niedziela, 19 lipca 2015

World Of Art {#4}: Iwan Bilibin część druga & Lud Słowiański

Witam po małej przerwie!

 Po ostatniej tematyce, poruszonej w poprzednim poście, powracam z obiecaną galerią tematyczną.

Jestem w każdym bądź razie pewna, że wakacje upłyną mi blogowo i książkowo, chociaż nie zapominam o innych przyjemnościach jak filmy czy spacery. Nie mam jakiś konkretnych planów na ten miesiąc, ani następny.

Przejrzałam wszystkie posty opublikowane od początku i sądzę, że dość dobrze mi idzie blogowanie. Co prawda, do setki postów jeszcze trochę pozostało, ale z pewnością w blogu będzie więcej postów niż tylko sto.
I myślę, że to wcale nie taka zła wiadomość.

Dzisiaj kontynuuję tematykę, która była dawno, bo aż za czasów pierwszych postów w Dziwnym Świecie. Tematem będzie malarstwo Iwana Bilibina, a jeśli chcecie zobaczyć pierwszy post tej tematyki, po prostu klikajcie w podkategorię (etykietę) pt. Iwan Bilibin lub tutaj. Przede wszystkim znajdziecie tam informacje o tym artyście i zorientujecie się, jaką tematykę swoich obrazów preferuje.
Jakby nie było, w pracach tych rządzi pogaństwo, czyli czasy Słowian.
Polecam Wam też zajrzeć na stronę:

o Słowianach ogólnie

W związku z tym, iż Bilibin był Rosjaninem, wypiszę plemiona wschodniosłowańskie, zwane w źródłach historycznych Antami (od V-VII w.), a potem Rusami (w nawiasie macie podane miejsca ich bytowania, czyli zamieszkania):

Dregowicze (między Prypecią a Derczyzną)
Drewlanie (Polesie, na południe od Prypeci)
Krywiczowie, Krywicze (od górnej Dźwiny do źródeł Moskwy i Klaźmy)
Polanie wchodniosłowiańscy (na zachód od śr. Dniepru)
Połocczanie (w rejonie śr. Dźwiny)
Radymicze (między górnym Dnieprem a Sożą)
Sewierzanie (w dorzeczu Desny)
Tywercy (tereny między Prutem a Bohem)
Ulicze (początkowo nad Dniestrem, później między Dniestrem a Prutem)
Wołgnianie (w dorzeczu górnego Bugu i dopływów Prypeci (zw. też Dulebami)

źródło: Ludwik BazylowHistoria Rosji
wydawnictwo: Zakład Narodowy Imienia Ossolińskich (r. 1985)

Co do pozostałych ludów wschodniosłowiańskich nie mam pewności.

Książka długawa, ale też i interesująca, przynajmniej dla tych, którzy tak jak ja, fascynują się ludami wschodniosłowiańskimi.
No, ale nie koniec na tym.
Ogółem sztuka malarska Bilibina nawiązuje dość mocno do rosyjskich baśni (był ilustratorem książek).
Widać po jego pracach, iż jest fascynatem kultury swoich przodków.







I trochę demonów słowiańskich, oczywiście autorstwa Bilibina:
 

Mniej więcej w tym samym czasie, co Gorbatow (Konstantin Gorbatow) żył i odświeżał zapomniane tajemnice malarz-ilustrator Iwan Bilibin znany zapewne niektórym czytelnikom Nieznanego Świata z ilustracji zamieszczonych w wyborze baśni Jurija Afanasjewa. Wrażenia z podróży po północnej Rosji zapoczątkowały jego fascynację światem zachowującym ślady pogańskiej przeszłości.

Jedną z ciekawszych postaci słowiańskiego magimarium jest, jak się okazuje, potężny czarodziej o imieniu Kościej.

Jego nieśmiertelność wynika z faktu, że swoje serce, względnie siedlisko siły witalnej, ukrył w kaczym jaju przechowanym w bardzo odległym miejscu. Dzięki temu nie tak łatwo go zabić, za to przejęcie jaja powoduje, że Kościej słabnie i daje się kontrolować.

Co ciekawe, według jednego z opisów czarownik ma skórę pokrytą łuskami oraz gadzie oczy, natomiast jego długie włosy przywodzą na myśl wodorosty.

