Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Azja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Azja. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 14 marca 2017

Asian Fantasy część szósta

Meiyo! (czyli ,,Cześć!” po japońsku)

Właśnie spędzam sobie miły wieczorek przed komputerem będąc sama w ekstazie myśli i odczuć, zastanawiając się, co by było gdyby – pod wpływem niewiadomej – nie napisała dziś posta.
Mega twórcze, co? ;)

Też tak myślę.

Wobec tego, chciałabym dać nieco znaku życia przywołując z odpadów szarych komórek ten nieco spontaniczny, aczkolwiek mega szalony post.
Szalony? Czemu?

Odpowiedź jest prosta jak rzecz, której wykonywanie weszło Wam w krew (bo przecież w życiu trzeba się nauczyć wszystkiego): zachciało mi się pisać.
Usunięcie starego konta spowodowało niemałe komplikacje związane z usunięciem wszystkich obrazków, jakie dotąd wstawiłam na blogi (bo posiadam dwa, oczywiste, nie?), ale obecnie staram się to uzupełniać. Na Twórczości już jest prawie wszystko, co było przed usunięciem konta, natomiast na Dziwny Świat nie przywrócę w żaden sposób około dwóch tysięcy obrazków, które wstawiłam przez ten cały czas od jego założenia.
Mission impossible…
OK, może teraz nieco dramatyzuję, ale cóż. Tylko Twórczość da się jako tako odratować, ale możecie śmiało komentować to, co tam wstawiałam. Co prawda nie pojawiło się nic nowego, ale może uda mi się coś wstawić. Jeszcze nigdy nie powiedziałam, że będę ten blog wieszać w działalności.
Pomimo tego, że przeżyłam szalony tydzień (epidemia przeziębień w mojej szkole i inne takie atrakcje), wstaję na nogi, od poniedziałku już chodzę normalnie do szkoły.
Jest w porządku, na luzie. Poniedziałki mam zawsze luźne, bo mam najmniej lekcji w tygodniu – tylko 6. Potem ta liczba waha się od 7 do 8, ale to już normalka. Nie to co głowieńskie liceum dla dorosłych – 10 godzin zajęć od południa do wieczora.

W trakcie choroby oglądałam różne filmiki na YouTube, głównie z kanału Planeta Faktów. Wynikało to z braku laku i chęci na cokolwiek innego.

Dzisiejszy post poświęcę zatem całkowicie tematyce azjatyckiej. Mogę zatem przypuszczać, że będzie ciekawie.
Zapraszam na przebudzenie mojej mocy…














Obecnie słucham muzyki fińskiej i chińskiej. Nie ma to jak luz…
OK., już wyczerpałam limit wrażeń, mam nadzieję, że następny post będzie… no cóż, fajniejszy :)

Żegnam się z Wami, Kochani, choć nie na zawsze :)
Do następnego, pandziątka! ^3^







poniedziałek, 5 września 2016

World Of Graphic Arts {#17}: Jim Burns

Witam!

Jakże ciekawie ten wieczór się zaczął! Właśnie skończyłam oglądać ,,Wejście smoka” i powiem jedno: wiedziałam, że na takiej klasyce się nie zawiodę.
A tymczasem wznawiam serię grafik na blogu. Coś mi się przykrzyło za oglądaniem filmów – ostatni obejrzałam tuż przed wakacjami a potem… jakoś tak chęć mi umknęła.
Ale dzisiaj jestem zadowolona.
Tak więc, jak podkreślałam, wstawiam kolejną galerię grafik – kiedyś trza nadgonić…
Postanowiłam, że wstawię prace kogoś nowego – Jima Burnsa.
Niestety, nie dysponuję jego zdjęciem, jednak sądzę, że jego prace Wam się spodobają.
Zauważyłam, całkiem trafnie, że ich tematyka opiera się na szeroko pojętej fantastyce naukowej – co pasuje do Dziwnego Świata jak ulał.
Słucham akurat Wu Bai & China Blue – jakby nie było. Uwielbiam ten zespół, a szczególnie wokalistę, Wu Chun-lina ~.^

 Wiecie już, wokalista to ten czarnowłosy gostek na pierwszym planie.



Odkryłam parę ich piosenek, oczywiście ^.^
Jak będę miała więcej czasu, to Wam podlinkuję. Możecie się śmiać, możecie i płakać, ale jak się czymś zafascynuję, to nie jest fascynacja na jeden sezon... :)

Teraz musicie się zadowolić pręciutkim postem przed spaniem, nim objawi mi się przed oczyma machający nunczako Bruce Lee…











Myślę, że to będzie na tyle z dzisiejszego zapisu.
Wybaczcie, że takie masło z tego wyszło, no ale sami wiecie… Zmęczenie robi swoje. 
Ten post był długo oczekiwaną kontynuacją serii i ogólnie, odświeżeniem. Musi się przecież raz na jakiś czas pojawić coś nowego.
Postaram się coś tutaj wrzucić za kilka dni – jak zwykle, nie wiem dokładnie kiedy… - ale to nic.

