Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Najdłuższe notki w Dziwnym Świecie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Najdłuższe notki w Dziwnym Świecie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

{Tagi w Dziwnym Świecie #1}: Chinese Zodiac TAG (Oryginalna Wersja)

Cześć!

Z początku nie wiedziałam, czy ten post przyporządkować do Spraw osobistych czy do Świata Uczuć i Myśli ponieważ wpis owy nie zalicza się ani do spraw blogowych, ani do przemyśleń.
Jedynym rozwiązaniem okazało się ,,wpakować go” do osobnego działu.
Jak widać po tytule, jest to Tag.

To mój pierwszy w karierze blogowej, a powstał nie za sprawą nominacji, a fali pomysłodawczej weny, która ostatnimi czasy bardzo mi sprzyja ^.^. 
Wielu blogerów, których obserwuję, organizują swoje Tagi, i przyznać muszę, że zadziwia mnie ich pomysłowość. Postanowiłam też wykonać swój własny, aby dać upust mojej bujnej wyobraźni ;)
Co mnie zmotywowało?

Ano horoskop chiński ^.^



 
Często mi piszecie, że mój blog jest oryginalny, a ja po prostu staram się, aby był ciekawy, ale – po przemyśleniu – racja, trzeba się wyróżniać z szarego tłumu.
O co chodzi zatem w tym Tagu, i do czego się odnosi?
Przede wszystkim do chińskich znaków zodiaku, lecz głównym tematem pytań są cechy charakteru, jakie można spotkać najczęściej u osób spod danego znaku.
Nie wybierałam oczywiście tylko tych pozytywnych cech, parę negatywów też się znajdzie (jak na złość >.<)
Pytania są sortowane od pierwszego zwierzęcia, czyli Szczura, do ostatniego (Świni). Pytań jest tyle, ile zwierząt (znaków) w horoskopie, czyli dwanaście.

Pod koniec Tagu mogę nominować dowolną osobę – każdy może przejąć pytania i odpowiedzieć na nie po swojemu.
Z chęcią poznam Wasze opinie na ten temat, a to jest niezwykle ważne, gdyż chcę, aby blog ten stawał się ,,bogatszy” i ciekawszy ^,^

Zapraszam serdecznie… komuś podać herbaty? ;D






















[Szczur] Czy lubisz coś raz na jakiś czas zmieniać, dokonywać zmian na każdym kroku, czy pozostawić wszystko ,,po staremu”?
{1} Jak wiadomo, zmiany są potrzebne, raz na jakiś czas ^.^ W życiu trzeba kierować się przede wszystkim rozsądkiem i wyobraźnią. To oczywiste, że nikt też nie lubi, jak wszystko jest szare i monotonne, i wtedy szuka się jakiejś odmiany – bo po prostu nie da rady, aby wszystko było takie samo.
  
[Bawół] Czy potrafisz konsekwentnie doprowadzić wszystko wedle Twoich planów do celu, czy może podchodzisz do tego sceptycznie?

{2} Zależy, czy w ów planie nie leży jakiś ,,haczyk”. Jak na Szczura, jestem dosyć podejrzliwa, i nie lubię, jak ktoś coś przede mną ukrywa.




























[Tygrys] Czy uważasz, że Twoje marzenia spełniają się za wolno?


{3} Cierpliwość – to cecha, którą chciałabym posiąść za wszelką cenę!

Jednak sama mam zwyczaj wszystko robić bez pośpiechu.

Moja niecierpliwość zapewne wynika z tego, że nigdy nie mogłam dokonać czegoś na czas, lub czegoś osiągnąć.





































[Królik] Czy potrafisz uroić łzę na filmie, lub przy książce?

{4} Oczywiście, jestem takim wrażliwcem, że ryczę przy wszystkim, co jest naszpikowane mnóstwem emocji – przy filmie, książce czy nawet piosence!
Cenię wszystkich artystów, którzy potrafią pokazać ludzkie emocje, co czyni ich dzieła bardziej naturalnymi – w końcu ludzie tworzą dla ludzi ^.^


































[Smok] Czy Twoim zdaniem siła wewnętrzna jest ważna? Jeśli tak, to dlaczego?