Na ilustracji Bilibina widać, jak pędzi na koniu, zapewne w górach Kaukazu, co trudno uznać za przypadek, ponieważ jest blisko związany z niszczycielskimi siłami Natury. Potrafi na przykład przemieniać się w trąbę powietrzną, a jego głos przypomina wycie wiatru.

Źródło: Nieznany Świat 2012 (nr 256)


Kto by nie znał postaci Baby Jagi – no, chociażby – z baśni o Jasiu i Małgosi?
Jest to jak sądzę, najbardziej charakterystyczna baśń o tej postaci.
Zazwyczaj chatka Baby Jagi jest przedstawiana jako domek na kurzej stopce, mimo w baśni owej jest zbudowana z ciastek.
Motyw Baby Jagi pojawia się również w filmach – w czasach ZSRR były to głównie bajki radzieckie, a jedną z nich jest Wilk i Zając. Postać ów pojawia się w odcinku 16-stym, kiedy bohaterowie trafiają do krainy baśni.
W odcinku tym chatka Baby Jagi jest przedstawiona jako tradycyjny domek na kurzej stopce, który pod wpływem muzyki tańczy szalonego kazaka ;P



Wodnik  również jest ważną postacią (bardziej demonem) w folklorze słowiańskim.
Wydaje mi się, że ten, namalowany przez Bilibina jest najbardziej klasyczny, czyli jego wygląd mógł odpowiadać wierzeniom Słowian.
Poza tym, myślę, że same wodniki też się pojawią, lecz będą inaczej wyglądały. Bądźcie więc świadomi wiedzy na ten temat.

Nie jest więc Wam dziwne, iż fascynuje mnie folklor i wierzenia słowiańskie, a muszę przyznać, iż sama jestem Słowianką (no, może nie do końca czystą, ale mam niebieskie (bardziej szaroniebieskie, ale czy to ważne?) oczy, jestem blondynką i wcale się tego nie wstydzę).
Jednak wiadomo, że na przestrzeni wieków wszystkie pradawne ludy się wymieszały - w tym (co nikogo już nie dziwi) Tatarzy.

Tak sobie myślałam, że wstawię może pewną piosenkę, pasującą do tematyki. Tekst może nie ujawnia właściwego sensu od razu; trzeba się wsłuchać głębiej, by zrozumieć.

LAO CHE - JESTEM SŁOWIANINEM

 Osobiście lubię ten utwór. Ukazuje piękno polskich plemion słowiańskich – stąd Wisła, Bałtyk, Tatry i bursztyn ^^.
Nasi rodacy z pewnością zaliczają się do Słowian zachodnich, nazywanych Wenedami. Należeli do nich oprócz tego Czesi, Słowacy, Wieleci, Morawianie i Łużyczanie.

Na dziś kończę z tym postem, myślę, iż jest dość długi, ale czy interesujący – to tylko zależy od Was. Wypowiadajcie się na temat wszystkiego, co poruszyłam w tym poście – o ile macie jakieś sugestie.
Otwarta dyskusja dozwolona ^^

Ja już kończę, pozdrawiam wiernych Czytelników ;* ;* ;*


czwartek, 16 lipca 2015

Sprawy osobiste Dziwnego Świata (Official Note #7): Delikatny powrót w stronę słońca

Cześć!

Wiedziałam, że pojawię się tutaj po małej przerwie.
Co prawda, ten post będzie o czymś innym, niż obiecałam, ale przysięgam Wam (i sobie), że następny już będzie o Słowianach.
Zdaję sobie sprawę, że posty z kategorii ,,Spraw osobistych Dziwnego Świata” są bardziej spontaniczne, niż planowane, ale cóż…
Wcześniej jakoś nie wiedziałam, o czym w tym dziale pisać, więc teraz postanowienie moje jest takie, aby pisać tutaj o sprawach bloga, moich i blogosfery ogólnie.
Co tym razem chciałam oznajmić?
Pewnie zauważyliście małą zmianę w playliście bloga?
Tytuł bloga kryje w sobie tą zmianę, gdyż w moim przekonaniu strona słońca, to powrót do tradycji muzycznej.
Tak, dokonałam jej, i była to moja długo wyczekiwana decyzja – wypłynęła ona po części z ostatnio delikatnie skorygowanych smaczków muzycznych.
Ta zmiana nastąpiła 12 lipca.
Czy to znaczy, że te utwory, z których zrezygnowałam na playliście, przestały mi się podobać?
Wcale nie!
Nadal ich słucham, ale bardziej prywatnie.

