czwartek, 14 kwietnia 2016

Asian Fantasy część piąta

Cześć!
(Zhuwei hao! - po chińsku ^.^)

Po ostatnim, bardzo uroczystym zresztą poście, pora wziąć się w garść i wstawić kontynuację serii Asian Fantasy *.*

Ostatni odcinek tej serii wstawiłam aż we styczniu. Dość duży kawał czasu.

Powiem szczerze, że ja sama uwielbiam takie posty.
Od pewnego czasu słucham non stop Jackie'ego Chana, marzę o longu (o tym stworzeniu już co nieco wspominałam) na tapecie w pokoju, przeglądam z ciekawości obrazki z kaligrafią chińską… Jest dobrze :)
W sumie od pewnego czasu myślałam nad dodaniem do playlisty shifu Chana (mistrza Chana). Może kiedyś tej drobniutkiej zmiany dokonam. 

Dlaczego fascynuję się Azją, a w szczególności Japonią i Chinami?

Bo w tych dwóch krajach kryje się piękno kultury, tradycji i przede wszystkim szacunek do przyrody. Filmografia Chana towarzyszyła mi od niepamiętnych czasów – wiadomo, że u nas, w Europie takie filmy jak Pijany mistrz (1978), czy Wściekłe pięści (1972) były niezwykle trudne w odbiorze. Lecz trzeba przyznać, że Azjaci mają dość oryginalny styl grania.
Być może nie zawsze ukazywane są na nich pokazy walk, ale za to widać, że grają z wielkim zaangażowaniem emocjonalnym – zresztą, Chińczycy i Japończycy są bardzo emocjonalni – wystarczy wsłuchać się w ich mowę.

 Zazwyczaj słowo ,,Azjata” kojarzymy z obrazem żółtoskórego człowieka o kruczoczarnych włosach i charakterystycznych, skośnych oczach. U większości ludzi w Chinach w młodości występują ciemnobrązowe włosy, które z wiekiem ciemnieją do czerni.

Dzisiaj więc, postaram się dla Was o możliwie ciekawą galerię. Zapraszam serdecznie (Wo chengzhi de yaoqing nin!)!













Parę smoków z parady pekińskiej :):





  Słodziaki, nie uważacie? ^,^

Na osłodę – piosenka Jackie'ego, której nie wstawiałam 7 kwietnia:


Mam nadzieję, że post Wam się podobał od oprawy graficznej, i muzycznej. Wedle obliczeń, jest mi coraz bliżej do osiągnięcia dwustu postów na blogu.
Bardzo się cieszę, że znowu mogłam dać znak życia... lecę przeglądać filmografię Chana... coś się zatęskniłam za jego aktorską twórczością. 
 
Ostatnio oglądałam Małego wielkiego wojownika (z 2010 roku - raczej historyczny komediodramat [nie komedia, jak to jest spisane w Wikipedii] z nutą  przygodówki). Całkiem mi się podobał. Śmiało mogę Wam go polecić, ze względu na Chana :) 
Nieco więcej recenzji znajdziecie tutaj. Nie kierujcie się zbytnio opiniami na Filmwebie, gdyż uważam, że każdy widz powinien mieć własne zdanie o tym filmie, powinien sam je sobie wyrobić. Ja byłam zachwycona charakteryzacją aktorów, sceneriami i klimatem średniowiecza, a także muzyką. 
A jeszcze fajniejsze jest to, że Jackie Chan na potrzeby filmu nagrał do niego własną piosenkę ^.^
Moim zdaniem - warto zobaczyć, chociażby z czystej ciekawości.

Kilka kadrów z filmu na zachętę:



 Film ów jest produkcji hongkońskiej, a aktorzy posługują się w nim językiem mandaryńskim. 
Reżyserem jest Ding Sheng.



