niedziela, 12 czerwca 2016

Dziwny Świat Uczuć I Myśli {#7}: Beast Wars Transformers: Długa historia Transformerów i epoki Cybertronu

Cześć! 

Nadszedł ten czas, aby nadgonić serię przemyśleń.

Idąc za głosem obecnej tęsknoty za serią filmów Transformers (a konkretnie za cudownym dzieciństwem, kiedy to miałam pierwszą styczność z gatunkiem s-fi), postanowiłam, że poruszę temat związany niebywale z tymi niezwykłymi maszynami, jakimi są Transformery.

Dla tych, którzy nie orientują się w tym temacie, objaśniam, iż Transformery to rasa inteligentnych i zaawansowanych technicznie robotów mających zdolność transformacji, czyli przekształcania swoich ciał w inne formy np. zwierzęta, pojazdy czy przedmioty. W świecie Transformerów formy, w które się zamieniają, noszą nazwę alt-modów. 



Transformery pochodzą z planety Cybertron. 
Dzielą się zazwyczaj na dwie rywalizujące ze sobą frakcje; najwcześniejsze to Autoboty i Decepticony. 
Ich przodkami są Maximale (pochodzące od Autobotów) oraz Predacony (pochodzące od Decepticonów). 
Autoboty i Maximale są Transformerami odgrywającymi pozytywne role w każdej z powstałych serii. Rozróżnić je można od siebie właśnie po alt-modach - Autoboty i Decepticony transformują się w różne rodzaje pojazdów i maszyn, zaś Maximale i Predacony - o których chcę dzisiaj mówić - w zwierzęta (ci pierwsi mają alt-mody ssaków, zaś drudzy gadów i bezkręgowców).


Poniżej prezentuję kolejne postacie z serii (po kliknięciu na link możecie przeczytać o danej postaci):

MAXIMALE








Depth Charge (ciekawostka: jego angielskie imię oznacza tyle co bomba głębinowa)



PREDACONY:









Rampage (ciekawostka: jego angielskie imię oznacza zniszczenie)


Oprócz wymienionych wyżej drużyn, występowały także inne postacie, pojawiające się w jednym z sezonów losowo. Cała seria Beast Wars Transformers liczy 3 sezony w tym 52 odcinki (każdy z sezonów posiada nieparzystą liczbę odcinków). Większość informacji o regułach rządzących światem serialu znajdziecie pod tym linkiem (radzę Wam przeczytać zarówno post, jak i stronę - na pewno więcej zrozumiecie :)).


Dlaczego więc o tym mówię? - już sobie wyobrażam, ktoś z Was zadaje sobie to pytanie pod nosem :)

Otóż, temat dzisiejszych przemyśleń obejmuje kwestię związku kanadyjskiego miasta z twórcami tudzież kanadyjskiego serialu, a także kwestię historii samego serialu i jego wpływ na historię Transformerów.
Zacznijmy może od samego miasta, w którym był produkowany...



1. VANCOUVERSKA PANORAMA I PRZEŁOM W ANIMACJI LAT 90.-TYCH


Nie ukrywam, że jestem niemal na zabój zakochana w panoramie vancouverskiej (wiem, jestem kochliwa nie tylko w kwestii muzyki i sztuki ;P), która cieszy moje oczy niezależnie od pory dnia, w której zrobione są zdjęcia tego miasta.





Ale już do rzeczy...

Czy zastanawiała Was kiedyś kwestia, iż większość twórców kanadyjskiego serialu ,,Beast Wars Transformers” (1996-99) czyli ,,Kosmicznych wojen” - osiadła na stałe w tym mieście?
Jak już omawiałam, serial powstał w studio animacji Mainframe Entertainment Inc. (obecna nazwa: Rainmaker Entertainment) w Vancouver – był to niewątpliwie postęp technologiczny, zwłaszcza w procesie animacji.

Twórca, Bob Forward został nagrodzony z tego tytułu nagrodą Emmy w kategorii przełomowego odkrycia w zakresie animacji, i rzeczywiście – w latach 90. komputerów używało się jeszcze w dużej mierze do pracy w dużych firmach, więc animacja komputerowa (na podstawie figurek firmy Hasbro) była przełomem.


Kanada zaczęła być szanowana, lecz nie zmienia to faktu, że kilkanaście lat później szacunek ten przejmuje Ameryka, a potem, w nieco mniejszym stopniu, Wielka Brytania.
Cóż, kraje Zachodu ciągle są na czasie...


Jednak faktem (historycznym) jest, że gdyby nie było Forwarda, a przede wszystkim pomysłu na ,,Beast Wars” (dalej: BW), historia Transformerów z Cybertronu stanęłaby w miejscu i... być może seria amerykańskich filmów Transformers (2007-2014) też nigdy by nie powstała.