Mam nadzieję, że wkrótce się odezwę na poważnie.
Do zobaczenia, Kochani! :)


piątek, 17 czerwca 2016

Smoki część szósta & kolejny azjatycko-muzyczny idol ^,^

Zhuwei hao, Kochani!

* Cześć po chińsku (mandaryńsku) jakby kto jeszcze nie wiedział ^.^

To drugi post tego dnia, lecz, wedle obietnicy, już z opracowaną galerią.
W poprzednim poście bowiem chciałam zaznaczyć, że mimo przerwy nie ,,umarłam” na blogu i nadal go będę prowadzić.
Nawet we wakacje.
Jeszcze nie wiem, jak mi się ułoży harmonogram wstawiania postów w te dni, ale to się jeszcze zobaczy.
Piszę tenże post na naprawdę kozackim luzie ^.^

Przez ten długi czas mojej nieobecności nazbierało się naprawdę sporo nowości.
I znowu wpadłam w sidła azjatyckiej muzyki – w efekcie czego odkryłam nowego artystę – znaczy się, nie takiego na serio nowego, w sensie że z mojego rocznika, czy może obracający się w klimatach obecnej muzyki popularnej.

Nic z tego!
Jest to rockowiec, do jasnej ciasnej!


I jest to nie byle kto.
Jest to Cui Jian (wym. cu-i cjan), określany przez wielu krytyków muzycznych za ,,ojca chińskiego rocka”. Urodził się w Pekinie, a nagrywa od 1984. Odkryłam jego postać na Wikipedii w dn. 2 czerwca b.r.
Pisałam Wam kiedyś, że z nowościami muzycznymi, po prostu nie nadążam, bo ciągle coś w Google'ach grzebię?


Muszę przyznać, że jego muzyka opiera się nie tylko na typowym alternatywnym rocku, ale też jest to miks innych gatunków, np. jazzu (gra na trąbce i gitarze), rapu oraz punku i chińskiej muzyki ludowej.


Mieliście rację, wkręciłam się w azjatycką muzykę.
Ale właśnie dzięki niej odczułam powiew świeżości, jakiej mi brakowało.
Bo ileż razy można słuchać angielskojęzycznych piosenek? Fakt, można się od nich oderwać dzięki kapelom z Finlandii, takim jak Kilpi, czy Hevinkelium, ale to nie wystarcza. Nie w moim przypadku ^,^


Trzeba poszerzać horyzonty. Dzięki temu ma się bogate gusta muzyczne i o to właśnie chodzi – o rozwój samego siebie, dla samego siebie. Spełnianie marzeń! ^.^

Wstawię Wam zatem tą galerię, a potem sporządzę playlistę z Cui Jianem w roli głównej.
Gotowi?

















I oto przed Państwem, Cui Jian w pełnej krasie!
Na YouTube piosenki są zatytułowane po angielsku.



Niniejsza piosenka ma pewien wydźwięk historyczny. Jest to największy przebój Cui z 1986 roku. To od tej piosenki wszystko się zaczęło... 
I pomyśleć, że ja, Europejka, zakocham się w kolejnym (już czwartym) azjatyckim muzyku tuż obok Jackie'ego, Emila Chau i Wu Bai'a. Ta piosenka jest czymś pięknym...




Ta piosenka ma w sobie coś… tajemniczego?
Zapewne tak. 
Kojarzy mi się ona z świątynią, nad którą czuwa Long, czyli Smok, tak znany w chińskim folklorze.



CUI JIAN – XIN CHANGZHENG (ROCK & ROLL ON THE NEW LONG MARCH)

Utwór bardziej na luzie, do tańca. Słychać tutaj wyraźnie radosną, prawdziwie jazzową trąbkę.





Wiecie doskonale, że fascynuję się Azją, a Chinami w szczególności, toteż od odsłuchania mojego pierwszego jego utworu – czyli Yiwu suoyou, wiedziałam, że będę uwielbiać jego postać!

Swoją przygodę z jego muzyką rozpoczęłam od albumu Rock & Roll On The New Long March. 
Bardzo mnie zaintrygowało, że okładka tej płyty jest bardzo podobna do okładki książki Roberta Gravesa – Ja, Klauduisz.