Postaram się napisać następny post za kilka dni, może za tydzień... zobaczy się :)
Do następnego wpisu zatem, Kochani!

czwartek, 7 kwietnia 2016

Ważne dni Ulubieńców {#5}: Kung-fu - droga do harmonii ciała i duszy... Urodziny Jackie'ego Chana

Cześć Kochani!

W związku z tym, że ostatnio nic się ,,nie działo” w tzw. przeze mnie ,,kalendarzyku gwiazd” zrobiła taka dość galanta przerwa w tego typu postach.
To tak, typem wstępu.
Konkretem jest to, że dzisiaj wpadło kolejne święto jednego z mych niekwestionowanych idoli – a mianowicie aktora oraz kaskadera, znanego Wam zapewne, Jackie'ego Chana.

Jego prawdziwe imię i nazwisko to Chan Kong-sang.

Trudno jest mi o nim nie mówić, jako o moim brawurowym mistrzu. Jest to ten Azjata, którego darzę tak ogromną sympatią, że można to porównać niemalże do obsesji ^.^
Jednak Jackie Chan jest aktorem, który podbił moje serce dzięki rolom komediowym i kilku filmach akcji – w tym Godziny Szczytu.

Dzisiaj Jackie kończy 62 wiosny ^.^
Chciałam wobec tego w imieniu całej Blogosfery złożyć mu najszczersze życzenia silnego zdrowia, świetnej kondycji, powodzenia na drodze i niepokonanej ambicji. Aby mistrz stał się jeszcze lepszy i nie rezygnował z marzeń...


Marzenia są po to, aby je spełniać. Trzeba spieszyć się, nim znikną z pamięci.
Bardzo wiele się nauczyłam, oglądając filmy z jego udziałem. I sądzę, że kwestia mistrza kung-fu powinna brzmieć: Skoro ludzie mówią, że jesteś dobry, staraj się z dnia na dzień być jeszcze lepszy.

Kung-fu jest dla Chińczyków czymś więcej niż tylko sztuką walki. Jest to przede wszystkim doskonalenie samego siebie na drodze ciała i umysłu. 


Kung fu uczy przede wszystkim wytrwałości, cierpliwości i dyscypliny. Dla społeczności chińskiej jest to droga do wnętrza własnej duszy, pragnienie poznania swoich mocnych stron i słabości.

Poniżej, dwie, brawurowe moim zdaniem, scenki z prezentacją walki:


Ci, którzy zerknęli na stronkę o Jackie Chanie chociażby z czystej ciekawości, ten już pewnie wie, że Chan trudnił się też muzyką. 


Nagrał kilka albumów studyjnych; w większości śpiewał w trzech językach: angielskim, ojczystym, czyli chińskim oraz kantońskim a także czwartym -  mandaryńskim (rzadziej). Ciekawostką jest to, że nagrał też kilka wersji piosenki do animacji Disneya Mulan - właśnie te po chińsku, kantońsku i mandaryńsku. Oryginalna wersja tej piosenki (I'll Make A Man Out Of You) wykonywana jest przez Donny'ego Osmonda, natomiast w polskim dubbingu bajki piosenka nosi tytuł Zrobię mężczyzn z was. Polską wersję śpiewa Maciej Molęda.
Poniżej zestawiam wersje piosenki:

a) wersja chińska:

JACKIE CHAN – CHENG WEI NAN ZI HAN BU REN SHU (występuje też pod tytułem WONG FEI HUNG)

b) wersja angielska (oryginalna):

DONNY OSMOND – I'LL MAKE A MAN OUT OF YOU



c) wersja kantońska:

JACKIE CHAN - I'LL MAKE A MAN OUT OF YOU (CANTONESE)


d) wersja polska (dubbingowana)

SHANG (MULAN-1998) – ZROBIĘ MĘŻCZYZN Z WAS


Według mnie, z zagranicznych wersji to ta chińska brzmi... jak by to powiedzieć?... najdostojniej. 

{Niestety nie znalazłam wersji mandaryńskiej do podlinkowania... wybaczcie >.<}
 
W końcu to piosenka o walce i jedności. I o pokonywaniu barier.