{5} Myślę, że to, czy potrafisz przy pierwszej porażce poddać się i wszystko rzucić, czy może zacisnąć zęby, nie przejąć się niepowodzeniem, i spróbować czegoś nowego, świadczy o tym, czy potrafisz podjąć się właściwej decyzji.

Wiadomo, że nie wszystko w życiu wychodzi idealnie i nie zawsze marzenia się spełniają, ale trzeba nauczyć się godzić z decyzjami losu.
Jednakże masz mimo wszystko ogromny wpływ na własne życie – od ciebie zależy, jakie ono będzie.













 





















[Wąż] Czy podejmując decyzję, po czasie stwierdzasz, że była ona niepotrzebna?


{6} Czasami tak miewam, ale zazwyczaj wynika to z tego, że nie spodziewałam się jej następstwa.
 



























[Koń] Czy względnie czujesz się dobrze w zorganizowanym miejscu, czy jesteś typem bujającym w obłokach?


{7} Zdecydowanie bujam w obłokach, chociaż sama wszystko muszę mieć ,,na miejscu” i ,,pod ręką”.



































[Koza] Czy będąc w relacji z drugim człowiekiem, starasz się być prawdomównym?


{8} Staram się mówić prawdę, chociaż wiadomo, że kłamstwo czasami jest dla człowieka wygodniejsze. Nikt tak naprawdę nie jest do końca prawdomówny, nawet osoba spod znaku Kozy, która zazwyczaj jest szczera.
 

































[Małpa] Czy uważasz, że zazdrość jest ,,chorobą człowieka” czy może jest czasami przydatna?

{9} Zazdrość jest drugą stroną medalu miłości. To, że kobieta jest zazdrosna o mężczyznę, oznacza, że mu na nim zależy, szczególnie wtedy, gdy to on ma zwyczaj skakać z kwiatka na kwiatek. Tak samo jest z zazdrością (w umiarkowanym stopniu, rzecz jasna) ze strony mężczyzny.

Jednak u Małpy zazdrość jest najczęściej wadą.

Pomijając jednak ten fakt, mogę stwierdzić, że zazdrość jest czasami ważniejsza od samej miłości psychicznej i emocjonalnej.





[Kogut] Czy jesteś w stanie podzielić się czymkolwiek z osobą, której nie darzysz specjalną sympatią?


{10} W tym pytaniu chodzi o jedną z gorszych cech ludzkich, czyli egoizm, myślenie o sobie (a także postawę typu ,,Nie pomogę jej (danej osobie), bo mnie oszukała").

Wiadomo, że niesienie pomocy drugiej osobie jest odebrane jako dobry uczynek, bo tak nakazał Bóg.

Jednak, czy pomogłabym osobie, która mnie oszukała?
Jeśli nie zrobiła nic rażącego, coś, co da się wybaczyć, pomogłabym nawet za dwoje, gdybym wiedziała, że znajduje się w trudnej sytuacji.


























[Pies] Na czym – Twoim zdaniem – powinien budować się związek – na miłości, czy zaufaniu?


{11} Uważam, że mimo iż uczucie jest ważnym elementem związku, w starciu z zaufaniem nic tutaj nie wskóra.

To zaufanie decyduje o tym, czy związek będzie trwały, czy rozpadnie się po kilku miesiącach.
Jeśli jesteś pewna, że Twój partner jest Ci wierny, to możesz być spokojna o to, że nie będziesz musiała go kontrolować...












 



















[Świnia] Jaka cecha – Twoim zdaniem – najbardziej niszczy związki – naiwność, czy zazdrość?


{12} Obie cechy działają niszcząco na związki.

