11 czerwca 2017

Cyberpunk część trzecia

Cześć, Najmilsi, Najukochańsi Czytelnicy!

Nawet nie wiecie, jak to wspaniale powrócić oficjalnie na łono Blogosfery :)
Oficjalnie 19 maja ożyłam na Twórczości, a teraz powoli zbieram się do kupy tutaj.
Nauka daje w kość, to prawda. Ale bynajmniej nie mi :)
Dość słabo jednak zaliczyłam poprzedni miesiąc, ale tego czasu już nie da się cofnąć.
Obowiązki mnie pochłonęły, skupiłam się na książkach, a o blogu zapomniałam.
Jakby nie było, przeczytałam kilka ciekawych pozycji – obecnie czytam powieść Felixa Palmy.


Muzyka jest drugą po książkach rzeczą, która mnie zajęła.
Z prywatnej biblioteczki znowu roztrząsam ,,Zamieć”…
Ogółem cierpię ostatnio na głód cyberpunkowy, który łagodzę utworami Enigmy TNG.
Miałam obejrzeć jakiś fajny, niedługi film, ale wydaje mi się, że niestety nie dzisiaj. Ach, ten mój zapał…

Ale dzisiaj przysiadłam do bloga, tego starszego bloga, tego bloga, który powstał z niewiadomej iskry, chęci pokazania czegoś nowego.
Jeśli chodzi o niniejszą tematykę, moi Drodzy, będzie to trzecia odsłona cyberpunku.
Długo czekałam, aż będzie chciało mi się ją wstawić.
I oto jest:














Im częściej patrzę w kalendarz, tym częściej nurtuje mnie pytanie:
Dlaczego jeszcze nie ma wakacji?
Otóż, tak, na jednej z lekcji poruszyliśmy ten temat. Mówiliśmy głównie o planach wakacyjnych.
Ja nie miałam zbytniego popisu, rzecz jasna :), nie pytajta dlaczego ;D

Dobra, czas na zamknięcie dołka, który produkuje słowa…


Myślę, że chwila odprężenia z muzyką też się nada:





I jak?
Dałam plamę po tej galantej przerwie, czy nie?
Proszę o uzasadnioną krytykę.
Ja już kończę z wielkim cyberpunkowym BITEM, heja >,<







9 kwietnia 2017

Kelpie

Cześć Wam!

Muszę przyznać, iż przerwa dobrze mi zrobiła.
Coraz bliżej ku prawdziwej wiośnie, a potem jak to zwykle bywa – z górki do lata ^_^
Przez ten czas bawiłam się na Pintereście, grałam w gry, słuchałam muzyki.
Miałam sporo do zrobienia, jak zwykle – postawiłam sobie przed sobą wiele celów, a między nimi pojawił się przebłysk myśli, aby powrócić tu na trochę.
W końcu piszę dalej, bez względu na wszystko.


 
Wiosna na razie jest kapryśna (zdjęcia powyżej pochodzą sprzed kilku dni), ale nadzieja na ciepłe lato nie powinna gasnąć.
Mam obecnie luźniejsze dni, póki co – rekolekcje minęły, jak z bicza, a przede mną święta.
Nic więcej się nie wydarzyło, oprócz tego, że zrobiliśmy szkolną palmę na zajęciach. Duch Wielkanocy zbliża się coraz bardziej.

Miałam cały czas na uwadze, że nie piszę na blogu. Złożyło się tak, a nie inaczej.
Ogółem bardzo chciałam napisać coś wcześniej, ale nie było czasu, ani chęci w poszczególnych dniach. A to ciśnienie dawało w kość, a to zmęczenie po zajęciach, a to wezwanie do czytania książek, itd.
Ten czas był naprawdę szalony i muszę przyznać, że o ile czas będzie łaskawy, odświeżę tu coś na Święta Wielkiej Nocy.

No ale…



Czas na konkrety.
Dzisiaj postanowiłam wstawić Wam hippokampy (zwane też kelpiami).
Jest to stworzenie z mitologii celtyckiej - kelpie to ich nazwa celtycka.
Charakteryzuje się zamieszkiwaniem terenów wodnych, szczególnie szkockich rzek. Ukazuje się zazwyczaj jako łagodny rumak, kuszący ludzi, aby go dosiedli. Gdy ci jednak spełniają jego pragnienie, ten porywa jeźdźca w otchłań wodną, zatapia i pożera.
Jako wodna istota jest przedstawiana jako koń z dwoma przednimi kończynami, lecz o ogonie ryby. Nierzadko posiada ostre kły, którymi rozrywa ofiary.

W mitologii greckiej bóg oceanów, Posejdon, posiada rydwan zaprzężony w hippokampusy, określane niekiedy mianem ,,łagodnych kelpii”, gdyż kelpie same w sobie kojarzą się z negatywną ich rolą w mitach.
W Skandynawii kelpie określane jest jako Bäckahästen.