Mimo iż w wielu serialach i filmach o Transformerach spotyka się różnorakie postacie, różniące się wyglądem, uzbrojeniem, charakterem i stylem bycia, jednak w milionowych seriach spotyka się stale powtarzającą się trójcę: Megatrona, Starscreama i Optimusa.

Ta trójka powtarza swoje obecności w każdej serii, czy to rysunkowej, komiksowej czy (zwłaszcza obecnie) aktorskiej, wspomaganej ulepszoną animacją komputerową.

Oczywiście zależnie od serii każda z tych postaci wygląda albo podobnie (Megatron) do poprzedników ze starszych serii, albo tak samo (Optimus Prime).
Powyższy opis dotyczył przede wszystkim przodków Maximali i Predaconów – Autoboty i Decepticony.


2. MAXIMALSKIE KORZENIE PEWNEGO PREDACONA...

Nie wszystkie postaci Transformerów z serialu Forwarda zostawały od początku do końca Maximalami, czy Predaconami.
Oprócz wojny o bezwzględną władzę nad Galaktyką i Cybertronem (interpretacja tytułu serialu; zarówno polskiego, jak i oryginalnego), między dwiema drużynami, toczy się bitwa o powiększenie kompanii jednego z nich o nowe siły zbrojne.
Kluczem do zwycięstwa nie jest siła liczebna, a mocne strony danego wojownika, oraz praktyczność jego uzbrojenia (dotyczy to nie tylko broni energetycznej, ale też i taktyki obrony).
Wiadomo, że w każdej broni czy zbroi tkwi słaby punkt, a pewne typy uzbrojenia zużywają się szybciej przy starciu z silniejszym przeciwnikiem – najlepszym przykładem jest nokaut Rattrapa na Tarantulasie, gdy ten próbuje – nieskutecznie – unieszkodliwić mu ucieczkę (ósmy odcinek sezonu pierwszego).
Na początku serii każda z drużyn liczy po pięć Transformerów.
W ciągu całej serii twórcy dodają nowe postacie (nie robią tego oczywiście z odcinka na odcinek) jednocześnie przypisując je do danej drużyny – Optimusa (Maximali) albo Megatrona (Predaconów).
Czasem dana postać, która wylądowała na Ziemi jako protoforma (nie jest jeszcze ani Maximalem, ani Predaconem; nie ma też swojego alt-moda który po procesie transformacji przyjmuje tryb robota z pełnym uzbrojeniem) jest na siłę przejmowana przez Transformera z którejś z drużyn (ma on nadzieję, że będzie on wtedy tzw. ,,mocnym pionkiem” w drużynie).
Taki przypadek ma miejsce np. w ,,Pajęczej sieci” (odcinek osiemnasty sezonu pierwszego), gdzie do drużyny Predacońskiej dołącza szaleniec-podpalacz, Inferno.

Postać ta jest niewątpliwie ciekawym przykładem owej ,,bitki o Transformery”.
Powstał dzięki złączeniu sił Tarantulasa i Blackarachnii, którzy lubili poniekąd spiskować przeciwko ich przywódcy – Megatronowi.
Z pewnością ich celem było stworzenie ,,pajęczego trio” niezależnego od Megatrona. Wiedzieli oni o jego planach opanowania Galaktyki, zresztą, wódz Predaconów wcale się z tym nie krył.
Kiedy na Ziemi wylądowała głowica (rodzaj statku, w którym wylądowywały protoformy) zawierająca Maximalską protoformę, Tigatron – jedyny Maximal będący w pewnym oddaleniu od Axalonu – postanowił ją odnaleźć. Wiedział, czyją protoformę zawiera, toteż postanowił nie dopuścić do przejęcia jej przez Megatrona. W niedalekim czasie dołączyła do niego Airazor, lecz Predacony – Tarantulas i Blackarachnia – prześcignęły ich i napotkały nienaruszoną głowicę i – co było dla nich najważniejsze – ani śladu Maximali w pobliżu.
Tarantulas zaaktywował program Predacoński do głowicy, w wyniku czego nowa protoforma stała się Predaconem, a wszelkie ślady po Maximalskich wzorcach zniknęły.
To było tylko częścią sukcesu Tarantulasa.
Kwestia nadania protoformie alt-moda okazała się jednak niewypałem. Tarantulas dążył do nadania nowemu Predaconowi formy pająka (jak już wyjaśniałam, miał na celu stworzenie ,,pajęczego trio”), lecz komputer skanujący formy zwierzęce, jakie dany Transformer może przybierać, okazał się szybszy od Tarantulasa (chciał on podsunąć mu oczywiście pająka, przez co nowy Predacon przybrałby taką formę w alt-modzie) i przeskanował motyw tropikalnej mrówki ognistej.