Tradycyjnie też, zapraszam gorąco do ciepłej dyskusji przy herbatce ^.^
Myślę, że taki uroczysty post przyda się od czasu do czasu. Kto lubi azjatyckie filmy akcji, na pewno znajdzie coś dla siebie w jego twórczości.

poniedziałek, 28 marca 2016

Twórcy Historii Fantasy {#1}: Jonathan Tolkien

 Trudno jest nie znać chociażby jednego dzieła tego autora.
Jest niekwestionowanym najważniejszym twórcą w gatunku fantasy – jego książki, przede wszystkim Władca Pierścieni i Hobbit trafiły już zawczasu na półkę światowych bestsellerów.
Nic dziwnego więc, że nie sposób go nie wymienić jako pierwszego w historii rozwoju gatunku fantasy.

W książce Lynette Porter pt. (uwaga, jest dość długi!) Hobbici. Liczne wcielenia Bilba, Froda, Sama, Merry'ego i Pippina możemy się doszukać pełno opisów dotyczących pracy Tolkiena nad trylogią.



Tolkien dostarczył pierwszych wizji i opisów hobbitów oraz ich ojczyzny. Kiedy jednak Hobbit i Władca Pierścieni zaczęły być twórczo wykorzystywane przez innych, pojawiły się różne – czasami antagonistyczne względem siebie – ich wizerunki. Podobnie jak kalejdoskop rozbija pierwotny obraz i składa wielokolorowe fragmenty w nowe kształty, tak samo adaptacje mogą rozbić na kawałki kompletny Tolkienowski obraz hobbitów i skupiać się na elementach ich wyglądu lub osobowości, rekombinując je w przyjemne – choć bardzo odmienne – obrazy, służące rozrywce widza.

Dokonywane przez Tolkiena rewizje Hobbita często były powodowane poszerzaniem się wiedzy o hobbitach i kosmologii Śródziemia, przedstawianych w późniejszych książkach. Część sprzeczności jednakże pozostała. Późniejszy folklor hobbitów, wywnioskowany przez czytelników Władcy Pierścieni, obejmuje na przykład opinię, że hobbici boją się wody, a ci, którzy lubią poruszać się łodzią albo samemu pływać, są uważani za dziwnych. Na przykład Brandybuckowie mieszkają blisko rzeki Brandywiny i – dla ich bezpieczeństwa – należy oczekiwać od nich umiejętności pływania oraz poruszania się po rzece, jednak ci hobbici, którzy mieszkają poza Bucklandem, a zachowują się swobodnie w pobliżu rzek i jezior, uważani są za dziwnych. Hobbici związani z ziemią, tacy jak członkowie rodu Gamgee, normalnie nie mieszkają blisko dużych zbiorników wodnych, więc nie czują się przy nich swobodnie, co dopiero mówić o pływaniu czy poruszaniu się łodzią.

Dążenie Profesora, aby stworzyć możliwie najlepszą opowieść, nigdy nie ustawało, a jego wyczucie szczegółu – choć wymagające wiele czasochłonnej pracy w przypadku rewizji – pozwoliło stworzyć zdumiewająco kompletny świat, w jakim żyją hobbici. W książce Hobbit z objaśnieniami Douglas A. Anderson ujawnił, że dokonywane przez Tolkiena korekty pierwszych szczotek ,,były uważane za nieco ciężkawe i choć starannie obliczał długość nowych akapitów, mających zastąpić stare, trzeba było na nowo przełamać niektóre części”.

