Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wiersze mojego autorstwa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wiersze mojego autorstwa. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 18 lipca 2016

Zwierciadła, Lustra

Witajcie!

Zatem, jak postanowiłam, budzę się z tego koszmaru i oznajmiam, że żyję!
Palec zagoił mi się dzięki łasce uroczo śmierdzącej maści ichtilowej o barwie czarnobrunatnej. Zapewne wiadomo, że przez czas nieobecności nie włączałam laptopa w ogóle, bo mi się nie chciało. A teraz, gdy wreszcie mogę działać na Internecie tak, jak Natura chciała.

No cóż, postanowiłam kontynuować serię poezji na blogu.
Postanowiłam do tematyki dzisiejszego posta wpleść jakiś gustowny wiersz.
Dzisiejsze grafiki będą w tematyce magicznych zwierciadeł.
Możecie znać zwierciadło Ain Eingarp z Harry'ego Pottera, a także Zwierciadło Galadrieli z Władcy Pierścieni.












Wiersz ów napisałam rok temu i tak się składa, że o nim zapomniałam przez ten czas. Dopiero teraz mogę go w końcu pokazać światu.

ZWIERCIADŁO NAIWNEGO

Jeśli serce masz dobre – naucz innych kochać
Jeśli bystre masz oczy – naucz innych widzieć
Jeśli słuch masz lepszy od leśnego łowcy – naucz innych słyszeć

Naucz innych tego, czego inni nie pojmują.
Naucz ich, Panie, uwierzyć prawdzie
w zwierciadle jej nie znajdą.
Wierzą dzięki niemu, że mają urodę, wdzięk i mądrość,
lecz nie wiedzą, co naprawdę skrywa ich serce.

Ludzie dziś tak mało o sobie samym wiedzą,
a wierząc opinii innych, nie usłyszą
nie zobaczą
ani nie pokochają prawdy o sobie.

Lecz lustra tego nie da się skruszyć.
Ono żyje wewnątrz każdego,
a nazywa ono się: Naiwność.

Na koniec: Galadriela z Samem i Frodem:



Jak na razie będzie na tyle co do tego postu.
Następny mogę napisać oczywiście w wolną chwilę, kiedy nie będzie mi się chciało czytać ;)
Cieszę się też, że wena poetycka naprawdę mi wróciła ;)

Do następnego! Pozdrawiam!

piątek, 1 lipca 2016

Błazny część trzecia & spontaniczny wiersz (wena poetycka wróciła?...)

Witam, Kochani!

Minął już równy tydzień z hakiem, właściwie prawie dwa tygodnie, odkąd napisałam ostatniego posta.
W zasadzie nie wiedziałam, że przerwa między postami tak mi się przedłuży, więc po prostu odruchowo nie pisałam, bo nie mogłam. Nie to, żeby lenistwo, czy brak czasu, ale zdaje mi się że bardziej jest temu winny mój modem, który nagle zwolnił i nie miałam po prostu przez to pola manewru.
Już zdołałam przez ten stosunkowo krótki czas, jaki jestem w Konstantynowie, odwiedzić po raz drugi bibliotekę i coś niecoś ruszyć w zakresie twórczości własnej.

wróżka, uratowana przed utratą głowy ultramocnym klejem, została muzą mojej kreatywności ;)

U mnie panował upał, a teraz jest praktycznie względnie, ma się czym oddychać. Ale w dniach 20-24 czerwca było, jednym słowem: piekło na ziemi.

Było to tak nieznośne, że nie mogłam nawet skupić się na słuchaniu naprawdę lekkiej muzyki.
Ale do jednego wniosku przez to doszłam; upał upośledza zmysł wyczucia piękna muzycznego…


Zdjęcie cyknięte w głowieńskim lesie. Te kwiatuszki mnie urzekły… ;)

Mimo, iż mam chwilowo co czytać (wypożyczyłam dwie książki z biblioteki konstantynowskiej) niosę się z myślą, czy nie odświeżyć sobie Zamieci.
A oto ksiunszki, które wybrałam niedawno:

Autor: Pola Pane



Tytuł: Arisjański fiolet. Cisza (tom 1.)



Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza



Objętość lektury, liczba stron: 398



Obecny stan: przeczytana :) 

Długość czytania: 2 dni


Streszczenie fabuły (tekst mojego autorstwa)

Powieść opowiada o losach osiemnastoletniej Emily Walker, która w wyniku wielkiej katastrofy biologicznej mieszka od dziesięciu lat wraz ze swoją mamą w schronie. Mimo braku rozsądnego oświetlenia, bieżącej wody i wystarczających zapasów żywności starają się normalnie żyć. Przez to Emily jest zmuszona do izolacji od innych ludzi – z nich zna tylko mamę, losy jej ojca nie są bowiem znane.

