piątek, 1 lipca 2016

Błazny część trzecia & spontaniczny wiersz (wena poetycka wróciła?...)

Witam, Kochani!

Minął już równy tydzień z hakiem, właściwie prawie dwa tygodnie, odkąd napisałam ostatniego posta.
W zasadzie nie wiedziałam, że przerwa między postami tak mi się przedłuży, więc po prostu odruchowo nie pisałam, bo nie mogłam. Nie to, żeby lenistwo, czy brak czasu, ale zdaje mi się że bardziej jest temu winny mój modem, który nagle zwolnił i nie miałam po prostu przez to pola manewru.
Już zdołałam przez ten stosunkowo krótki czas, jaki jestem w Konstantynowie, odwiedzić po raz drugi bibliotekę i coś niecoś ruszyć w zakresie twórczości własnej.

wróżka, uratowana przed utratą głowy ultramocnym klejem, została muzą mojej kreatywności ;)

U mnie panował upał, a teraz jest praktycznie względnie, ma się czym oddychać. Ale w dniach 20-24 czerwca było, jednym słowem: piekło na ziemi.

Było to tak nieznośne, że nie mogłam nawet skupić się na słuchaniu naprawdę lekkiej muzyki.
Ale do jednego wniosku przez to doszłam; upał upośledza zmysł wyczucia piękna muzycznego…


Zdjęcie cyknięte w głowieńskim lesie. Te kwiatuszki mnie urzekły… ;)

Mimo, iż mam chwilowo co czytać (wypożyczyłam dwie książki z biblioteki konstantynowskiej) niosę się z myślą, czy nie odświeżyć sobie Zamieci.
A oto ksiunszki, które wybrałam niedawno:

Autor: Pola Pane



Tytuł: Arisjański fiolet. Cisza (tom 1.)



Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza



Objętość lektury, liczba stron: 398



Obecny stan: przeczytana :) 

Długość czytania: 2 dni


Streszczenie fabuły (tekst mojego autorstwa)

Powieść opowiada o losach osiemnastoletniej Emily Walker, która w wyniku wielkiej katastrofy biologicznej mieszka od dziesięciu lat wraz ze swoją mamą w schronie. Mimo braku rozsądnego oświetlenia, bieżącej wody i wystarczających zapasów żywności starają się normalnie żyć. Przez to Emily jest zmuszona do izolacji od innych ludzi – z nich zna tylko mamę, losy jej ojca nie są bowiem znane.

Pewnego dnia jednak strudzonym kobietom udaje się wyjść na zewnątrz i są zmuszone poznawać świat na nowo – zwłaszcza Emily.

Pewnego dnia zostają jednak odnalezione przez grupę ludzi, z czego większość wyglądają inaczej niż Ziemianie – różni ich kolor skóry, która jest pomarańczowej barwy. Charakteryzują się też migdałowymi, fioletowymi oczami.

Emily poznaje w ten sposób Arisjan – przybyszy z planety Aris, którzy starają się wraz z Ziemianami odtworzyć faunę i florę ginącej Ziemi.

Kiedy Emily po raz pierwszy w swoim życiu idzie do szkoły, czuje się zagubiona. Nowe otoczenie, nowe przedmioty, nowe zasady, ale przede wszystkim inni ludzie – wszystko to ją mocno onieśmiela, mimo wszystko ma wsparcie w swojej rodzicielce.

Z początku ma problem z kontaktowaniem się z arisjańską częścią społeczności szkolnej – uważają oni Ziemian za ludzi dziwnych, ,,skomplikowanych”, a ich potrzeby rozwijania pasji, takich jak czytanie książek, czy słuchanie muzyki, uważają za zbędne. Koncentrują się jedynie na nauce, z czego uważają, że wszystko wiedzą najlepiej.

Emily szybko jednak zaprzyjaźnia się z rówieśnikami, zarówno ziemskimi, jak i arisjańskimi, chociaż nie każdy z nich jest dla niej życzliwy. Najbardziej zaprzyjaźnia się z Arisjanami – Kori i Korinem, którzy są rodzeństwem bliźniaczym.