Krótko po swych ,,narodzinach” forma zwierzęca Inferna zdominowała jego zdolność rozumowania, przez co zachował charakterystyczny sposób wyrażania się.


Inferno po dołączeniu do drużyny Megatrona wielokrotnie wykazuje się lojalnością, jednak sposób, w jaki nazywa Megatrona, po dłuższym czasie zaczyna irytować przywódcę Predaconów...

Jednak skąd się wzięła u Predacona Maximalska protoforma?
Odpowiedzi doszukamy się w poprzedniku BW - ,,Generacji 1” (1984-93), gdzie większość przodków Maximali i Predaconów mają podobne do nich imiona.
W drużynie Optimusa Prime'a, wodza Autobotów odnaleźć możemy takiego, transformującego się w wóz strażacki. Jego imię brzmi właśnie Inferno, i to on jest przodkiem postaci dubbingowanej przez Byrnesa.



Podobna, lecz nie identyczna sytuacja tyczy się Blackarachnii, której protoforma została skradziona przez Predacony – i tutaj Tarantulas nadaje jej formę pająka (czarnej wdowy).


3. NASZYMI BOGAMI SĄ KOSMICI

Niewątpliwie ciekawym tematem poruszanym w serialu są istoty pozaziemskie.
Jest to z pewnością oklepany temat w produkcjach s-fi, lecz w ,,Wojnach Bestii” odnajduje on zupełnie oryginalną wymowę.
A więc kosmici nie tylko są odpowiedzialni za porządek we Wszechświecie, ale i też stworzyli źródła mocy, która jest tak potężna, że używana w nadmiarze prowadzi do zniszczenia (chodzi o kryształ energonowy).
Energon jest to na wpółprzezroczysty, błękitny kryształ, który poprzez promieniowanie (zapewne elektromagnetyczne) produkuje energię zdolną zarówno wzmocnić, jak i osłabić.
Energon znajduje się w składzie arsenału Transformerów, jak i ich budowy. Dzięki jego zawartości arsenały poszczególnych członków obu drużyn różnią się nie tylko samym typem (czy dana broń jest np. karabinem, czy ładunkiem wybuchowym), ale i klasyfikacją w dziedzinie praktyczności.
Jeśli promieniowanie energonu jest zbyt silne (np. kiedy nowy członek drużyny przebywa zbyt długo w formie robota), wtedy oddziałowuje na obwody robotów, co prowadzi do ich uszkodzenia, bądź zniszczenia – dlatego protoformy każdego Maximala czy Predacona muszą mieć tryb pojazdu, czyli alt-moda, w którego się przemieniają.

Istotom pozaziemskim (w przypadku BW Vok, o których poczytać można tutaj oraz tu) nie grozi promieniowanie energonowe, a więc są w pewnym sensie doskonalsi od cybertrońskich frakcji.
Dzięki Vokom część postaci z obu drużyn – a przede wszystkim ich dowódcy – zyskują formy Transmetalowe, czyli udoskonalone technologią opanowaną przez Voków.

Vok z pewnością są jedną z ras (jeśli chodzi o całe uniwersum kosmitów, jakie omówiłam w spisie najpopularniejszych kosmitów), którą trudno zinterpretować samodzielnie, ponieważ nie posiadają stałego kształtu (ciała) – w BW przybierały formę m.in. głowy Unicrona, lub też jako latające czaszki z długimi włosami.


Postać Unicrona jest znana fanom jeszcze z serialu Generacja 1, gdzie się pojawia.

Sami Vok są twórcami wielu zagadkowych konstrukcji i przedmiotów (m.in. dwóch złotych dysków, które stanowiły źródło nawigacji), a ich celem jest przede wszystkim przejęcie władzy – nie akceptują oni ani rozbicia się statków (Axalonu i Darkside) na Ziemi, ani konfliktu między frakcjami, nie chcą też udzielić rad na temat zażegnania wojny – sądzą, że tak jak wojna się rozpoczęła – nagle i niespodziewanie – tak też musi się skończyć.

Dinobot z jednym z dwóch złotych dysków, które chciał przejąć Megatron; oryginalny kadr z serialu

Zdają się być skupieni tylko na dążeniu do usunięcia obu drużyn z kuli ziemskiej nie troszcząc się o żyjące na niej istoty – oskarżają dowódców drużyn o ,,zatrucie eksperymentu”.
Nie są ani istotami dobrymi, ani złymi. Dążą do własnej wizji świata, nie zważając na konsekwencje.

