty,
jakie by to nie było. Był serniczek, jabłecznik, ciasto
czekoladowe...
Ważne,
że wszystkim smakowało ^^
Yyym...
to nie jest to ciasto...
Ale chyba się nie gniewacie?
Już
z ubłaganiem oczekuję czerwca (w czerwcu moje urodziny, haha), ale
nie dlatego z powodu opisanego w nawiasie. Po prostu chcę odpocząć.
Nie
wiem, czy nadal opłaca mi się cokolwiek robić.
Może
rzeczywiście brak mi w ten czas motywacji i muszę spróbować
ponownie później.
Wczoraj
i przedwczoraj cały dzień słuchałam Lordi. Nie wiem czemu, ale
przypomniały mi się czasy dzieciństwa. Musiałam też obejrzeć
jakiś film, a decyzja padła na… serial.
Obiecałam
sobie też przypomnieć Transformers, ale brakuje mi pierwszej
części...
Oczywiście,
pod wieczór kapitalnie zmieniłam klimat i przeskoczyłam na bluesa
czysto amerykańskiego – czyli kochany Jimmy ;D
Mówcie,
co chcecie, ale ja staruszka uwielbiam! ^^
Pogoda
powoli się poprawia... już nie mogę się doczekać codziennego
ciepła...
Nie
wiem czemu, ale ostatnio zauważyłam, że pisuję długie posty.
Nie
wiem, czy to dobrze.
Może
rzeczywiście muszę dużo pisać, bo muszę, bo czuję, że jak
czegoś nie napiszę (w zeszycie, czy na blogu) to ,,umrę z nudów”.
Tak
zwyczajnie.
Wiem,
że przez te długie posty tekst mi się pierniczy i od połowy
wyświetla się Times New Roman, mimo że wcześniej ustawiałam
tekst bloga dwa razy.
No
i drażniące jest to, że Romanek jest dużo mniejszy. A boję się
go powiększyć…
Obecnie
mam pakiet Office'a do pisania próbnego na laptopie, bo jak pisałam
bezpośrednio w Bloggerze tekst też mi gdzieś automatycznie
,,zjeżdżał” i nie mogłam go ustawić równo z kursorem.
A
książeczce Komputer Świata pisało, że to będzie tak proste, jak
pisanie w Wordzie (Worda też kiedyś miałam, ale Offisek też nie
jest zły).
W
sumie Microsofta Worda miałam też na lekcjach informatyki i chyba
się do niego wtedy przyzwyczaiłam.
No
ale cóż…
I
znowu się rozgadałam/rozpisałam o jakimś niewiadomo czym.
A
mam przecież galerię do zestawienia.
Ciekawi
jesteście, co będzie dzisiaj?
Ha,
zresztą, tytuł trochę Wam co nieco podpowiada…
Jest
to kolejne zamówienie na obrazki i znowu od Izy ;D
A
mianowicie… kitsune, o których już co nieco wspominałam we
wcześniejszym poście.
Ale
nie mogłam o nich więcej napisać, aż do dziś.
Kitsune
to zwierzęta, mające mityczne znaczenie w Japonii. W zasadzie
kitsune
określa się mianem lisa w znaczeniu postaci z dawnych mitów
i podań.
Lisy
są bohaterami japońskiego folkloru o cechach podobnych do
europejskich
skrzatów, a w samej Japonii uważane są za zwierzęta
święte.
W
mitologiijapońskiej
przedstawiane są jako istoty rozumne i posiadające magiczne
zdolności, które zwiększają się wraz z wiekiem i zdobytą
wiedzą. Przede wszystkim mają one zdolność przyjmowania ludzkiej
postaci. Niektóre legendy opisują kitsune wykorzystujące te
zdolności do oszukiwania i omamiania. Inne historie ukazują je jako
wiernych, opiekunów, przyjaciół, kochanków i żony. Według
podań starożytnej Japonii, lisy i ludzie żyli kiedyś bardzo
blisko ze sobą, co doprowadziło do powstania wielu legend o tych
stworzeniach. W tradycji japońskiej kitsune są ściśle związane z
Inari,
bóstwem shintō,
któremu służą jako (czasem w postaci duchów) posłańcy. Ta rola
wzmocniła nadprzyrodzone znaczenie lisa. Im więcej kitsune posiada
ogonów, tym jest mądrzejszym i potężniejszym, aż do
najpotężniejszych dziewięcio-ogoniastych lisich duchów. Ze
względu na silnie zakorzeniony w kulturze wpływ, niektórzy ludzie
nadal składają im ofiary jako bóstwom. Japończycy
uważali, że z lisami związane również jest zjawisko kitsunebi
(lisie ogniki). Ogień miał pochodzić z kości, które lisy
trzymały w pyskach. Mówiono również, że w ostatnią noc roku
lisy spotykają się walnie przy świątyni Ōji Inari w Edo
(obecnie Tokio), pod
ubranym w ozdoby noworoczne drzewem enoki (wiązowca),
gdzie ustalają rangi i przypisują zadania na najbliższy rok. Ich
obecność miała być ukazywana poprzez bicie silnego światła,
które było podstawą do przewidywania przez ludzi, czy w
nadchodzącym roku plony będą obfite. cyt.