Pewnego dnia jednak strudzonym kobietom udaje się wyjść na zewnątrz i są zmuszone poznawać świat na nowo – zwłaszcza Emily.

Pewnego dnia zostają jednak odnalezione przez grupę ludzi, z czego większość wyglądają inaczej niż Ziemianie – różni ich kolor skóry, która jest pomarańczowej barwy. Charakteryzują się też migdałowymi, fioletowymi oczami.

Emily poznaje w ten sposób Arisjan – przybyszy z planety Aris, którzy starają się wraz z Ziemianami odtworzyć faunę i florę ginącej Ziemi.

Kiedy Emily po raz pierwszy w swoim życiu idzie do szkoły, czuje się zagubiona. Nowe otoczenie, nowe przedmioty, nowe zasady, ale przede wszystkim inni ludzie – wszystko to ją mocno onieśmiela, mimo wszystko ma wsparcie w swojej rodzicielce.

Z początku ma problem z kontaktowaniem się z arisjańską częścią społeczności szkolnej – uważają oni Ziemian za ludzi dziwnych, ,,skomplikowanych”, a ich potrzeby rozwijania pasji, takich jak czytanie książek, czy słuchanie muzyki, uważają za zbędne. Koncentrują się jedynie na nauce, z czego uważają, że wszystko wiedzą najlepiej.

Emily szybko jednak zaprzyjaźnia się z rówieśnikami, zarówno ziemskimi, jak i arisjańskimi, chociaż nie każdy z nich jest dla niej życzliwy. Najbardziej zaprzyjaźnia się z Arisjanami – Kori i Korinem, którzy są rodzeństwem bliźniaczym.

Kori jest życzliwa i otwarta, natomiast jej brat, Korin jest skryty w sobie, czasem sprawia wrażenie aroganckiego. Nie rozumie pojęcia uczuć w rozumowaniu Ziemian, toteż gdy Emily się w nim zakochuje – z początku nie bierze tego na poważnie.


Z początku można by sądzić, że jest apokaliptyczna, ale tylko na początku. Potem mamy do czynienia ze światem w stylu Obcego w Obcym Kraju, czy też Zamiecią (ze względu na technologię), ale i również... 50 twarzy Greya. Moim zdaniem było w niej odrobinę za dużo seksu, i to seksu Ziemianki z Arisjaninem. Oprócz innej formy relacji między zakochaną bohaterką a ,,niedostępnym” humanoidalnym kosmitą nie dostrzegłam nic głębszego, bowiem Arisjanie nie umieją się zakochiwać tak, jak mieszkańcy Ziemi. Z początku miałam niemiłe wrażenie, że Korin wykorzystuje Emily seksualnie, lecz przecież dawał jej zaspokojenie, ale... nic poza tym. Z opowiadań Korina o ludności Arisa, Arisjanie dobierają się w pary genetycznie, lecz niewiele z tej kwestii zrozumiałam. Jak dla mnie, to był opis zawierania związków kazirodczych. Ale być może Ziemianie są aż tak skomplikowani, jak mówił o naszej cywilizacji Korin :)

Ogółem, książkę polecam jak najbardziej, jeśli lubicie klimat apokaliptyczny, zmieszany z obcymi cywilizacjami i relacjami Ziemian z Obcymi. Z tą różnicą, że Obcy, jakich my znamy są nam bardziej ludzcy niż zwykle...


Autor: W. I. Głunin, A.M. Grigoriew, K.W. Kukuszkin, W. N. Niforow



Tytuł: Najnowsza Historia Chin (1917-1976)



Wydawnictwo: Książka i Wiedza



Objętość lektury, liczba stron: 824



Obecny stan: czytana od 27 czerwca.

Do tej książki dość często odwoływał się Franciszek Barnaś w swojej Śmierci w Tokio.
Trochę mnie przeraża jej grubość, ale może dobrnę do 400 stron. A mam na nią tylko miesiąc...

Mimo iż są to pokaźne tomiszcze, stawiam sobie za cel, aby się z nimi zmierzyć. Następnym razem może upatrzę sobie jakąś serię fantasy, a wydaje mi się, że mam już jedną na oku :)


Obecnie zdałam sobie sprawę, że strasznie Was zaniedbałam. Strasznie mi wstydno z tego powodu. Prawda jest taka, że przez ten upał (rano) i duchotę (po południu) nie da się po prostu myśleć o blogowaniu.

A żeby tak nie wiało pesymizmem, zaświadczam, że całkiem niedługo zamierzam wstawić jakiś Tag w ramach wakacji. Może nie będzie taki czysto wakacyjny, jeśli chodzi o tematykę, ale postaram się zwalczyć niechęć, za którą winię pogodę ~.^

Oczywiście, nie zamierzam też rezygnować ze słuchania muzyki i ,,częstowania” Wami ją.
Póki co, preferuję jakąś lekką muzykę. Na przykład Kid Rocka.