 
OK., to by było na tyle.
Pamiętajcie proszę o poście na Twórczości i nie zapominajcie też o sobie ^_^
Od razu mi lepiej, jak mam świadomość, że odświeżyłam bloga, a co! :)
Piszcie proszę, co tam u Was, jak przygotowania do świąt.
U mnie na razie niepewnie, ale cóż, może wyjadę do babci, jak się uda.
Ja kończę z tym mitologicznym akcentem, mocno, z utęsknieniem Was ściskam… i cześć :* :* :*



23 marca 2017

Centaury część trzecia

Hej, Kochani!

Niniejszy czas był dla mnie wyczerpujący. Jednakże jestem szczęśliwa, że przede mną koniec pracowitego tygodnia i coraz to bliżej do wiosny i tych prawdziwie ciepłych dni….
Można by marzyć w nieskończoność o lecie, no ale – najpierw niech przyjdzie wiosna, niech misie i baśki się powybudzają ze snu. Mam cichą nadzieję, że tegoroczne lato w Konstantynowie spędzę na bogato. Mam do przeczytania aż cztery książki z biblioteki i nie wiem, czy się wyrobię. Właśnie mam za sobą autobiografię Chucka Norrisa.
No i jakby to wszystko podsumować…
Ogółem OK., tylko gdyby czasu nie zabierała mi gra ,,Mystery Match” na smartfonie, to by było super.
Tak, mam smartfona. Od dłuższego czasu.

Przez długi, naprawdę długi czas nie dawałam znaku życia na poważnie. Żyłam wtedy wyłącznie szkołą i zapomniałam o blogu.
Teraz zamierzam Wam to wynagrodzić.
Wciąż jeszcze nie wznowiłam Twórczości, ale chociaż mam o czym pisać tutaj.
Dzisiaj wstawię natomiast centaury.









 
Jak dotąd nie myślałam nad inną tematyką, chyba chwilowe wypalenie, cóż…
Tymczasem na Twórczości wciąż czeka post na Was.
Miłego wieczoru, zatem, ja już kończę :*







14 marca 2017

Asian Fantasy część szósta

Meiyo! (czyli ,,Cześć!” po japońsku)

Właśnie spędzam sobie miły wieczorek przed komputerem będąc sama w ekstazie myśli i odczuć, zastanawiając się, co by było gdyby – pod wpływem niewiadomej – nie napisała dziś posta.
Mega twórcze, co? ;)

Też tak myślę.

Wobec tego, chciałabym dać nieco znaku życia przywołując z odpadów szarych komórek ten nieco spontaniczny, aczkolwiek mega szalony post.
Szalony? Czemu?

Odpowiedź jest prosta jak rzecz, której wykonywanie weszło Wam w krew (bo przecież w życiu trzeba się nauczyć wszystkiego): zachciało mi się pisać.
Usunięcie starego konta spowodowało niemałe komplikacje związane z usunięciem wszystkich obrazków, jakie dotąd wstawiłam na blogi (bo posiadam dwa, oczywiste, nie?), ale obecnie staram się to uzupełniać. Na Twórczości już jest prawie wszystko, co było przed usunięciem konta, natomiast na Dziwny Świat nie przywrócę w żaden sposób około dwóch tysięcy obrazków, które wstawiłam przez ten cały czas od jego założenia.
Mission impossible…
OK, może teraz nieco dramatyzuję, ale cóż. Tylko Twórczość da się jako tako odratować, ale możecie śmiało komentować to, co tam wstawiałam. Co prawda nie pojawiło się nic nowego, ale może uda mi się coś wstawić. Jeszcze nigdy nie powiedziałam, że będę ten blog wieszać w działalności.
Pomimo tego, że przeżyłam szalony tydzień (epidemia przeziębień w mojej szkole i inne takie atrakcje), wstaję na nogi, od poniedziałku już chodzę normalnie do szkoły.
Jest w porządku, na luzie. Poniedziałki mam zawsze luźne, bo mam najmniej lekcji w tygodniu – tylko 6. Potem ta liczba waha się od 7 do 8, ale to już normalka. Nie to co głowieńskie liceum dla dorosłych – 10 godzin zajęć od południa do wieczora.

W trakcie choroby oglądałam różne filmiki na YouTube, głównie z kanału Planeta Faktów. Wynikało to z braku laku i chęci na cokolwiek innego.

Dzisiejszy post poświęcę zatem całkowicie tematyce azjatyckiej. Mogę zatem przypuszczać, że będzie ciekawie.
Zapraszam na przebudzenie mojej mocy…














Obecnie słucham muzyki fińskiej i chińskiej. Nie ma to jak luz…
OK., już wyczerpałam limit wrażeń, mam nadzieję, że następny post będzie… no cóż, fajniejszy :)

Żegnam się z Wami, Kochani, choć nie na zawsze :)
Do następnego, pandziątka! ^3^