Otóż 12 lipca zaczęłam znienacka szukać utworów, za którymi tęskniłam – przede wszystkim Nickelback, Depeche Mode, Fear Factory czy Helloween, czy też Korn. Niektóre zespoły ,,nominowałam” do rankingu rockowo-muzycznego, więc chyba nie muszę Wam objaśniać, za co te cenię.
Nie miałam ich jak słuchać (w sensie na telefonie), bo po prostu ich nie miałam. Moje gusta muzyczne uległy zdecydowanej zmianie – słucham więcej gustownego rocka, a mniej popu (pop tylko sporadycznie ;P), z czego się niezmiernie cieszę.
Czuję, że wróciłam do ,,rockowych korzeni”.



Ha, te riffy rockowe dały mi znać o ukrytej miłości do rocka...
Ta zmiana wzięła się stąd, że ostatnio zatęskniłam za tym gatunkiem (ostatnio miałam fazę na blues i pop).



I tak jak poprzednio – zaczęłam rytmicznym rockiem, a skończyłam łagodnym, chociaż miejscami również rytmicznym bluesem (ostatni utwór na playliście zalicza się do mieszaniny rocka, elektrycznego bluesa i muzyki etnicznej, jak mi się wydaje, chociaż nie znam się za bardzo na gatunkach, mam jednak dobry słuch muzyczny i mogłabym parę rytmów odróżnić od siebie).



Oczywiście też – jak to ja – zadbałam o informacje w utworach w najmniejszych szczegółach i przyznać muszę, że wyszło tego więcej niż wcześniej.
Nie sortowałam playlisty, bo wtedy utwory ustawiały mi się automatycznie alfabetycznie, a nie o to mi chodziło ;/. Dzięki zrezygnowaniu z sortowania mam taką playlistę, jaką chciałam.
Nie zmieniałam ,,skórki” (czyli koloru paska odtwarzacza), bo wydawała mi się najbardziej odpowiednia – chodziło mi o to, aby się ani rzucała w oczy, ani nie była też zbyt ,,blada”.
Co prawda, trochę się nagłowiłam z tym wszystkim, i wolę nie myśleć, ile mi giga pożarło, ale cóż, ważne, że się udało.

Poprzednia playlista, zapowiadała się tak:

1. Genesis Land Of Confusion
2. April Sixth Dear Angel
3. Zeraphine No Tears
4. Zeraphine Licht
5. Iced Earth Dragon's Child
6. V6 Change The World
7. Phil Collins On My Way
8. Phil Collins Two Worlds
9. Red Hot Chilli Peppers Snow (Hey Oh)
10. Helloween Hey Lord!
11. Helloween Perfect Gentleman [Unarmed]
12. Tyr Ramund Hin Unge
13. Kilpi Villin Vaaran Kosto
14. Kilpi Rakkaus Vapautta
15. B5 Who's Afraid Of The Big Bad Wolf?
16. Nightingale Glory Days
17. Nightingale Into The Light
18. Gregorian Nothing Else Matters [cover to Metallica]
19. Gregorian & Era Ft. Enigma Moment Of Peace
20. Jim Byrnes Ft. The Sojourners Whom I Shall I Be Afraid?
21. Jim Byrnes That River

Jak widać, zmiana jest kapitalna. I co najważniejsze, podkreśla moją osobowość i klimat bloga ^^.
(nie zmienia to faktu, że Kraina zamętu Genesis pozostaje zawsze na pierwszym miejscu, bo żaden z nich tak bardzo nie podkreśla tematyki bloga, jak on ^^)
Jak zapewne wiecie, dorastałam na takiej muzyce rockowo-metalowej, a z popem zaznajomiłam się dopiero później, dużo później, jak miałam mniej więcej 12-13 lat.
Wydaje mi się, że przez tą zmianę, dojrzałam nieco i zaczęłam spoufalać się ze starymi, dobrymi zespołami z dzieciństwa ;D
Przy okazji, zaspokoiłam nieco swój głód muzyczny ;P.




I przede wszystkim – rozprawiłam się z muzyczną konwercją.

Aż sama siebie zrozumieć nie mogę, jak ja mogłam słuchać takiej tandety jak Kesha czy Pitbull i Nicki Minaj. Sama siebie nie rozumiem.