Naiwność jest zazwyczaj wykorzystywana przez partnera przeciwko Tobie i albo będziesz nadal oślepiona miłością, albo w końcu nieoczekiwany zwrot zdarzeń otworzy Ci oczy.
Co zaś tyczy się zazdrości (która jest wadą również osób spod znaku Świni) omówiłam większość za i przeciw przy pytaniu pod zodiakiem Małpy.














No cóż, wyszedł mi taki bardziej poważny tag, traktujący o miłości partnerskiej, ale sądzę, że jacyś doświadczeni w tej kwestii mogą się wypowiedzieć.
A i jeszcze raz przypominam informację odnośnie nominacji: pytania (jeśli się podobają) może przejąć każdy ^.^
Niech ten, który przyjmuje pytania, napisał mi w komentarzu adres swojego bloga, z chęcią dowiem się, o co tym sądzicie, bo jak to na blogach – dzielimy się spostrzeżeniami ;D
Każdy widzi świat inaczej, każdy na swój wyjątkowy sposób i tak zatem być powinno, bo co by była za nuda, gdyby cała ludzkość na świecie (ponad siedem miliardów) była taka sama; świat z pewnością by się nie rozwinął tak bardzo jak dziś.

Zapraszam serdecznie do otwartej dyskusji i ,,wolnej elekcji” nominowania ;D





Pozdrawiam wszystkie zwierzaki z Waszego grona! ;* ;* ;* 




sobota, 4 lipca 2015

Sfinksy & Legenda o Edypie

Hej…

Nie przeczuwałam, że będzie mi się chciało jeszcze coś napisać po tak niewielkiej przerwie, ale może to i dobrze.
Widać, że w te wakacje wzięłam sobie za cel porządnie ,,posprzątać” ten blog z niepotrzebnych rzeczy… Nie, nie, nie usuwałam postów ;P
Po prostu zrobiłam to i owo przy pewnej kategorii, którą widzicie po tej samej stronie, gdzie są informacje o mnie (wiem, że nie wyrażam się prawa-lewa, ale i tak wiadomo, o co chodzi).
Jak widać, brniemy odważnie w Egipt, bo lipiec zapowiada się gorący (szczególnie w województwie łódzkim, który zamieszkuję).
Tym razem postanowiłam dla Was dać coś z pogranicza mitologii egipskiej, a mianowicie… sfinksy.
Wiem, każdy kojarzy to stworzenie (bo zwierzęciem go nazwać nie można) z zagadką, którą rozwiązał młody Edyp.
Przerabiałam lekturę Króla Edypa w liceum, to wiem o nim co nieco, ale znając życie, i tak aby sobie przypomnieć, muszę się wspomagać Internetem, bo nie mam tej książki.
Na szczęście zagadka Sfinksa zawarta jest w Mitologii Jana Parandowskiego.
Zacytuję zatem:

Co to za zwierzę, obdarzone głosem, które z rana chodzi na czworakach, w południe na dwóch nogach, a wieczorem na trzech?

Zaś nasz bohater tak odpowiedział:

Człowiek chodzi rano, to jest w dzieciństwie, na czworakach; gdy urośnie, staje się zwierzęciem dwunożnym; a w starości, która jest życia wieczorem, podpiera się laską, jakby mu trzecia noga przybyła.

Rozwiązanie dał Edypowi wróżebny sen, a sens zagadki był taki, iż Sfinks pytał o stworzenie ludzkie, czyli o człowieka. Usłyszawszy prawidłową odpowiedź Edypa, popełnił samobójstwo rzucając się w przepaść.
Tak oto Edyp uwolnił Teby od potwora.


Widać, że powieść Sofoklesa dużo wniosła do zbioru mitów greckich, do jakiego doszłam wniosku po omówieniu lektury (poświęciliśmy na to aż trzy soboty).

Nie przedłużając więcej, przedstawiam Wam sfinksy, które wydobyłam z angielskiego Internetu oraz Runetu:











Ten jest taki nietypowy... centaurosfinks?