,,Reprodukcja” oznacza z założenia wierną kopię autorskiego tekstu. Tolkien często pisał pierwsze szkice ołówkiem i potem przepisywał wszystko atramentem: to rozumiemy w tej książce jako reprodukcję.
Kiedy Christopher Tolkien czytał manuskrypty ojca i segregował je w celu publikacji w wielotomowej Historii Śródziemia, dla umożliwienia zrozumienia procesu pisarskiego ojca przez naukowców i ,,zwykłych” czytelników, starał się go ,,reprodukować”. Czasem jednak i on nie był w stanie odczytać ręcznego pisma ojca i musiał zgadywać poszczególne wyrazy – okazało się, że nawet podjęta przez Christophera Tolkiena wiernej dokumentacji słów, jakich używał jego ojciec, oraz licznych zmian, jakich dokonano w jego dziele, kazała mu działać bardziej w roli ,,tłumacza”, wydobywającego znaczenie nie tyle z istniejących słów, co z kontekstu.



Dopóki nowi czytelnicy będą chcieli czytać słowa Tolkiena, trwać będzie potrzeba sporządzania nowych tłumaczeń i wydań. Staranny dobór słów i bezgraniczna wytrwałość Profesora w zapewnieniu ciągłości logicznej fabuł jego opowieści, są godne podziwu i w konsekwencji oferują lingwistom, badaczom literatury i historykom słowa pisanego niezwykłe bogactwo materiału do badań – także ze względu na liczne rewizje, jakie rozpoczął Tolkien, i korekty (szczególnie Hobbita i Władcy Pierścieni), które w dalszym ciągu podejmują inni.

Oczywiście, jak podkreślałam, autorka bardzo dobitnie podkreśla jak ogromny wpływ miał Tolkien na rozwój fantastyki.
Co więcej, w scenach bitewnych w WP czy Hobbicie inspirował się rzeczywistymi obrazami wojny, które przecież musiał oglądać na żywo, własnymi oczyma.
To dzięki niemu fantastyka jako gatunek rozpowszechniła się na szeroką skalę – powieść Władca Pierścieni zalicza się do podgatunku low fantasy.
Jego zainteresowania opierały się na starożytnych i wymarłych językach – był też poliglotą, posługiwał się ponad 30 językami. Ciekawostką jest to, że próbował też uczyć się polskiego; jednak uważał go za trudny i nie potrafił się nim dobrze posługiwać.
Niewątpliwie to on jest ojcem fantastyki historycznej i ogółem stwórcą Śródziemia – to chyba oczywiste :) 
Dlatego też pamięć o tym pisarzu nie umiera, a Peter Jackson, tworząc filmy na podstawie jego powieści, ,,ożywił” i przede wszystkim, zapewnił nieśmiertelność jego klasyce. 


Najciekawsze powieści autora:
Władca Pierścieni: Drużyna Pierścienia 
Władca Pierścieni: Dwie Wieże 
Władca Pierścieni: Powrót Króla
Hobbit 
Przygody Toma Bombadila
Rudy Dżil i Jego Pies




 <<<<

A więc, jak zauważyliście, już oficjalnie seria ruszyła! 
Myślę, że każdy odcinek z tej serii będzie pisany właśnie w takim stylu. 
Jak Wam się podoba? 
Jeśli zaś chodzi o comiesięczny spis przemyśleń (seria Dziwny Świat Uczuć i Myśli) harmonogram zostanie nieco zmieniony; posty z niej będą się pojawiały nie pod koniec, a na początku miesiąca. Przynajmniej będę się starała, aby tak było. 
Zapraszam do wyrażania opinii! 
P.S.: Bardzo przepraszam za nieskładność tekstu cytatów z książki - jak widzicie, chciałam je zaznaczyć różnymi kolorami, aby się wyróżniały, jednak tutaj pojawiła się mała niespójność Bloggera. Mam jednak nadzieję, że orientujecie się, gdzie się zaczyna jeden cytat i kończy, i zaczyna z kolei następny.
Źródło cytatów: Lynette Porter. - ,,Hobbici. Liczne wcielenia Bilba, Froda, Sama, Merry'ego i Pippina" 

Pozdrawiam poświątecznie i ogólnie :) 

czwartek, 24 marca 2016

Faunowie (Satyrowie)