Mam nadzieję, że zmieniliście na lepszą swoją dotychczasową opinię o azjatyckiej muzyce rozrywkowej. Pamiętajcie, jednak: w rocku nie ma miejsca na piskliwy głos lolity ~.^
 

Mam nadzieję, że post i urozmaicenie Wam się podobał, toteż zapraszam do dzielenia się opinią!

Pozdrawiam cieplutko!

czwartek, 19 maja 2016

Czarodziejskie (Magiczne) Wilki część piąta & Wu Bai ^.^

Cześć!

Tak jak można się było tego spodziewać (albo i nie…) wracam na trochę do tematyki fantasy na blogu. Jak pewnie słusznie zauważyliście, lubię pisać o fantasy, a jeszcze bardziej, szukać obrazków do posta.
Naszła mnie ochota, aby wzbogacić nieco blog, dodać trochę nowości.
Jak na razie, zasłuchuję się bez reszty w chińskiej muzyce, która wcale nie jest taka najgorsza…
Nie rozumiem tej całej nagonki na Chiny…
Ja rozumiem, że wszelkie produkty z Chin są sztuczne, szkodliwe i tak dalej, ale czy taki przeciętny Europejczyk ma prawo krytykować ten kraj, skoro nie zna w nim sytuacji gospodarczej?
Szczerze powiedziawszy, my, w Polce, w porównaniu z Chinami nie mamy najgorzej. Ale niestety mamy taką wrodzoną potrzebę narzekania. 
Za to w Chinach z pewnością rzadziej ludzie popadają w nałogi, ogólnie w Azji. 

  Jackie Chan – kadr z 2 części ,,Zbroi Boga” - wyłapałam z netu, więc oglądanie ciągle przede mną.


Kilku azjatyckich chłopaków:



Niektórzy młodzi azjatyccy chłopcy mają delikatną, prawie dziewczęcą urodę… mi to nie przeszkadza xD

Dorastałam w szacunku do innych narodów i ras ludzkich. Uważam, że jeden Azjata nie prezentuje całej populacji swojej rasy, bo tak w zasadzie nie jest.

Tak jakoś dziwnie przemyślowo zaczęłam tego posta, ale warto się zastanowić, czy nie oceniamy Chińczyków, jako Europejczycy zbyt surowo.

Aktualnie czytam ,,Śmierć w Tokio” autorstwa Franciszka Barnasia, gdzie autor opisuje trudną sytuację kraju samurajów – Japonii – w latach wojny.
Chłonę ją powoli, ale naprawdę wciąga.
 
Jako temat dzisiejszego posta planowałam sobie kontynuację obrazków z wilkami – może na razie wstawię same wilki.
Obecnie to już część piąta tej tematyki.
Mam nadzieję, że Wam się spodoba.












Na koniec oczywiście, ten najfajniejszy *.*

Wiedziałam, po prostu wiedziałam, że nie nadążę z tą informacją, ale… w zeszłą sobotę miałam przyjemność poznać nowego muzyka tajwańskiego (co ja mam ostatnio z tym Tajwanem?? -.-). 

W muzyce posługuje się pseudonimem Wu Bai. 





Jego prawdziwe nazwisko to Wu Chun-lin. Naprawdę spoko gość ^.^
Wykonuje gatunki: blues rock, rock i hard rock. Muszę przyznać, że jest naprawdę dobry. 
Zachwycił mnie od pierwszego śpiewanego wersu… lubię taki typ wokalny, idealny do melodyjnego rocka.


Posłuchajcie i oceńcie sami:



W nawiasie – tytuł piosenki po chińsku (mandaryńsku)
 
To od tej piosenki zaiskrzyło *.* W tej piosence ma głos podobny do Jyrkiego Linnankivi (grupa: The 69 Eyes :)) 



Bardzo gustowny przykład tajwańskiego blues rocka. Polecam!



Tutaj też wyraźnie kieruje się nieco metalową przyśpiewką, podobnie jak w Ni Shi De Huaduo, z tą różnicą, że brzmienie bardziej rockowe. 
A więc i ponadczasowe. 
Uważam za rock i metal za gatunki wielce ponadczasowe.
 I to jest w nich tak piękne... kto dorastał na tych klimatach, ten wie ^.^


Na razie podlinkuję te trzy utwory – uwierzcie mi, naprawdę ciężko je znaleźć pisząc tylko definicję za pomocą alfabetu łacińskiego.
Ale naprawdę polecam tego wykonawcę ^.^

Na praktykach było w miarę znośnie :P
Cały dzień spędziłam na karczmie i pomagałam szykować obiekt dla szkoleniowców. Nie poszło najgorzej.
Dzisiaj planuję sobie jeszcze trochę poczytać do poduchy :P
A jak tam u Was? ^.^