I jak wrażenia?
Podobają się?
Jeśli chcecie podzielić się swoimi spostrzeżeniami, zapraszam do dyskusji w komentarzach. Jestem bardzo ciekawa, co o tym sądzicie.
Jak już dawno zauważyliście, uwielbiam mitologię grecką (rzymską już trochę mniej). Pasjonują mnie stare wierzenia ludzkie, i o ile się nie mylę, w przyszłości może być tak, że będziemy wierzyli w istoty, które dzisiaj zwiemy kosmitami… takie są moje spostrzeżenia i zaobserwowania.

I jeszcze jedno: znalazłam u siebie tematyczne opowiadanie, a właściwie wiersz prozą ze zbioru Opowiadań Iwana Turgieniewa.
Myślę, że tematyczny.

IWAN TURGIENIEW

SFINKS
Żółtawoszary, wierzchu sypiący się, spodem twardy, skrzypiący piasek… piasek bezkresny, jak okiem sięgnąć!
A nad tą piaszczystą pustynią, nad tym morzem martwego prochu wznosi się olbrzymia głowa egipskiego sfinksa.
Co chcą powiedzieć te wielkie, wydęte wargi, te nieruchome, szerokie, skrzydlate nozdrza, te oczy podłużne, wpółsenne, współczuwające oczy pod podwójnym łukiem wysokich brwi?
A przecież chcą coś powiedzieć! I nawet mówią – ale jeden tylko Edyp potrafi rozwiązać zagadkę i zrozumieć ich milczącą mowę.
Ach! Poznaję przecież te rysy… nie ma w nich już nic egipskiego. Blade, niskie czoło, wystające kości policzkowe, prosty i krótki nos, kształtne usta, białe zęby, miękki wąs i kędzierzawa bródka – i te szeroko rozstawione, małe oczy… a na głowie czupryna, rozczesana na przedział… Tak to ty, Karpie, Siemonie, jarosławski, riazański chłopku, mój rodaku, kość z kości rosyjskiej! Czy dawno stałeś się sfinksem?
A może też chciałbyś coś powiedzieć? Tak, ty też jesteś sfinksem. I twoje oczy – bezbarwne, ale głębokie oczy, mówią także… I tak samo ich język jest milczący i zagadkowy.
Ale gdzie jest twój Edyp?
Niestety! Nie dość włożyć czapkę Monomacha, by stać się twoim Edypem, o Sfinksie wszechrosyjski!

Sam wiersz pochodzi z kolekcji wierszy Turgieniewa, pisane prozą.
Myślę, że ta notka znowu wyszła długa, ale nic...

Jak na razie wszystko robię swoim własnym rytmem.
Co do zamówienia z Harrym Potterem, jak na razie potężnie się zawiodłam, ale nic, będę szukać dalej...

Co do Indian, o które prosiła mnie Little Rose, jest o nich wzmianka w notce o Amerykanizacji.

Do następnej notki, trzymajcie się ;*


wtorek, 30 czerwca 2015

Piraci & urozmaicenie tematyczne

Witam was, kamraci!

A więc wakacje już zagościły w mej duszy, a więc, sądzę, że już pora najwyższa wstawić notkę, za którą tak tęskniliście. 
Postanowiłam nie czekać z tym postem do jutra. Napisałam go próbnie wczoraj, skorektorowałam dzisiaj rano.

Poprzednie posty były dość liche, bo pisałam je na szybko, nie miałam konkretnego pomysłu.
Wakacje już zagościły w mej duszy, a więc, sądzę, że już pora najwyższa wstawić notkę, za którą tak tęskniliście.
Wedle obietnicy, zebrałam potrzebne, a wręcz – jak się okazało – niezbędne cytaty z powieści Roberta Stevensona.
Nie ukrywam, że kocham tą książkę, i każdemu miłośnikowi przygód bez skazy polecę.