Z Wikipedia.org/wiki/Kitsune, z głowy
No
to może teraz… obrazki?
Kitsune
w ludzkiej postaci:
Najpopularniejszym
kitsune jest Shippo z anime Inuyasha.
Wiem,
mimo iż wciąż nie mam warunków do obejrzenia tego anime, wciąż
żywię nadzieję, że mi się uda. Głównym problemem jest to, że
nie wiem, skąd ściągnąć.
No
i jeszcze jedna rzecz; napisałam Wam wiersza ^^.
Może
nie jest jakiś megamądry i pouczający, ale napisałam go
przypadkiem.
I
myślę, że pasuje do tej tematyki.
OSTATNIE
WOŁANIE
Księżyc
zawisł nad rzecznym zwierciadłem
Ostatnia
gejsza odłożyła swój wachlarz
zagrały
flety i bębny
odchodzi
ostatni kitsune.
Jego
pysk namaszcza się światłem luny*,
jego
dziewięć ogonów zsyła klątwę
Nim
zawyje ku księżycowi nad świątynią
nadejdzie
ostatnie wołanie.
Oczy
jego skrzą w ciemności,
Wargi
jego kurczą się,
ukazując
białe kły.
Wycie
kitsune dosłyszy każdy śmiertelnik i każdy kapłan,
oddają
mu pokłon we stosownej chwili,
Kiedy
ludzkie świętości upadną,
kiedy
wilcze youkai** wyjdą z lasów.
Pokłon
ten, w dzień zwany Ostatecznym,
pokaże
bogowi wartość dusz ludzi,
Czy
zasługują na mękę, czy błogie szczęście.
W
Ostateczny bowiem dzień,
Kiedy
japońska ludność tworzy się przed Nieznanym,
Nadejdzie
nasz wyrok
wraz
z ostatnim wołaniem.
>>>
* luna oznacza z łaciny księżyc
** jest to określenie mitycznych stworzeń-potworów, czasami przybierających ludzką postać.
Kolejny
raz staram się zebrać i napisać kolejnego, (mam nadzieję)
porządnego posta.
Ostatnie
dni maja (w sensie te, które minęły niedawno) były dla mnie
naprawdę pracowite, non stop coś się działo.
I
wiecie co?
Z
tego bałaganu obowiązków ratuje mnie muzyka Jima Byrnesa.
Utwór
zwie się Talk In Circles.
Staruszek
naprawdę ma talent… bo kto powiedział, że dobrą muzykę
wykonują tylko młodzi?
Mam
jeszcze pełno innych, fajnych piosenek jego wykonania, ale nie udało
mi się znaleźć reszty – tylko Just A Pilgrim, 12 Questions i
Walk On Boy. No i oczywiście te, które są na playliście bloga.
A
co poza tym?
Ostatnio
sporo myślałam nad tym, co dać następne.
Chciałam,
aby zbyt szybko nie skakać z tematyki w tematykę.
Nie
wiem, czy to, co naszykowałam na dzisiaj Wam się spodoba…
Nie
jestem pewna, czy nie zawiesić Gwiezdnej Armii.
Wiem,
że byłaby to strata dla mnie, bo zauważyłam, że rzadko kto
komentuje właśnie takie opowiadania.
Zaczynam
się zastanawiać, czy naprawdę z nim przestać – nie usunąć, a
przestać pisać.
Oczywiście
rozumiem, jakby ktoś nie komentował, bo to nie jego klimaty, ale
proszę Was – jeśli faktycznie obserwujecie, to też komentujcie!
Nie
chcę Was oczywiście naciskać, ale dla mnie, jako blogerki, liczą
się komentarze – są one dla mnie dowodem na to, że to czytacie.
Stanęłam
przed ekscytującym wyborem dotyczącym Dziwnego Świata – czuję,
że w te wakacje (wypluj to słowo!) muszę się
sprężyć z pisaniem notek.
Jeszcze
nie wiem co mnie czeka, ale czuję, że w przyszły rok będę
musiała zmienić szkołę. Chyba pójdę na stare śmieci…
Słuchy
mnie doszły, że Dyrektor (piszę dużą literą ze względu na
szacunek) miał utworzyć tam szkołę zawodową.
6
maja byłam w odwiedzinach na starych śmieciach i przyznać
muszę, że zmiany w nich są kapitalne.
Sale
i korytarze odmalowane, zupełnie inaczej, niż wtedy, kiedy ją
opuszczałam…
Garstka
nowych pań i nowy nauczyciel muzyki (przedtem była pani)…
Gromada
nowych uczniów do szkoły zawodowej i gimnazjum… ale przede
wszystkim ci wszyscy starzy koledzy, ci, których pamiętam
najbardziej – w końcu przechodziliśmy z sobą całą podstawówkę
i gimnazjum.