Po krótkiej analizie mamy dość jasno rozbudowany świat Transformerów, którzy często przybywają z Kosmosu, z innego wymiaru, aby walczyć o dobro żyjących w naszym świecie istot.


4. DALEKA DROGA, JAK STĄD NA CYBERTRON


Oczywiście, nie tylko Kanada miała swoją chwilę, aby urozmaicić historię Transformerów – w końcu poprzednik serialu Forwarda - ,,Generacja 1” - jest produkcji amerykańskiej, a poza tym wiele filmów animowanych o cybertrońskich robotach, posiadających zdolność transformacji produkowała Japonia.

Kadr z japońskiego anime – Beast Wars Neo (1998-99)

Przykładem może być Beast Wars Neo – serial nie mający nawet minimalnego związku z ,,Wojnami Bestii” produkcji kanadyjskiej.
Owszem, są Maximale i Predacony, ich formami alt-modów są zwierzęta (takie jak mamut, kobra, żyrafa czy koń), lecz główna fabuła podąża za czymś zupełnie innym – i, na szczęście, imiona bohaterów są zupełnie inne.
Co do ich alt-modów, jedynie Magmatron – wódz Predaconów – jest jakby ,,przerysowany” z beastwarsowego Megatrona – jego alt-modem jest również tyranozaur rex.

Wydaje się, że japońscy producenci serii Transformers tak się zafascynowali sukcesem BW, że postanowili stworzyć swojego transform-rexa, nazwijmy; w każdym bądź razie spór toczy się nieprzerwanie między dwoma drużynami.

Biorąc pod uwagę pomysłowość twórców i wielkość Cybertronu, przyszłość Transformerów (Maximali, Predaconów i ich przodków) maluje się jasno – o ile twórcy chcą kontynuować tzw. ,,cybertrońską kronikę”.

Z pewnością ,,kronika cybertrońska” nie dobiegła jeszcze końca i będzie jeszcze toczyć się długo, dłużej nawet niż trwał przysłowiowy ,,szał Transformerów”, kiedy to pojawiły się na rynku rozrywki po raz pierwszy – jako figurki firmy Hasbro i jako oddzielne seriale i filmy. Twórcy ,,BW” zaś, wpiszą się w historię pomysłodawców najgłębszej interpretacji z wizją wiary w istoty pozaziemskie.

Osobiście stwierdzam, że ten temat nie jest tak oklepany, ale z pewnością dający do myślenia tym, którzy pamiętają ,,Beast Wars Transformers” chociaż z kanału Polsatu, a jak nie, to proszę serdecznie odnieść się do Cioci Wikipedii. Ona Wam pomoże :)

Widać, że zaszalałam z tym postem :)

Czekam na Wasze jakiekolwiek dłuższe komentarze, dajcie uwolnić myśli z uwięzi :)


sobota, 11 czerwca 2016

Sprawy osobiste Dziwnego Świata (Official Note #27): Łajka jeszcze nie zginęła w Blogosferowym Kosmosie, czyli powracam!

Cześć, Kochani!

Przerwa ta miała być krótsza (miałam dodać nowy wpis 10 czerwca), ale chwilowe zawirowanie i bałagan w moim życiu spowodował, że chwilowo się wypaliłam.
Nie chciało mi się nawet logować na Bloggera, aby sprawdzić, czy ktoś jeszcze podjął się wyzwania pod ostatnim postem.
Po prostu mi się nie chciało.

 Jedno drzewo nie czyni lasu, cóż…

Oczywiście chciałam Wam podziękować za tak dużą ilość komentarzy pod poprzednim wpisem.
Ostatnio zdominowała mnie słabość do pand.
Ogółem lubię pandy, i te duże, i małe.
Uważam, że są słodziutkie… ^,^
A w przeddzień moich urodzin trafiły mi się takie dwie ślicznotki:

Jest to matka z córeczką. Mamusię nazwałam Suyin, a córeczkę Xifeng.
Chyba się nie dziwicie, czemu im dobrałam chińskie imiona? ^__^

No i tego… 8 czerwca stuknęło mi 20 wiosen. Nic specjalnego, nadal czuję się o co najmniej dwa lata młodsza.
Rozpaczliwie tęsknię za wakacjami, ale to chyba normalne.

No i marzę o fototapecie z Hongkongiem w pokoju ^.^
Nie spodziewałam się, że myśl o przeprowadzce mi się odmieni – a jeszcze nie tak dawno nie chciałam wyjeżdżać z Głowna.
Teraz jednak, to małe, urocze miasto z burmistrzem Janeczkiem na czele, odrobinę mnie znudziło.
Chyba zbyt długo mieszkałam w jednym miejscu, to dlatego.