Piosenka idealnie wpasująca się w klimaty lata. Lekko, rytmicznie i po amerykańsku ;)

A jeśli chodzi o galerię, naszykowałam Wam trzecią część błaznów – na poprawę humoru ;)










No i jak w tytule... jakimś cudem naszła mi ochota na poetowanie ;)
Wiersz powstał spontanicznie.
Wiem, że dawno nie było żadnego wiersza, ale kwestia tego zależała od mojej weny, która mocno poupadła na duchu ostatnimi czasy.
No ale, koniec płaczu ;_;
Najważniejsze, że jest ~.^

UŚMIECH BŁAZNA

Słowa

które do mnie mówisz

są mi zagadką.



Gesty twoich rąk jednak

są mi znajome.



Twój język jest słowami, których wymówić się nie da.

Jest tajemniczy,

Jak Ty.



Słysząc Twój głos,

mam wrażenie, jakbym stąd odpływał

do innego świata.



A wtedy Ty manipulujesz mną w najlepsze,

prezentując uśmiech błazna.

Jak widzicie, jest o dziwo tematyczny. Opowiada on o manipulacji ludźmi, która w dzisiejszych czasach jest rozszerzona możliwościami o zasoby Internetu.
Jednak w wierszu chodzi przede wszystkim o manipulację słowną, a jej ofiarą jest mężczyzna.
Słowo ,,manipulacja” mimo wszystko kojarzy się z pokrzywdzoną kobietą, chociaż w dzisiejszych czasach sytuacja może być zupełnie odwrotna.

Obecnie czerpię przyjemność ze zwiedzania miasta i jest jak najbardziej na plus.
Niezmiernie się cieszę, że wena mi wróciła, chociaż na tą chwilę.

Tajwańska muzyka dodaje mi wigoru na melancholię :)

Również gadżety Star Wars dają mi Moc ;)





No to się rozpisałam co niemiara, ale chyba jesteście do tego przywykli? ~.^
Jeśli mam być szczera, nie wiem, kiedy będzie kolejny post, ale mam nadzieję, że uda mi się dotrzymać słowa, aby wstawiać tutaj chociaż po trzy posty.

Trzymajcie się Kochani, i pijcie duuużo wody, czy to upał, czy nie upał ^__^
Buziaki ^3^

Suyin z dumą prezentuje się na regale, pilnując moich książek ~.^ Mała Xifeng natomiast, sprawia wrażenie zaciekawionej... czuje zapach ,,Ikony” ;D


wtorek, 12 stycznia 2016

Maskarada & wiersz ,,Bal Wenecki"

Hej!

Postanowiłam dać znak życia i ożywić nieco blog.
W sumie to nie orientuję się, czy magia karnawału nadal obowiązuje, ale cóż, reklamy mogą mówić różne rzeczy.
Zatem ta notka będzie poświęcona w pełni karnawałowi, a więc przed Państwem… Maskarada!













Ku okazji, chciałam dla Was opublikować tematyczny wiersz, ułożony jeszcze w tamtym roku, lecz który nie miał okazji się tu pojawić.

BAL WENECKI

Piękna mojego nie ujrzysz, byś nie widział, tego, co grzeszne 
Nie zobaczysz mych rumianych policzków, nie ujrzysz mojego uśmiechu
Wszystko co cenne, 
Chowam pod maską ptaka 
Bo ty też nie masz odwagi zdjąć swojej 
Abym się w tobie nie rozkochała

Popatrz wokół: 
Wszyscy kryją się z uczuciami, chowając swą twarz prawdziwą 
Wyrażają siebie jedynie strojem i ową ptasią maską. 
Uwierzysz uczuciom na nich wymalowanym? 
czy ufasz, że są szczęśliwi?
Czy wierzysz w ich dobroć patrząc na piękno urody, 
 czy piękno dobrych dusz? 
Skąd możesz wiedzieć, że są dobrzy?
Najmilszy, 
może nadejdzie twój czas zrozumienia, 
że maska nie pozwoli ci poznać prawdy, 
 co nie oznacza, że kłamie.
Ludzie nie stroją od fałszerstwa, 
maska chroni ich przed sprawiedliwością.


Wierszyk kojarzy mi się właśnie z tym obrazkiem.
Myślę, że to będzie na wszystko, co do postu.
Następny może będzie bardziej uroczysty, lecz, jak widać, nie zrezygnuję z fantastyki.
Śmiało piszcie, czy się Wam podoba. Spotkamy się w następnym poście!

Pozdrawiam ciepło :* ;*