No więc… tego…

Mieli być piraci i piratki, taka swobodna mieszanka, ponieważ trudno mi było ich podzielić na płcie.
Jednak ze względu na dość bogatą liczbę cytatów (nie wszystkich zresztą, ale po cóż spisywać całą powieść na posta?), postanowiłam je wyróżnić czcionką i kolorem, aby się tak nie ,,zlewało” podczas czytania. Mam nadzieję, że odbiór będzie dobry, bo podejrzewam, iż ta notka będzie trochę długawa… ważne, żeby było ciekawie ;P
Chyba napiszecie parę słów o wrażeniach pod postem?

Będę bardzo wdzięczna, ponieważ od Was zależy, czy takie notki będą.

Możemy zaczynać:


Był to mężczyzna rosły, muskularny, ciężki, o orzechowobrunatnej twarzy. Na barki, przywdziane w brudny, niegdyś błękitny kubrak, spadał mu harcap jakby w dziegciu unurzany. Ręce chropowate i popękane kończyły się czarnymi i połamanymi paznokciami, w poprzek policzka blado przeświecała brudnosina kresa – znak od szabli.


Piętnastu chłopów na Umrzyka Skrzyni -

Jo-ho-ho! I butelka rumu!

Głos miał przeraźliwy, choć trzęsący się od starości, rzekłbyś, że go strojono i stargano na kołowrocie kotwicy.
Po chwili zapukał do drzwi jakimś podobnym do lewara kawałkiem kija, którym się podpierał, a kiedy się ukazał mój ojciec, przybysz szorstkim głosem zażądał szklanki rumu.


Pierwotnie przypuszczałem, że owa ,,Skrzynia Umrzyka” nie oznacza nic innego, jak ową wielką skrzynię we frontowym pokoju, i myśl ta często kojarzyła mi się w snach z upiorem żeglarza o jednej nodze. Lecz w tym czasie jużeśmy dawno przestali przywiązywać większą wagę do słów tej pieśni.

 
W życiu nigdy nie widziałem okropniejszej poczwary.
Zatrzymał się na chwilę przed gospodą i podnosząc głos, tonem jakiejś dziwacznej kantyczki, rzucił w przestrzeń te słowa:
- Może jakaś litościwa osoba powie biednemu ciemnemu człowiekowi, który poskradał drogocenny dar wzroku w zaszczytnej obronie swej ojczyzny Anglii i miłościwie tam panującego króla Jerzego, gdzie i w jakiej okolicy tego kraju znajduję się w tej chwili?
- Jesteś, dobry człowieku, koło gospody ,,Pod Admirałem Benbow”, nad zatoką Black Hill – przemówiłem.
- Słyszę głos – rzekł ów – głos młodzieńczy, ale człowieka nie widzę. Mój miły, młody człowieku, czy nie podasz mi ręki i nie zaprowadzisz mnie do wnętrza gospody?
Ledwie wyciągnąłem dłoń, a ta straszna, słodko mówiąca i oczu pozbawiona stwora ścisnęła mi ją nagle jak w kleszczach.
 
Biedny kapitan podniósł oczy; w jednej chwili rum wyszumiał mu z głowy, a wzrok stał się trzeźwy i przytomny. Na twarzy jego uwydatniała się nie tyle trwoga, ile jakaś śmiertelna niemoc. Poruszał się, chcąc powstać, lecz zdaje się, że zabrakło mu sił.
- No, Billu, siedź, nie ruszaj się z miejsca! - mówił żebrak. - Wprawdzie jestem pozbawiony wzroku, lecz słyszę nawet skinienie palca. Interes jest interesem. Wyciągnij lewą rękę, a ty, chłopcze, uchwyć jego lewą rękę w przegubie i przybliż do mojej prawicy.


 Nazwisko kapitana Flinta, dla mnie obce, było niektórym aż nazbyt dobrze znane i wywoływało nieopisany przestrach. Paru ludzi, którzy pracowali w polu opodal ,,Admirała Benbow”, wspominało ponadto, że na gościńcu widzieli kilku nieznajomych drabów, a biorąc ich za przemytników zaryglowali dobrze drzwi; ktoś tam nawet widział mały lugier w tak zwanej przez nas ,,Pieczarze Kitta”.