Mam jednak nadzieję, że w czasie wakacji będę coś niecoś wstawiała, ale rzadziej. Trzeba poznawać nowe miejsca ;)

Obecnie zaczęłam już teraz planować sobie moje wakacje w Konstantynowie. Na pierwszy ogień oczywiście idzie splądrowanie biblioteki… ale nie w sensie dosłownym :D

Planuję też od dawna zakupić sobie słuchawki do laptopa – nie ma bata ani kija, muszą być u takiego muzopsychofana, jak ja ;P


Oczywiście, lubię słuchać muzyki. Ostatnimi czasy przesłuchiwałam sobie album grupy Korn z 2013.
Sam zespół uwielbiam od dzieciństwa (urodziny ich wokalisty świętowałam tutaj {link})

 
Dzięki Radiowej Jedynce mogłam urozmaicić mój telefon o kilka dobrych kawałków muzycznych.
Oto niektóre z nich:




To dzięki tej piosence dotarło do mnie, że Korn nadal nagrywa… chociaż jak przepatrzyłam ich dyskografię, ominęła mnie wiadomość o albumie z roczników 2007, 2010 i 2011. Bardzo mi się podoba oficjalny teledysk – dziwny, skonfudowany i barwny – takie już Korn ma w swojej karierze. Nie wiem czemu, ale kobieta pokazana w teledysku dziwnie mi się skojarzyła z Diaboliną z Czarownicy...

Jej wizerunek widnieje na okładce serii Twórcy Historii Fantasy.
Ostatni ich album, który lubię od dzieciństwa, to See You On The Other Side (rocznik 2005)
Wiem, że trochę zatyłowałam w kwestii muzyki metalowej, ale cóż ja poradzę?
Mam nadzieję, że nadrobię zaległości.
Żeby tu nie było tak pusto, wstawię Wam kilka piosenek Korna z tego albumu:





Uważam że wersja lyrics jest lepsza od oryginalnej.




Może starczy tej ciężkości metalu… chociaż, co tutaj jest ciężkiego?
Słuchałam już dużo masywniejszych taktów perkusji i gitar w wykonaniu Korna.
Uważam, że Jonathan i jego chłopcy wykonali z tym albumem kawał dobrej roboty ;)
I oby tak samo było ze świeżym krążkiem.

Takie sobie przemyślenia wstawiłam do tego postu, ale musiałam się wyżalić ;w;
To jest po prostu coś pięknego.
Jak widać po playliście, dodałam na razie jeden kawałek z poprzednich wpisów – mianowicie piosenkę Jackie'ego i Emila – Miaoshu Kongkong.
Siła wyższa… :) 

Piosenka stacjonuje na 58. pozycji w playliście.

Wiem, że niektórzy uważają mnie za dziwną dziewczynę, która na przemian słucha drzyjgąb i cing-ciang-ciąg, no ale nie tylko… :)

Jestem jaka jestem, i jedynym wyjściem z tej przeklętej sytuacji jest, zaakceptować Łajkę Laoshu taką, jaka jest ;D

No cóż, może to będzie na tyle. Przynajmniej wiecie teraz, że tak na serio, to ja nie umarłam. Następny post napiszę już raczej z Konstantynowa.
Mam nadzieję, że też wena na poezję mi wróci, bo jakoś tak cieniutko u mnie z wierszami…

Z góry za to przepraszam.
Przepraszam też, Kochani, za taki mało składny post (dodatkowo, wyjątkowo wczesny), ale usiłuję to poprawić.
Może w następnym tygodniu się odezwę na dobre.
To do zobaczenia :* :* :*


czwartek, 2 czerwca 2016

{Tagi w Dziwnym Świecie #7}: Asian Countries Music TAG (Wersja Oryginalna)

Witam Kochani!

Dzisiaj, postanowiłam napisać dla Was jakiś fajny Tag, zresztą obiecałam. Wiem, że dawno ich nie pisałam, ale jakoś nie miałam weny, ani też nominacji od innych blogów, a bardzo chciałam stworzyć coś sama :)
W końcu jednak (W KOŃCU!) niemoc mnie opuściła.
Specjalnie dla Was stworzyłam dla Was Asian Countries Music TAG.


Skupiam się tutaj na najpopularniejszych krajach Azji i przy okazji, dokonuję małego porównania do artystów-muzyków.
Może być ciekawie, ponieważ ostatnio mam pełno nowych nurtów muzycznych, których wcześniej nie było. Mój telefon jest najbardziej muzyczny ze wszystkich telefonów moich koleżanek szkolnych. Wobec tego taki muzyczny Tag jest świetnym rozwiązaniem i ,,rozluźnieniem atmosfery”.
Tag powstał spontanicznie, za sprawą fascynacji muzyką azjatycką. I bynajmniej nie chodzi tu o muzykę ludową, a rozrywkową.