Kori jest życzliwa i otwarta, natomiast jej brat, Korin jest skryty w sobie, czasem sprawia wrażenie aroganckiego. Nie rozumie pojęcia uczuć w rozumowaniu Ziemian, toteż gdy Emily się w nim zakochuje – z początku nie bierze tego na poważnie.


Z początku można by sądzić, że jest apokaliptyczna, ale tylko na początku. Potem mamy do czynienia ze światem w stylu Obcego w Obcym Kraju, czy też Zamiecią (ze względu na technologię), ale i również... 50 twarzy Greya. Moim zdaniem było w niej odrobinę za dużo seksu, i to seksu Ziemianki z Arisjaninem. Oprócz innej formy relacji między zakochaną bohaterką a ,,niedostępnym” humanoidalnym kosmitą nie dostrzegłam nic głębszego, bowiem Arisjanie nie umieją się zakochiwać tak, jak mieszkańcy Ziemi. Z początku miałam niemiłe wrażenie, że Korin wykorzystuje Emily seksualnie, lecz przecież dawał jej zaspokojenie, ale... nic poza tym. Z opowiadań Korina o ludności Arisa, Arisjanie dobierają się w pary genetycznie, lecz niewiele z tej kwestii zrozumiałam. Jak dla mnie, to był opis zawierania związków kazirodczych. Ale być może Ziemianie są aż tak skomplikowani, jak mówił o naszej cywilizacji Korin :)

Ogółem, książkę polecam jak najbardziej, jeśli lubicie klimat apokaliptyczny, zmieszany z obcymi cywilizacjami i relacjami Ziemian z Obcymi. Z tą różnicą, że Obcy, jakich my znamy są nam bardziej ludzcy niż zwykle...


Autor: W. I. Głunin, A.M. Grigoriew, K.W. Kukuszkin, W. N. Niforow



Tytuł: Najnowsza Historia Chin (1917-1976)



Wydawnictwo: Książka i Wiedza



Objętość lektury, liczba stron: 824



Obecny stan: czytana od 27 czerwca.

Do tej książki dość często odwoływał się Franciszek Barnaś w swojej Śmierci w Tokio.
Trochę mnie przeraża jej grubość, ale może dobrnę do 400 stron. A mam na nią tylko miesiąc...

Mimo iż są to pokaźne tomiszcze, stawiam sobie za cel, aby się z nimi zmierzyć. Następnym razem może upatrzę sobie jakąś serię fantasy, a wydaje mi się, że mam już jedną na oku :)


Obecnie zdałam sobie sprawę, że strasznie Was zaniedbałam. Strasznie mi wstydno z tego powodu. Prawda jest taka, że przez ten upał (rano) i duchotę (po południu) nie da się po prostu myśleć o blogowaniu.

A żeby tak nie wiało pesymizmem, zaświadczam, że całkiem niedługo zamierzam wstawić jakiś Tag w ramach wakacji. Może nie będzie taki czysto wakacyjny, jeśli chodzi o tematykę, ale postaram się zwalczyć niechęć, za którą winię pogodę ~.^

Oczywiście, nie zamierzam też rezygnować ze słuchania muzyki i ,,częstowania” Wami ją.
Póki co, preferuję jakąś lekką muzykę. Na przykład Kid Rocka.



Piosenka idealnie wpasująca się w klimaty lata. Lekko, rytmicznie i po amerykańsku ;)

A jeśli chodzi o galerię, naszykowałam Wam trzecią część błaznów – na poprawę humoru ;)










No i jak w tytule... jakimś cudem naszła mi ochota na poetowanie ;)
Wiersz powstał spontanicznie.
Wiem, że dawno nie było żadnego wiersza, ale kwestia tego zależała od mojej weny, która mocno poupadła na duchu ostatnimi czasy.
No ale, koniec płaczu ;_;
Najważniejsze, że jest ~.^

UŚMIECH BŁAZNA

Słowa

które do mnie mówisz

są mi zagadką.



Gesty twoich rąk jednak

są mi znajome.



Twój język jest słowami, których wymówić się nie da.

Jest tajemniczy,

Jak Ty.



Słysząc Twój głos,

mam wrażenie, jakbym stąd odpływał

do innego świata.



A wtedy Ty manipulujesz mną w najlepsze,

prezentując uśmiech błazna.