- Słuchaj, Pew! Tu już był ktoś przed nami! Ktoś przetrząsnął cały kufer i przewrócił w nim wszystko do góry nogami.
- A czy to się tam znajduje? - ryknął Pew.
- Pieniądze są.
Ślepiec zaklął odsyłając pieniądze do wszystkich diabłów.
- Mówię o piśmie Flinta! - krzyknął.
- W żaden sposób nie możemy go odszukać – odpowiedział tamten.


Choć całe życie dotychczas spędziłem na morzem, to jednak miałem wrażenie, że nigdy nie znajdowałem się tak blisko morza jak wówczas. Woń smoły i soli była dla mnie jakby nowością. Widziałem tu najosobliwsze istoty ludzkie, przybywające z najodleglejszych krain za oceanem. Widziałem również wielu starych marynarzy z kolczykami w uszach, z bokobrodami trefionymi w kędziory i zasmolonymi harcapami, idących butnie niezgrabnym krokiem ludzi morza; nie mógłbym się więcej zachwycać, gdybym widział tłum królów czy arcybiskupów.
 
Gdy tak się wahałem, z bokówki wyszedł człowiek, w którym na pierwszy rzut oka poznałem Długiego Johna.
Miał lewą nogę uciętą pod samym biodrem, a pod lewą pachą trzymał szczudło, z którym posługiwał się z nadzwyczajną zręcznością, skacząc na nim jak ptaszek. Był niezmiernie wysoki i tęgi, twarz miał wielką jak szynka, wprawdzie brzydką i bladą, lecz rozsądną i uśmiechniętą.


- Bądź gotów, do dzieła! - skrzeczała papuga. 
- Ach, co to za ładna bestia! - powiedział kucharz, podając jej kawałek cukru wyciągnięty z kieszeni, a ptak dziobał pręty i klął na całe gardło, potwierdzając opinię, że jest zawadiaką.


- Na cóż to! Zdaje mi się, że wszyscy znamy się na żeglarstwie – rzekł młody Dick.
- Wszyscyśmy psa warci, wiedz o tym – burknął Silver. - Umiemy wprawdzie sterować, ale kto tu umie rozkazywać? Wszyscy byście partaczyli, moi panowie, od pierwszego do ostatniego. Jeżeli mi się uda, zmuszę kapitana Smolleta, żeby nas przynajmniej naprowadził na właściwą drogę z powrotem; wtedy nie będziemy narażeni na znalezienie się pewnego pięknego poranka pod wodą. (...)


Ale oto byliśmy pozbawieni szturmana; wynikła stąd konieczność mianowania kogoś na jego miejsce. Bosman Job Anderson był najodpowiedniejszym do tego człowiekiem, więc choć zachował dawny tytuł, przypadło mu spełniać poniekąd obowiązki szturmana. Pan Trelawney bywał już dawniej na morzu, a jego doświadczenie bardzo się okazało przydatne, gdyż często sam pełnił służbę podczas sprzyjającej pogody.


- Nie, to nie ja! - mówił Silver. - Kapitanem naszym był Flint; ja z tą drewnianą nogą byłem jedynie kwatermistrzem. W tej samej bitwie, w której ja poskradałem nogę, stary Pew utracił wzrok. Nie lada majstrem był ten łapiduch, który odciął mi moje gnacisko; skończył uniwersytet i jeszcze tam coś, nałykał się łaciny. Ale powiesili go jak psa i uwędzili na słońcu, jak i innych, w Corso Castle.