No cóż, najwidoczniej tak już musiało być ;P

Oczywiście słucham też młodszych wykonawców, takich jak OneRepublic, Tim Bergling czy Guy Sebastian i z czystym sumieniem uważam, że oni nie zaliczają się do tej działki ;P.
Liczy się talent i dobre chęci, a nie zbijanie kasy i sto tysięcy lasek pod sceną, prawda?

Oczywiście, z pewnością jeszcze znajdę trochę utworów do notek, o to możecie być spokojni ;).
Myślę, że dokonałam jak najbardziej trafnego wyboru, ale cóż, decyzja należy do Was.
Możecie mi nawet napisać, które utwory Wam się podobają najbardziej.
Z chęcią poznam Wasze gusta muzyczne, nie bójcie się mnie, bo nie gryzę ;P.
Zmieniłam też ustawienie w playliście – udało mi się ustawić odtwarzanie po naciśnięciu przycisku ,,Play”, ale za to, piosenki już nie odtwarzają się od jedynki do trzydziestki. Ale jeśli ktoś chce sobie posłuchać któryś z nich, nie zabraniam ;P
Mam nadzieję, że mimo wszystko podoba się Wam ten wystrój, chociaż wiem, że każdy ma swoje gusta, i każdemu podoba się co innego – pokładam (nadzieję) jednak w tym, że w tej playliście każdy znajdzie coś dla siebie.

Za zmianą nieco tematu – chciałam Wam polecić pewną fajną stronkę do ściągania w formacie mp3. Stronka nazywa się mp3freex.com i mimo iż jest całkowicie po angielsku, jej obsługa jest łatwa.
Szukając danej piosenki, wystarczy tylko wiedzieć, jak nazywa się interesujący nas utwór (to chyba oczywiste) oraz ile trwa. No i wiedzieć, że downloand to znaczy pobierz ;P
Jedynym minusem, jaki zauważyłam, jest taki, że nie można znaleźć na niej fińskich piosenek takich zespołów jak Kilpi, a muszę przyznać, że od dawna poluję na utwór ,,Rakkaus Vapautta”…
No nic, poszukam na innych stronach.
Ogółem mówiąc, bardzo mi się udała ta ,,rewolucja” i sądzę, że nawet jeśli nie gustujecie w rocku typu Genesis, czy Ptaky, zawsze można wybrać na przykład Kansasa (jak pamiętacie, utwór ten umieściłam w notce o serialu Nieśmiertelny). Wybrałam je między innymi wśród utworów, które już były na notkach. 

 
Jestem tak szczęśliwa z powodu udanych poszukiwań muzycznych, że cały czas – momentalnie od tej daty – jestem w ekstazie, haha ;D
Ten powrót w ,,rockowe korzenie” był jak najbardziej trafny.
Wiem, że może nie wyszło tego tak dużo, jak na blogu np. W chaotycznym świecie… (pozdrawiam przy okazji autorkę tego bloga! ;*), ale sądzę, że między innymi w blogu chodzi o to, aby się podobał zarówno Autorowi, jak i Czytelnikom.


 Co sądzicie zatem o zmianach?
Czy trafiłam w klimat ogólny bloga Waszym zdaniem?
(miało być chaotycznie, dziwnie, relaksująco i nieco mrocznie ;P)

Pozdrawiam wszystkich, którzy wytrwale komentują ;* ;*



sobota, 11 lipca 2015

Sprawy osobiste Dziwnego Świata (Official Note #6): Rocznica ,,St. Louis Times" już 15 lipca!

Cześć!

Nie jestem pewna, czy akurat w 15 lipca będzie mi się chciało pisać ten post, więc piszę go dzisiaj.
O czym jest?
Chciałam w nim poruszyć pewną kwestię, a konkretnie kwestię albumu muzycznego.
Wykonawcą jego jest Jim Byrnes, którego zresztą znacie.
Jest to artysta, którego wysoko cenię.

Będzie to dla mnie poniekąd ważny dzień, albowiem albumik skończy roczek.
Co poza tym?
Nie ukrywam, że facet bardzo pozytywnie mnie zaskoczył tym albumem. Głos ma na najwyższym poziomie, a ta jego barwa jest niezwykle pociągająca...
I pomyśleć, że we wrześniu skończy 66 lat!
Oczywiście wiem, że ś.p. Christopher Lee był dużo starszy i też nieźle się trzymał, aż do końca. 
Mimo wszystko wiem, że trzeba doceniać ludzi, póki żyją. Nie traktować ich jak – no, do innej osoby nie można tego porównać – Michaela Jacksona.