Jak widzicie, jest o dziwo tematyczny. Opowiada on o manipulacji ludźmi, która w dzisiejszych czasach jest rozszerzona możliwościami o zasoby Internetu.
Jednak w wierszu chodzi przede wszystkim o manipulację słowną, a jej ofiarą jest mężczyzna.
Słowo ,,manipulacja” mimo wszystko kojarzy się z pokrzywdzoną kobietą, chociaż w dzisiejszych czasach sytuacja może być zupełnie odwrotna.

Obecnie czerpię przyjemność ze zwiedzania miasta i jest jak najbardziej na plus.
Niezmiernie się cieszę, że wena mi wróciła, chociaż na tą chwilę.

Tajwańska muzyka dodaje mi wigoru na melancholię :)

Również gadżety Star Wars dają mi Moc ;)





No to się rozpisałam co niemiara, ale chyba jesteście do tego przywykli? ~.^
Jeśli mam być szczera, nie wiem, kiedy będzie kolejny post, ale mam nadzieję, że uda mi się dotrzymać słowa, aby wstawiać tutaj chociaż po trzy posty.

Trzymajcie się Kochani, i pijcie duuużo wody, czy to upał, czy nie upał ^__^
Buziaki ^3^

Suyin z dumą prezentuje się na regale, pilnując moich książek ~.^ Mała Xifeng natomiast, sprawia wrażenie zaciekawionej... czuje zapach ,,Ikony” ;D


piątek, 17 czerwca 2016

Smoki część szósta & kolejny azjatycko-muzyczny idol ^,^

Zhuwei hao, Kochani!

* Cześć po chińsku (mandaryńsku) jakby kto jeszcze nie wiedział ^.^

To drugi post tego dnia, lecz, wedle obietnicy, już z opracowaną galerią.
W poprzednim poście bowiem chciałam zaznaczyć, że mimo przerwy nie ,,umarłam” na blogu i nadal go będę prowadzić.
Nawet we wakacje.
Jeszcze nie wiem, jak mi się ułoży harmonogram wstawiania postów w te dni, ale to się jeszcze zobaczy.
Piszę tenże post na naprawdę kozackim luzie ^.^

Przez ten długi czas mojej nieobecności nazbierało się naprawdę sporo nowości.
I znowu wpadłam w sidła azjatyckiej muzyki – w efekcie czego odkryłam nowego artystę – znaczy się, nie takiego na serio nowego, w sensie że z mojego rocznika, czy może obracający się w klimatach obecnej muzyki popularnej.

Nic z tego!
Jest to rockowiec, do jasnej ciasnej!


I jest to nie byle kto.
Jest to Cui Jian (wym. cu-i cjan), określany przez wielu krytyków muzycznych za ,,ojca chińskiego rocka”. Urodził się w Pekinie, a nagrywa od 1984. Odkryłam jego postać na Wikipedii w dn. 2 czerwca b.r.
Pisałam Wam kiedyś, że z nowościami muzycznymi, po prostu nie nadążam, bo ciągle coś w Google'ach grzebię?


Muszę przyznać, że jego muzyka opiera się nie tylko na typowym alternatywnym rocku, ale też jest to miks innych gatunków, np. jazzu (gra na trąbce i gitarze), rapu oraz punku i chińskiej muzyki ludowej.


Mieliście rację, wkręciłam się w azjatycką muzykę.
Ale właśnie dzięki niej odczułam powiew świeżości, jakiej mi brakowało.
Bo ileż razy można słuchać angielskojęzycznych piosenek? Fakt, można się od nich oderwać dzięki kapelom z Finlandii, takim jak Kilpi, czy Hevinkelium, ale to nie wystarcza. Nie w moim przypadku ^,^


Trzeba poszerzać horyzonty. Dzięki temu ma się bogate gusta muzyczne i o to właśnie chodzi – o rozwój samego siebie, dla samego siebie. Spełnianie marzeń! ^.^

Wstawię Wam zatem tą galerię, a potem sporządzę playlistę z Cui Jianem w roli głównej.
Gotowi?

















I oto przed Państwem, Cui Jian w pełnej krasie!
Na YouTube piosenki są zatytułowane po angielsku.