W tym poście chciałam naszykować dla Was faunów (satyrów).
Miałam je wstawić właściwie na początek tego roku, ale potem gusta mi się odmieniły :)
No więc wstawiam je dzisiaj :)

Na początek, garść informacji o tych stworzeniach:

O satyrach nie wiedziano, ani ilu ich jest, ani skąd pochodzą. Było ich wszędzie pełno. Mieli nogi koźle, zakończone rozszczepionymi kopytami, porosłe aż do pasa gęstą sierścią. Górna część ciała była ludzka, ale grube, czerwone wargi, capia broda i spiczaste uszy nadawały ich twarzom wygląd zwierzęcy. Niektórzy mieli rogi na głowie, jak Pan. 
Po lasach zabawiali się z nimfami, ludzi sprowadzali na manowce omylnym wołaniem lub błędnymi ognikami, pasterzom kradli kozy i owce, straszyli dookoła chat chłopskich. 
Krnąbrni i nieustępliwi, napadali nawet boginie raz wyrwali Irydzie kilka piór tęczowych z prawego skrzydła. 
Ich królem, ich władcą, ich ukochaniem był Dionizos, którego dzieckiem nosili na rękach i kołysali do snu graniem na fujarce. On im pozwalał na wszystko i poił winem, którego nigdy nie mieli dosyć.


To tyle, co do satyrów ogólnie, a teraz Parandowski opowie nam o Panie:


Dionizos miał liczną świtę. Zbierały się dokoła niego duchy dobre lub złośliwe, istoty na wpół zwierzęce, przedstawiciele dzikiego życia przyrody. Wśród nich najpoważniejszym był Pan. 
Urodził się w Arkadii. Przyszedł na świat z nogami i rogami kozła. Uszy miał długie kosmate, capią brodę i cały był porosły gęstą sierścią. Przeraziły się płoche nimfy arkadyjskie, ujrzawszy to poczwarne dziecko. Ale Hermes, który, jak się zdaje, był jego ojcem, zabrał kozłonoga i zaniósł na Olimp, gdzie zabawne stworzenie weseliło swym widokiem szczęśliwych bogów. Oczywiście, tam nie pozostał. Życie olimpijskie nie przypadło mu do smaku. Wrócił na ziemię, gdzie mógł skakać po górach jak młody kozioł i bawić się z białymi trzodami, które pasą się na łąkach pachnących. 
Śmiano się z niego, lecz on niewiele sobie z tego robił, rósł prędko i chował się na tęgiego bożka. Był dobrego sobie mniemania i nie sądził, żeby mu jego koźli wygląd nie pozwalał myśleć o małżeństwie. Pokochawszy młodą Syrinks, córkę bożka rzecznego, Ladona, chodził za nią po całych dniach i prosił, żeby została jego żoną. Nieszczęśliwa dziewczyna, nie mogąc się pozbyć natręta, westchnęła do bogów o pomoc: ci przemienili ją w trzcinę. 
Widząc to Pan poznał, że jest brzydki, i było mu bardzo smutno. Usiadł wśród owej trzciny i płakał żałośnie. Wiatr zaś potrząsał trzciną rosnącą nad brzegiem strumienia i Panowi, zasłuchanemu w szum wiatru i szmer wody płynącej, zdawało się, że i roślina wydaje takie same dźwięki żałosne. Uciął z niej kilka łodyg, zrobił z nich siedem piszczałek nierównej długości, połączył je razem w jednym szeregu i tak powstała ulubiona fujarka pastusza, zwana syringą. Pan wygrywał na niej swe żale za piękną nimfą.


Od siebie natomiast dodam, że faunowie (szczególnie męscy) mają słabość do nimf.

Teraz obejrzyjmy sobie obrazki, które, mam nadzieję, pobudzą Waszą wyobraźnię:











Postarałam się na tą okazję wybrać jak najbardziej wiosenne tematyki :)
Jak Wam się podobają?