- Mam tu mapę – rzekł kapitan Smollet. - Zobacz, czy to jest owo miejsce.
Johnowi oczy zapałały, gdy wziął do rąk mapę, wiedziałem jednak, że pierwsze spojrzenie na nią musi mu przynieść rozczarowanie. Nie była to ta mapa, którąśmy znaleźli w kufrze Billa Bonesa, lecz jej wierna podobizna, najdokładniejsza we wszystkich szczegółach: nazwach, pomiarach wysokości w głębin. Brakowało jedynie czerwonych krzyżyków i objaśniających przypisów. Pomimo że przykrość Silvera musiała być wielka, miał on jednak na tyle przytomności umysłu, że zdołał ją zamaskować.


Zatrzymałem się powtórnie na ten widok.
- Kto ty jesteś? - zapytałem.
- Ben Gunn – odpowiedział, a głos jego brzmiał chrapliwie i zacinał się jak klucz w zardzewiałym zamku. - Jestem nieszczęśliwy Ben Gunn i już od trzech lat nie rozmawiałem z żadną chrześcijańską duszą.
Mogłem teraz przekonać się, że był to biały człowiek jak ja, a nawet rysy miał dość przystojne. Skóra, tam gdzie przeglądała, była spalona od słońca, nawet wargi miał niemal czarne, a jego jasne oczy wprost niesamowicie przebijały od tej ciemnej twarzy. Nigdy w życiu nie widziałem ani sobie nie wyobrażałem podobnego obdartusa. Był odziany w strzęp starego płótna żaglowego i zetlałego ubrania żeglarskiego, a ta niezwykła łatanina trzymała się razem jedynie dzięki kombinacji najróżnorodniejszych i niezharmonizowanych ze sobą wiązadeł, mosiężnych guzików, małych patyczków i pętli zasmolonego powroza. Na lędźwiach miał stary pas skórzany z mosiężną sprzączką, który był jedyną całą rzeczą w jego odzieniu.


  Po dość znacznej przerwie zagrzmiał znów wystrzał armatni wraz z grzechotaniem rusznic i samopałów.
Znów nastąpiła pauza, a niedługo, niespełna o ćwierć mili przed sobą, ujrzałem narodową banderę Wielkiej Brytanii, powiewającą w powietrzu nad lasem.


No, i to się nazywa porządny, ogarnięty post, ma się rozumieć ;P.
Jak już zauważyliście czytając go, umieściłam tu też Jacka Sparrowa i Czarną Perłę... wiecie chyba, dlaczego...?
Jestem z niego jak najbardziej zadowolona, chyba dlatego, że napisałam go wcześniej.
Piszcie śmiało, co sądzicie na temat cytatów i całego ogółu postu, z chęcią poznam Wasze opinie. Sądzę, że to najodpowiedniejszy post na początek wakacji, bo w końcu powiew przygody i te sprawy ;P
A niebawem biorę się za film, sądząc jednak z bardzo obiecującej obsady (wersja z 1990 roku, czyli właściwa ekranizacja powieści, albowiem istnieje kilka innych filmów o tym tytule, a jednak fabuła jest zupełnie inna i opowiada o Wyspie z perspektywy zupełnie innych bohaterów).
Najbardziej jednak zainteresowały mnie postacie negatywne – szczerze powiedziawszy, postacie takowe są często ciekawsze od pozytywnych.
Najbardziej podczas czytania książki (jestem w rozdziale czternastym ;P) przypasował mi Pew, który stanowczo krótko występuje w książce, jak i w filmie, ale za to oddaje moje ulubione cechy takich postaci w wyobraźni czy to pisarza, czy reżysera – chodzi o ich tajemniczość, a ja lubię postaci, w których tkwi jakiś sekret. Jak zapewne już wspominałam nie lubię postaci monotonnych i przewidywalnych – chyba przyznacie, że w niektórych bajkach czy filmach warto obdarzyć sympatią wroga głównego bohatera, chociaż w świecie realnym jest to niemożliwe ;P

Myślę, że będzie na tyle z tej gadaniny.
Jak już podkreślałam, nie płaczcie, jak nie będzie mnie za długo


Do następnej notki i pełnych przygód wakacji (chociaż jeszcze w lipcu się odezwę).
Szerokich wiatrów, hehe ;D