Album został wydany w Kanadzie.

Wydaje mi się, że domyślam się, skąd bierze się tytuł albumu, albowiem tamże pan Byrnes się urodził. Być może chciał tym podkreślić miłość do swojego rodzinnego kraju, w tym i miasta (mieszka od '72 roku w Vancouver w Kanadzie, więc jak najbardziej możliwe).
Muszę przyznać, iż byłam z niego bardzo dumna odsłuchując ten album po raz pierwszy (ze wcześniejszymi miałam już styczność - dokładną dyskografię znajdziecie w tym miejscu), a najbardziej spodobał mi się kawałek You'll Miss Me (When I'm Gone), który nagrał z Colleen Rennison.
Niestety, wszelkimi siłami starałam się znaleźć ten kawałek, ale znalazłam, jeśli chodzi o St. Louis Times tylko ten:

JIM BYRNES - I NEED A CHANGE

No, ale zawsze coś…

  Mam nadzieję, że to jego autograf... *.*


 

Muszę przyznać, że ten człowiek naprawdę ma talent i z pewnością 22 września (jego urodziny ;P) poświęcę mu bardziej uroczysty post.



Zobaczcie sami, widać, że kocha to co robi *.*


Nie liczy się wiek. Nie liczy się to, co mówią o Tobie ludzie.
Liczy się to, że kochasz to, co robisz i chcesz to robić, bez względu na wszystko stawać się coraz lepszym, chociażby kształciłbyś się tylko dla siebie. Twoją jest decyzją, jaką drogę obierzesz i jakie ścieżki będą Cię prowadziły, ważne że wierzysz w swój sukces i wiesz, czego pragniesz.
Kieruj się w życiu tym, czego pragniesz, a nie tym, co dyktują Ci inni.

Sądzę, że ten post wyszedł mi taki bardziej motywujący, ale może to i dobrze, w końcu motywacja to rzecz, dzięki której możemy wydostać się z najgłębszego dna.

Pozdrawiam Was, kochani, trzymajcie się ciepło ;* z bluesem, haha ;D 

P.S: Następny post będzie z obrazami pewnego artysty, przy okazji poruszę temat Słowian.

Sprawy osobiste Dziwnego Świata (Official Note #5): Post Informujący/Obs=Obs?

Hej…

Piszę kolejny post o luźnych wydarzeniach dotyczących mnie i bloga.
Co do mnie, mam się dobrze; zorganizowałam sobie jakoś ten czas.
To dziwne, że piszę ten post o tak wczesnej porze, ale zapewnie dlatego, że pewnie jeszcze nie zauważyliście zmiany w blogu (a raczej niewielu z Was, ale i tak wszystko przed Wami! ^^)
Po pierwsze, jak pisałam w poprzednim poście z serii Sprawy osobiste Dziwnego Świata  małe zmiany już były – chodziło o podzielenie kategorii znajdujących się pod Archiwum. Dzięki temu jednemu komentarzowi pod nim, poznałam, że warto było to zrobić.
Tym razem chciałam poruszyć temat dotyczący informacji dla Czytelnika znajdujących się na samym dole bloga, pod jego stroną główną.
Do napisania tych informacji skłonił mnie pewien komentarz, który w zasadzie nie różni się niczym od komentarzy bloggerek, których pierwszym komentarzem na cudzym blogu jest następujące zdanie:

Hej ;) Fajny blog, wpadnij do mnie (adres bloga tej osoby)
Obs=obs? Daj znać u mnie

albo jeszcze dopisek:

ja już ;*

Czy naprawdę ludzie oszaleli z tymi swoimi blogami?
Ja uważam, że bądź co bądź powinni się leczyć.
Wiem, że wielu bloggerów porusza tą kwestię, ale jak mnie to parę razy spotkało, postanowiłam to napisać.