Nauczyciele…
(może to trochę dziwne) tęskniłam za nimi najbardziej.
Poczułam
ból w sercu, gdy zauważyłam, że większość koleżanek, które
chodziły ze mną do gimnazjum, pytały się o mnie najbardziej,
teraz najbardziej w świecie mnie… olewały. Tak po prostu,
pojawiłam się – wszystko ładnie, pięknie, ale gdy już byłam z
nimi dłużej – nie pytały się nic o mnie, zajmowały się tylko
sobą…
Wielkie
koleżaneczki, jasna ciasna…
Ale
za to znalazło się parę osób, które naprawdę za mną tęskniły…
I
to mnie po trosze cieszy.
Strasznie
nie lubię takich ,,przyjaciółek na jedną chwilę”...
No,
ale cóż…
Prawda
jest taka, że ja ich też zbytnio nie lubiłam – co prawda, nie
rwałyśmy sobie włosów z głowy w gimnazjum, ale tak jakoś…
unikaliśmy się i tyle.
I
teraz podczas wizyty na ,,starym śmietniku” też tak było.
No
cóż, zalałam Was barwnymi wspomnieniami z wizyty w szkole, ale cóż
z tego, jak zaraz potem (7 maja) byłam w Łodzi na kontroli
lekarskiej.
Poszło
dobrze – nie tak źle, jak się spodziewałam.
Jechałam
wtedy samochodem (jako pasażer, nie kierowca ;P), ściemniało się
już, jak przejechaliśmy połowę Łodzi, zatrzymaliśmy się koło
Strykowa pod Biedronką, aby zrobić zakupy i ruszyliśmy w dalszą
drogę, tym razem do domu, do Głowna. A w czasie powrotu w radiu
była zapowiadana taka fajna piosenka… nie mogłam się w domu
powstrzymać, aby nie sprawdzić, jak ona się nazywa.
Tak…
Jak
mi się coś spodoba, zazwyczaj muszę to mieć! Oczywiście, jeśli
chodzi o piosenki, musiałam się wywiedzieć, jaki jest wykonawca i
tytuł.
Zanotowałam
sobie przeto fragment piosenki śpiewanej z radia, a potem w domu na
spokojnie wpisałam w wyszukiwarkę. I znalazłam.
Oto
ona:
Troszkę
inna, od tej wersji, zasłyszanej w radiu, ale co tam… jakaś
nowość w galerii muzycznej być musi ;)
No
właśnie, galeria…
Co
będzie dzisiaj?
O
czym?
Zdziwicie
się…
O
Star Wars! Po raz kolejny...
Wiem,
pierwsza notka tej tematyki nie obfitowała w wiele informacji (można
do niej wrócić w każdej chwili klikając na kategorie, do których
została wpakowana, np. do Star Wars w Dziwnym Świecie).
Niedawno
grzebałam po necie w poszukiwaniu spisu postaci, abym mogła je dla
Was rozróżnić. Co prawda, znowu ten zadatek jest niewielki, ale
zawsze coś. Nadal mam w planach ich obejrzenie.
Jak
już wspominałam, popycham akcję do przodu.
Wiecie,
że to już (no prawie...) 50. notka?
Dzięki
Wam ;* ;*!
Niezmiernie
się cieszę, iż stało się to faktem, także niezmiernie jestem
szczęśliwa. Humor mam dzięki muzyce bardzo dobry ;)
Mam
nadzieję, że dzisiejsza galeria spodoba się Wam – z chęcią
wstawię więcej ;D
No
więc, zamykam pyszczunio i wstawiam te obrazki; oto one;
Na
początek takie mieszane obrazki, potem zajmę się wydzieleniem:
Osobiście
uważam, że klasyczne Gwiezdne Wojny są lepsze od
jakiegokolwiek serialu…
No
to teraz postacie:
DARTH
VADER (jakże to, Star Wars bez niego?)
YODA
Nie
wiem czemu, ale bardzo przypomina mi moją Barbie (sunię ;P). To
chyba przez te uszy...
Z
Luke'em Skywalkerem; kadr z filmu
DROIDY;
C-3PO
Mała
niespodzianka...
Postać
gra Anthony Daniels
R2
D2
No
i Darth Maul:
Tatuaż:
Czyiś
bazgroł:
I
jak wrażenia?
Dzielcie
się nimi w komentarzach ;)
W
następnej notce – następne niespodzianki!
Wystarczy
być na bieżąco.
Komentarze
należą do Was, kochani.
Ale
zaszalałam i się rozpisałam, haha ;D
Ostatnio
czytałam Wikipedię na temat Gwiezdnych wojen i mam nadzieję, że
następny post tej tematyki będzie miał więcej sensu.
Życzę
Wam spokojnego i miłego wieczoru! ;*
P.S: Nie mam jeszcze obrazków kitsune, ale wciąż o nich pamiętam ^^ Muszę sobie poukładać kilka pewnych rzeczy. To na tyle...