Niniejsza piosenka ma pewien wydźwięk historyczny. Jest to największy przebój Cui z 1986 roku. To od tej piosenki wszystko się zaczęło... 
I pomyśleć, że ja, Europejka, zakocham się w kolejnym (już czwartym) azjatyckim muzyku tuż obok Jackie'ego, Emila Chau i Wu Bai'a. Ta piosenka jest czymś pięknym...




Ta piosenka ma w sobie coś… tajemniczego?
Zapewne tak. 
Kojarzy mi się ona z świątynią, nad którą czuwa Long, czyli Smok, tak znany w chińskim folklorze.



CUI JIAN – XIN CHANGZHENG (ROCK & ROLL ON THE NEW LONG MARCH)

Utwór bardziej na luzie, do tańca. Słychać tutaj wyraźnie radosną, prawdziwie jazzową trąbkę.





Wiecie doskonale, że fascynuję się Azją, a Chinami w szczególności, toteż od odsłuchania mojego pierwszego jego utworu – czyli Yiwu suoyou, wiedziałam, że będę uwielbiać jego postać!

Swoją przygodę z jego muzyką rozpoczęłam od albumu Rock & Roll On The New Long March. 
Bardzo mnie zaintrygowało, że okładka tej płyty jest bardzo podobna do okładki książki Roberta Gravesa – Ja, Klauduisz.




Mam nadzieję, że zmieniliście na lepszą swoją dotychczasową opinię o azjatyckiej muzyce rozrywkowej. Pamiętajcie, jednak: w rocku nie ma miejsca na piskliwy głos lolity ~.^
 

Mam nadzieję, że post i urozmaicenie Wam się podobał, toteż zapraszam do dzielenia się opinią!

Pozdrawiam cieplutko!

Sprawy osobiste Dziwnego Świata (Official Note #28): W Konstantynowie Łódzkim; już będzie tylko lepiej… :)

Cześć!

Już jakiś czas temu miałam napisać, co u mnie, ale dwie rzeczy zablokowały mi plany – wyjazd (wczorajszy) i choroba (od wtorku).
Dziś czuję się lepiej, temperatura mi spadła, a przysięgam, że miałam stan podgorączkowy…
Nadal mam trochę kataru i bólu głowy, lecz już słabszego, i czuję, że za dzień, może dwa stanę na nogi.

Póki co, cieszę się obecnością moich kochanych piesków ^.^
I z wielką energią zaświadczam, że od tej pory będę się starała pisać na blogu w wakacje. Oczywiście, nie dzień w dzień, bo z lata przecież też trza korzystać, a ja stacjonuję w nowym miejscu zamieszkania – zupełnie nowym.

Nareszcie mogę oddać się moim największym pasjom bez ograniczeń, chociaż nie mogę ruszyć się z łóżka (mała sunia ułożyła mi się w nogach i śpi, więc ciii… ;)).

Tak ogółem, to planuję dziś – może jutro – drugi raz wybrać się do konstantynowskiej biblioteki.
Co wypożyczyłam?



Oczywiście, radość też mnie rozpiera, że mam nowe słuchawki do laptopa i obecnie w kwestii tej rządzę ;P

W zasadzie to ten post miał nie powstać, no ale jak już go zaczęłam pisać, to i opublikuję.
Chciałam tylko zaznaczyć, że żyję, nie umarłam (jak wiecie, nie lubię się nie odzywać na blogu dłużej niż tydzień).
Trzeba dbać o Czytelników, nieprawdaż?




Niniejszy pościk dość krótki, bo o przebiegu choroby nie opłaca się tu pisać. 
Obecnie mam w planach jeszcze obejrzenie dwóch pełnometrażowych anime - Wilcze Dzieci i Spirited Away. Obym się nie zawiodła, ani na jednym, ani na drugim, chociaż wiem, że o Dzieciach wspominała na swoim blogu Kamila.  Oba anime znalazłam na cda.pl - Dzieci w spolszczeniu na napisy, a Spirited na dubbing. Dubbing nie jest taki zły. 
Poza tym ciągnie mnie do japońskiej mitologii ^.^

Niebawem powstanie tu jakiś post z galerią, ale jeszcze nie teraz.
Do następnego posta niebawem!