Może jestem już trochę za stara na taki język bloggerowy, ale takie komentarze doprowadzają mnie do szału.
Czy naprawdę ci bloggerzy uważają to za fajne?
Czy naprawdę już mają za dużo obserwatorów i komci u siebie?
Ja sądzę, że tacy ludzie powinni się skontaktować w trybie natychmiastowym w kolejce do psychiatry…





Czy Wy też spotkaliście się z podobnym przypadkiem?
Wyraźcie się w komentarzach.
Jak zwykle, czekam i pozdrawiam :*










czwartek, 9 lipca 2015

Sprawy osobiste Dziwnego Świata (Official Note #4): Stworzyłam kategorie, nie mam zamówienia

Hej, kochani moi!

Jesteście zaskoczeni małą zmianą w blogu?
Ja jestem bądź co bądź zadowolona.
Nareszcie nie ma tego potwornego zamętu, jaki tu był.

Co się zmieniło?

Jest więcej działów, takich porządnych.
Zaliczają się one do takich nie-fantastycznych wpisów – jak mówi zresztą tytuł bloga – fantasy i nie tylko… 




Chodzi tutaj głównie o tradycyjne fantasy, a postacie, które się do takowego zaliczają, to głównie elfy, smoki, wróżki i czarodziejki, anioły, diabły i demony (chociaż, to chyba to samo?).
A o to chodzi w tym blogu, że znajdziecie tu nie tylko tak zwaną tradycję fantastyki, ale też i postacie wywodzące się z legend i mitologii, które z czasem wtopiły się w fantastykę – przykładem może być trójgłowy pies, Puszek z Harry'ego Pottera, a Joanne Rowling tworząc tą postać, wzorowała się na greckim Cerberze.


Więc, jak już zgadliście, będą różne mitologie, w tym grecka, a raczej postacie z niej (nimfy już były).

Sądzę, że teraz blog jest bardziej uporządkowany (ta kraina zamętu…)

 Czasami się ciebie normalnie aż boję... Fajna jesteś... ale straszna.

Jak Wam się podobają działy?
Sama jestem z nich dumna, bo nareszcie jakoś to wygląda...
W końcu mogę oddać się relaksowi...


Przez pewien czas myślałam, że czegoś jednak temu blogowi brakuje.
No i wpadła decyzja na uporządkowanie tych etykiet/kategorii, właśnie tak, jak mi podpowiadała wizja artystyczna...

Większość rzeczy na blogu powstało dzięki takim właśnie wizjom, dzięki temu blog, mam nadzieję, jest bardziej funkcjonalny.


Wiem, że się mocno spóźniłam z tą wiadomością, ale jak wiadomo – 1 lipca był Dzień Kanady.


A ja uwielbiam ten kraj, a szczególnie dwa miasta – Vancouver i Ottawę (stolicę).
Poniżej przedstawiam panoramy vancouverskie, które bardzo mi się podobają:




 
Wczoraj wpadłam na YouTube i tak sobie oglądałam Metrocon (z 2009 roku) ze Scottem McNeilem. Dość długi filmik, i do tego podzielony na cztery części.
Metrocon jest konwencją anime, czyli (tu objaśniam konwencję anime) spotkanie bądź zdarzenie z głównym naciskiem na anime, mangę i kulturę japońską. Powszechnie są to imprezy kilkudniowe, organizowane w hotelach lub uczelniach. W skład tejże konwencji (w tym i Metroconu) wchodzą cosplay'e i różne inne atrakcje. Często w Metroconie występują aktorzy, którzy zdubbingowali dane postacie anime. Konwencje odbywają się zazwyczaj na Florydzie, w Stanach Zjednoczonych.


Scott McNeil na przykład podłożył głos Kodze z InuYashy – dlatego też filmik z Metroconu jest z jego udziałem.



Niestety, filmik jest w całości po angielsku, więc nie widzę sensu go tutaj wstawiać.

Post ten napisałam głównie po to, aby Was powiadomić o zaistniałej sytuacji dotyczącej bloga, dlatego oznaczam ją osobną etykietą.
Myślę, że to będzie na tyle.

P.S.: Niestety obawiam się, że nie będzie takiej notki o Harrym Potterze, jaka być powinna. Nie znalazłam żadnych odpowiednich grafik, chociaż to mało powiedziane – nie znalazłam żadnych grafik, tylko same fotosy, takie jak powyżej, a przecież nie o to chodzi w tym blogu.
Nawet eng.google (Google po angielsku) i Runet mnie zawiedli...
Wszystkich tych, którym zależało na tym zamówieniu, najmocniej przepraszam...