Zapraszam zatem, moi Mili!

CHIŃSKA REPUBLIKA LUDOWA (CHINY) – Muzyk, którego inni nie znoszą, za to Ty ubóstwiasz

Muzyk, którego inni uwielbiają, a Ty nienawidzisz

Z pierwszą częścią tego pytania miałam niemałe problemy. Zdaję sobie sprawę, że jeśli porównując mój gust muzyczny z osobami z mojej klasy, są to dosłownie dwa różne światy.
Ja cenię kawałki, przy których można przypomnieć sobie dzieciństwo, czy powspominać razem z rodzicami czasy ich młodości – mówię tutaj o artystach muzycznych z lat 70. 80. i 90.

Do wielu zespołów np. Guns'N'Roses mam wielki sentyment, i to nieczęsto z powodu ich najpopularniejszych utworów. 

Jednak ja miałam najczęściej styczność z twórczością muzyczną lat 1963-1998 (takich to staroci słucham, i dobrze mi z tym! ;D). Lubię też, jeśli piosenka ma porywający, emocjonalny tekst, nie tylko o miłości :)
Pomijając fakt, iż nie słucham kilku gatunków, bo ,,to nie moja bajka” mam mimo to bogaty gust muzyczny.

Drowning Pool

Podpis jest zbędny :P

P.O.D.

Kochana Nirvana z kochanym Kurtem :)

Druga część pytania: Oj, gdybym tylko mogła ich wszystkich powymieniać, i gdyby moje koleżanki czytały mojego bloga, rychło by mnie znienawidziły :)
Pierwszym ,,muzykiem”, którego popularności nie trawię, to Nicki Minaj.

Widać, że to Photoshop :P

Aż złość mnie bierze na moją własną osobowość, że mogłam kiedyś jej słuchać. Nie dość, że śpiewa nieczysto, to jeszcze niczego więcej, oprócz obfitego tyłka nie ma do zaoferowania.


Drugą taką osobowością, jest Justin Bieber.
Jeśli wśród Was jest jego fanka, może śmiało zaprzestać czytania mojego bloga, wcale się nie obrażę. Jednak jego ,,talentu” osobiście nie łykam, i wygląda na to, że się nim zakrztuszę, jak flegmą... Przepraszam za wyrażenie, ale piszę, co o tym myślę.
Trzecią taką perełką, jest raper, kryjący się pod pseudonimem SŁOŃ.

Tego gościa nienawidziłam do szpiku kości i nienawidzę w dalszym ciągu, przede wszystkim za teksty jego piosenek, które nie wnoszą nic wartościowego. Moim zdaniem teksty jego ,,hitów” są po prostu... ohydne. Takim muzykiem jest również Chada (głos ulicy, bla, bla, bla...) i wielu innych raperów polskich, którzy namiętnie nadużywają wulgaryzmów.

INDIE – Muzyk, którego cenisz za wyjątkowe podejście do kultury rodzimego kraju

Myślę, że takimi muzykami są Jim Byrnes i Kid Rock (Robert James Richie). Obaj są Amerykanami – mogliście się domyśleć, gdyż wspominałam o nich dość często na blogu.
Obaj panowie tworzą dwa różne światy – Jim Byrnes specjalizuje się w bluesie i należy mu przypisać duży plus za przyczynienie się do rewolucji tego gatunku. Bardzo go lubię za jego niezwykły talent aktorsko-muzyczny :)

Seniorzy też potrafią świetnie śpiewać ;P

Robert Richie, czyli Kid Rock, tworzy muzykę kierującą się do rocka i country rocka – mega amerykańsko, nie uważacie? :)

Faktem jest, iż Amerykanie wyróżniają się niezwykłym patriotyzmem – dlatego więc to oni są odpowiedzią na pytanie, którego inspiracją są Indie, które mają bardzo ciekawą kulturę.

JAPONIA – Muzyk, który jest popularny, ale jego słuchasz rzadziej niż zwykle

To, czy jakiegoś artysty słucham często, czy rzadziej, zależy od mojego aktualnego humoru i chęci. Jeśli mam ochotę na coś lżejszego, słucham takich muzyków, jak wspomniany wyżej Kid Rock, Jim Byrnes, Shaggy, Gregorian (kocham chorał gregoriański! ^.^) czy lżejsze utwory Depeche Mode.

  Shaggy – raper z Jamajki, wykonujący przede wszystkim rytmiczne reggae.


 Gregorian :) 


 Depesze :P 

Takich artystów grających lżej, jest oczywiście ciut więcej :).
I oni są w zasadzie popularni w skali pół na pół. Może w rodzimym kraju bardziej... :)

KOREA PÓŁNOCNA/POŁUDNIOWA – Muzyk, który powinien być Twoim zdaniem, zauważony

Jest wiele muzyków spoza kręgu tych, których popularność przebiła się do Polski. Uważam, że jest naprawdę wiele takich artystów, a ja, buszując po Youtube'ach i Wikipediach, jak niestrudzony drapieżnik, ,,urządzam obławy” na takich muzyków, czyli starannie przesłuchuję ich utwory. Jeśli utwory ów artysty mi się podobają, mówię wtedy do niego: ,,Jesteś mój” ;D
Tak otwarcie i szczerze.

A wracając do pytania, uważam, iż takim muzykiem powinien być Emil Chau. Mimo iż zdołałam wstawić dla Was tylko jedną jego piosenkę, obiecuję, że postaram się wstawić dla Was inne z tych, które wymigrowały z zakamarków Internetu, na kartę pamięci mojego telefonu.

Oczywiście, nie tylko on zasługuje na ten zaszczyt. 
Wielką przyjemnością byłoby niewątpliwie wybicie się Wu Bai'a (Wu Chun-lina, pisałam o nim w niniejszym poście, poza tym jest zarówno piosenkarzem i autorem piosenek, ale i gitarzystą (a Wy już wiecie, że kolana same z siebie mi miękną, jak zobaczę chłoptasia z gitarą - oczywiście, jak stoję :P, natomiast na siedząco serce mi wali ze szczęścia... ach te endorfiny :P)), grupy niemieckiej Zeraphine, Kilpi (pisałam więcej o kapeli w tym miejscu), Thousand Foot Krutch czy szwedzkiej kapeli Nightingale (niestety, nie ma o niej polskiej Wikipedii). 
Co do muzyki, uwielbiam odkrywać. Odkrywać i analizować. 
A jak się zakocham w jakimś utworze, czy konkretnym artyście, to nie ma bata... zaobrączkowany na amen :P



Kadr z teledysku Bai'a, ,,Taikong Dan” (mandaryński:太空彈, angielski: Spacebomb, język śpiewu: mandaryński)

Naprawdę dużo jest takich fantastycznych muzyków, którzy nie są popularni na skalę Beatlesów (do samych Beatlesów nic nie mam, nawet ich lubię :P), a jednak świat powinien ujrzeć ich talent.

TAIWAN – Muzyk, który nagrywa single, mimo to czujesz do niego sympatię


Zazwyczaj słucham tych artystów-muzyków, którzy tworzą pełne dyskografie, a więc nagrywają całe albumy.
Nie ukrywam jednak, że lubię artystów, którzy nagrywali single na potrzeby ścieżek dźwiękowych do filmów, lub gier (a tych jest trochę...)
Myślę natomiast, że takimi muzykami, będą dwie Japonki: Yoko Kanno i Chiaki Ishikawa.
Pierwsza z nich nagrała utwory do soundtracku anime gatunku cyberpunk, Duch w Pancerzu (Ghost In The Shell).


Drugą panią, znam z ledwie jednego singla, ale jakiego singla! Został on wykorzystany do openingu anime Bokura-no.

Gorąco polecam zarówno ścieżkę, jak i anime! 

Poniżej, pragnę zestawić Wam jej piosenkę (tzn. Ishikawy) wykorzystaną do Bokura-no:

CHIAKI ISHIKAWA - UNINSTALL (OFFICIAL VIDEO)


WIETNAM – Muzyk, którego lubią wszyscy, ale Ty masz co do jego talentu mieszane uczucia (kochać?/nienawidzić?)


Bardzo kłopotliwe pytanie...
No cóż, wygląda na to, że słucham tylko i wyłącznie muzyki, która mi się podoba, a nie taka, do której nie żywię chociażby uczucia sympatii. Może kiedyś znalazłoby się więcej takich ,,pseudogwiazdek”, z którymi obecnie wzięłam bezbolesny rozwód i po którym nie muszę się martwić o alimenty na mój wygłodniały muzycznie słuch :P 
Ale do takich mogę zaliczyć cały multum ówczesnych ,,gwiazd muzyki”, którymi zachwycają się nastolatkowie jedynie sezonowo.
Słyszeliście o ,,sezonowcach”, prawda?
Jeśli nie, to wytłumaczę na przykładzie modelingu. Chodzi przede wszystkim o to, aby pasjonować się czymś tylko na czas, kiedy coś jest w danym momencie modne, a wiadomo – modne=fajne.
Jednak uważam osobiście, że nie jest to do końca prawdą. Powracająca starsza moda też jest moim zdaniem dobra i wcale nie taka ,,kiczowata”, jak to uważają ,,spece od modelingu”.
Ja nie jestem sezonowcem, owszem, z biegiem czasu moje gusta mogły ulec zmianie, lecz nie oznacza to, że z rocka i metalu przerzuciłam się całkowicie na mandopop i j-pop (takie gatunki wykonują m.in. Jackie Chan i Emil Chau (skończ z tym CHANEM I EMILEM!!!)).

Jednak Wu Bai (teraz to WU BAI'EM zajeżdżasz...) wykonuje już chinese rock, czyli rock chiński i hard rock. Rock jest bliski mojemu serduchu, oj, bliski...
Jednocześnie fascynację nowymi artystami (Emilem, Wu i Thousand Foot Krutch) zyskałam dzięki blogowi. Jako, że jestem ciekawa świata i uwielbiam odkrywać, urozmaicenie gustów muzycznych było dla mnie czystą przyjemnością.
Troszkę dziwnie, że do azjatyckiego Tagu wpakowali się Azjaci, ale przecież kapele europejskie też musiały się pojawić. Taka siła wyższa, co cóż...

PARADA SMOKÓW, GEJSZY, SŁONI I MASKA KOREAŃSKA – Tagowanie otwarte ^.^









Z wielką przyjemnością nominuję/taguję do azjatyckiego Tagu tych oto Europejczyków ^.^:

Indywidualnego Obserwatora (nie wstydź się, facet, odpowiadać na blogu! :D)
Klaudię i Julię (skoro we dwie prowadzicie bloga, we dwie też odpowiadacie ^.^)


Życzę świetnej zabawy przy wykonywaniu Tagu i rozdawania go biednym xD Pamiętajcie, że nie musicie wcale słuchać na codzień j-popu, aby wykonać ten Tag ^.^ 
Dopuszczalne jest też wybieranie z pośród europejskich i amerykańskich zespołów (myślicie, że niby czemu napisałam o Gunsach? ^.^)
Oczywiście, oprócz nominowanych inne osoby również mogą czuć się nominowane :P

                  Jackie Chan jest załamany, że nie został otagowany...

A jeśli chodzi o playlistę, to zapodam prawdziwie azjatycką (chińsko-tajwańską ^.^)

UWAGA: Nie ponoszę odpowiedzialności za uzależnienie od jakiegokolwiek utworu. Każdemu z artystów poświęcę trzy utwory (nie muszę mówić, że będzie ich więcej? :))



a) Z repertuaru Emila Chau'a (mandaryński: 周華健 {Zhouhuajian wym. Czou-fa-cjen}):

EMIL CHAU – FENGYU WUZU (mand. 馮宇吳祖)

EMIL CHAU – AI XIANG SUI (mand. 愛香穗)

EMIL CHAU – PENG YOU (mand. 彭友)
 

b) Z repertuaru Jackie'ego Chana (mandaryński: 成龍 {Chenglong wym. Cieng-lon}) :


MOU MAN TAI (NO PROBLEM) (mand. 某慢抬)



Słyszycie w angielskich słowach mandaryński akcent? ^.^
c) Z repertuaru Wu Bai'a (mandaryński: 伍佰
{Wu Bai – wym. łu bai – wiedziałam, że to tak się wymawia)} ^.^:  
HUO SHAN (mand. 火山)

FT. CHINA BLUE - QUIAI DE NI (mand. 愛的你)

No i trzecia... najbardziej klimatyczna do tego postu:


FT. CHINA BLUE - TAIWAN ZHIZAO (mand. 台灣製造) 

Większość swoich utworów Wu Bai nagrywa właśnie z zespołem China Blue. Uważam, że dosyć fajnie się zgrywają ^.^ 
Co do spraw przyziemnych - podjęłam naukę pisania azjatyckich emotikon. Co prawda, znam ich tylko garstkę, tzn.

^^ (uśmiech - wersja uproszczona)

^.^ (wesołość, uśmiech) - jak zauważyłam, istnieje kilka wariantów w azjatyckich emotikonach

>.< (złość)

Bardzo dużo, prawda? ;D
Faktem jest też, że w postach nadużywam emotikon europejskich - z przyzwyczajenia, rzecz jasna. Ale sądzę, że warto poszerzać horyzonty.

 Ten obrazek może mi pomóc w nauce

No i to będzie na tyle, co do tego postu. Jeszcze raz życzę wspaniałej zabawy nominowanym i ciepło pozdrawiam! :* (całus od Europejczyka) ^3^ (całus od Azjaty)
Coś czuję, że będzie bombowo...